29.jpg

Winnica 23 czerwca 2016 roku

29. Chrześcijaństwo to rower

Czwartek XII tygodnia zwykłego; 2 Krl 24,8-17; Ps 79,1-5.8-9; 1 P 1,25; Mt 7,21-29; . Dziesiąty Wieczernik Winnicki

„Zdecydowana większość naszych małżeństw sakramentalnych jest nieważna.” [bit.ly/1tBpiYE dostęp 18.06.2016] Tak niedawno stwierdził papież Franciszek. Co prawda potem autoryzował swoją wypowiedź i w oficjalnych drukowanych relacjach z tego przemówienia jest już, że tylko „część” tych małżeństw jest nieważna. Nie zmienia to faktu, że jakaś część małżeństw zawieranych w naszych kościołach to jakieś udawanie, przedstawienie, teatr. Do głosu dochodzi bądź ludzka ignorancja, bądź przewrotność, jak w przypadku pewnej narzeczonej, która w kancelarii wprost oświadczyła księdzu, że jest co prawda niewierząca ale nie może sobie odmówić tak pięknej uroczystości.


Tu nie chodzi tylko o śluby. W całości chrześcijaństwa niektóre jego wydania to zabawy grzecznych dzieci.

Oczywiście trudno czasem znaleźć odpowiedź kto jest reprezentantem takiej zabawy w chrześcijaństwo. W sumie jednak nie o to chodzi. Nie chodzi też o to, by spierać się czy chodzi o „część”, „większość”, czy „zdecydowaną większość” chrześcijan.

Chodzi o to, czy ja i ty traktujemy chrześcijaństwo na poważnie, czy jest to tylko zabawa?

Każdy musi sam odpowiedzieć na to pytanie.


Niemniej przyglądając się światu można wątpić, czy idee chrześcijańskie rzeczywiście są przyjmowane przez ludzi. Odległy, choć mocny, przykład to Rwanda, gdzie w 1994 roku, w trzy miesiące, wymordowano co najmniej 800.000 ludzi. Sąsiad sąsiada, najczęściej przy pomocy maczety.


To nie islam zrobił. W Rwandzie wyznawców Allacha jest 1,8%. Zdecydowana większość mieszkańców, ponad dziewięćdziesiąt procent, to chrześcijanie. Tak się przynajmniej deklarują. Mniej więcej po połowie – katolicy i protestanci. Czy w Rwandzie Hutu wyrzynali Tutsi i odwrotnie? Tak, ale można na to spojrzeć z innej strony – chrześcijanin mordował chrześcijanina a często miejscem mordu był kościół. Wśród oskarżonych i skazanych za to ludobójstwo są także księża i siostry zakonne.


Tylko… czy to było rzeczywiście chrześcijaństwo? Śmiem wątpić.


Nie trzeba jednak sięgać tak daleko. Zapraszam do Polski. Wystarczy zerknąć w Internecie na komentarze pod jakimś kontrowersyjnym wpisem. Dobrze dla oglądu sprawy, gdy takie forum nie jest moderowane. Bluzgi, nienawiść, piana wściekłości – hejt na potęgę. Przypuszczam, że wielu autorów tych wpisów zagląda jednak czasem do kościoła i może na pasterce śpiewają tęsknie: „Jezus malusieńki”.


Dodajmy do tego etos pracy a w zasadzie prawie powszechny jego brak. Konflikty rodzinne, niewolę nałogów, „kantowanie” na potęgę to będziemy mieli smutny obraz rzeczywistości.


Zostawmy Polskę – zapraszam do Kościoła. Tu także niewesoły obraz. Szczątkowe religijne praktyki, negacja zasad wiary, szczególnie norm moralnych. Tu nie chodzi tylko o to, że na przykład młodzi przed ślubem żyją razem i udają małżeństwo. Chodzi o to, że powszechnie – i rodzice, i dziadkowie biją im brawo. Gdy jednak przychodzi moment autodeklaracji to powszechne stwierdzenie brzmi: jestem katolikiem, jestem wierzący, należę do Kościoła. Można powiedzieć na to wszystko krótko: „I co z tego?”


Tu nie chodzi o poglądy proboszcza, ewentualne przykre rozmowy w kancelarii. Tu chodzi o rzeczy niepomiernie ważniejsze. Chodzi o moment ostatecznego spotkania z Bogiem. Kiedy to Bóg powie „sprawdzam”. I o tym właśnie traktuje dzisiejsza Ewangelia.


Przyznam się, że dla mnie jest to jeden z najmocniejszych fragmentów Ewangelii. Taki, że skóra cierpnie. Jezus mówi: „Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie” (Mt 7,23) Może nie bylibyśmy zaskoczeni, gdyby Jezus to powiedział pijakom, różnym łajdusom, mężom bijącym żony, kobietom zbyt lekkich obyczajów. On mówi jednak te ostre słowa, nie waham się tego powiedzieć, elitom Kościoła. Tym, którzy czynili cuda, wyrzucali złe duchy, prorokowali w imieniu Pana. To bardzo pobożne rzeczy!


Widać jednak, że nawet w bardzo pobożnych rzeczach może nie być nawet śladu Boga. Może nie być śladu Boga nie tylko w czynieniu cudów i wyrzucaniu złych duchów, ale także w siedzeniu w kościelnej ławce, klękaniu przy konfesjonale, wieczornym pacierzu, piątaku na tacę, Komunii Świętej. W tym wszystkim może nie być śladu Boga. To wszystko może być cyrk i udawanie. Na co dzień może to być i najczęściej jest ukryte. Odsłoni to jednak Dzień Pański.


Był sobie taki król Babiloński – Baltazar. W czasie uczty król zobaczył rękę piszącą na ścianie królewskiego pałacu. I ten wielki król zaczyna się bać: „Twarz króla zmieniła się, myśli jego napełniły się przerażeniem, jego stawy biodrowe uległy rozluźnieniu, a kolana jego uderzały jedno o drugie.” (Dn 5,6) Wielki król robi w gacie. Prorok Daniel – wezwany do króla odczytał pismo i przetłumaczył: „A oto nakreślone pismo: mene, mene, tekel ufarsin. Takie zaś jest znaczenie wyrazów: Mene – Bóg obliczył twoje panowanie i ustalił jego kres. Tekel – zważono cię na wadze i okazałeś się zbyt lekki. Peres – twoje królestwo uległo podziałowi; oddano je Medom i Persom.” (Dn 5,25-28)


To także mocne słowa: „zważono cię i okazałeś się zbyt lekki”. Biblia pełna jest takich mocnych stwierdzeń: „Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.” (Mt 5,20)

„Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza. (…) biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie. (Mt 18,6.7b)

A jednocześnie Jezus mówi słowa, które wprowadzić mogą w jeszcze większe zdumienie: „Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego.” (Mt 21,31b)


To bulwersuje i wielu nie ma zgody na te słowa Jezusa. A one są kluczem, tylko trzeba je dobrze zrozumieć.

Celnik nie wchodzi do królestwa za swoje złodziejstwo i prostytutka nie idzie do nieba za swój nierząd. Następny werset mówi o wierze. Celnicy i nierządnice uwierzyli Jezusowi, pobożni faryzeusze odrzucili Go.

Złodzieje (bo nimi byli w tamtych czasach celnicy) i prostytutki uwierzyli i wejdą do nieba. Z tym, że wiara nie polega (mówię to raz jeszcze) na deklaracji – krzyczeniu, że jest się katolikiem.


Czym zatem jest wiara?

Ten nasz kontrowersyjny werset otoczony jest dwoma przypowieściami.


Przed nim jest przypowieść o dwóch synach zaproszonych przez ojca do pracy w winnicy. Jeden powiedział „idę” i nie poszedł, drugi powiedział „nie chcę”, ale poszedł.

Nie jest ważne co deklarujesz, ważne jest to co faktycznie robisz, kim faktycznie jesteś.


A przypowieść „po” to przypowieść o dzierżawcach winnicy. Mieli oddać plon – owoc. Co oddali? Bluzgi i kamienie. Nie uszanowali syna – wyrzucili go i zabili.

Nie ważne co deklarujesz, ważne to co faktycznie robisz, kim faktycznie jesteś.


Tak się składa, że w większości jesteśmy parafianami Winnicy. To sprawia, że słowa Ewangelii możemy prawie dotykać. Gdy piszę winnica (choćby w tym kazaniu) z automatu piszę wielką literą. Potem trzeba poprawiać, choć może lepiej byłoby zostawić te wielkie litery?


W chrześcijaństwie nie chodzi o doskonałość. I całe szczęście. Gdyby chodziło o doskonałość nikt by jej nie osiągnął i przez to nikt nie zlazłby miejsca w niebie dla siebie.

W chrześcijaństwie chodzi o to, by Boga potraktować poważnie. I swoje zobowiązania potraktować poważnie. Jeśli chcesz to zbadać – czy Boga traktujesz poważnie – to zobacz, czy twoja wiara wywiera wpływ na twoje życie. Nie mierz swojej wielkości i świętości. Nie jest ważne czy jesteś w tej chwili dobry, czy zły, upadłeś czy właśnie powstałeś, szanują cię, czy plują na ciebie.

Ważne, czy Bóg i wiara jest konkretną siłą w twoim życiu. Może się okazać, że chwila pokusy będzie większą siłą, ale to nie jest tak ważne jak to, czy Bóg i wiara są dla ciebie jakąkolwiek siłą. Czy Boga i wiarę bierzesz poważnie za drogowskaz? Czy liczysz się z Bogiem w swoich wyborach? Czy masz sumienie, które cię gryzie, czy masz niepokój, gdy schodzisz z Bożych ścieżek?


Mam przekonanie, że dla zdecydowanej większości wiernych Bóg jest nikim a wiara jest niczym. Oczywiście po autoryzacji zamienię „zdecydowaną większość” na „część”.

Nie cofnę jednak pytania, które pozostaje najważniejsze: „Czy traktujesz swoje chrześcijaństwo poważnie?”

Sam musisz odpowiedzieć. Swoich bliskich i proboszcza możesz zwodzić do skończenia świata.


Jeśli chcesz nauczyć się jechać na rowerze – musisz odepchnąć się i nacisnąć na pedały. Jest to jakieś ryzyko, może być, że się wywrócisz. Jeśli jednak na poważnie chcesz jechać, to musisz to zrobić. Nie można jechać na stojąco, musisz ruszyć, i to zdecydowanie. Możesz jednak tylko siedzieć na rowerowym siodełku. Nigdzie nie dojedziesz a siodełko gnieść cię będzie w tyłek. Chrześcijaństwo to rower. Jedziesz czy tylko czujesz jak cię gniecie w tyłek?


ks. Zbigniew Paweł Maciejewski


 
Wyszukiwarka

Czas ucieka






wieczność czeka

wschód słońca 02:21 UT,
zachód słońca 18:46 UT
okr. zimowy +1h; okr. letni +2h
Dziś jest: 153 dzień i 24 tydzień r.
do końca roku pozostało 212 dni
Imieniny obchodzą:
Marianna, Marzena, Erazm
Twoje IP: 3.235.75.174
jesteś gościem wyświetlono razy obecnie jest gości
© by Marian Kurtycz
Ostatnia aktualizacja strony
03.02.2018
Witryna powstała 1 maja 2011 r. w dniu beatyfikacji Papieża Jana Pawła II