52.jpg

Winnica, 5 września 2010 roku.

52. Krzyż na ramionach


XXIII Niedziela Zwykła, C; Mdr 9,13-18b; Ps 90,3-6.12-14.17; Flm 9b-10.12-17; Ps 119,135; Łk 14,25-33;

Biskupi Polsce kierują do swoich wiernych list z okazji 20 rocznicy powrotu katechezy do szkoły – „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8,32).


Możemy się cieszyć, że katecheza wróciła do szkolnych sal, ale chciałbym, by ta radość była głębsza. Cieszmy się ze zwycięstwa polegającego na tym, że szkoła ma służyć społeczeństwu, żywym, konkretnym ludziom, a nie być narzędziem narzuconej przez państwo ideologii.

Cieszmy się powrotem do normalności, ale jednocześnie strzeżmy zwycięstwa i nie pozwólmy innym ideologiom wykorzystywać szkoły do własnych interesów. Obalony komunizm to jedna z wielu ideologii, które chętnie się biorą do wychowywania waszych dzieci. Dodajmy precyzyjnie – do wychowywania za wasze pieniądze.


Zobaczmy jak to było – cofnijmy się o kilkadziesiąt lat. Komunistyczne państwo zabiera wam pieniądze, część rozkrada i marnuje, za część buduje szkołę w Golądkowie i ją utrzymuje. Nie wolno jednak w tej szkole prowadzić katechezy – rząd i ministerstwo lepiej wie jak się wychowuje wasze dzieci. Próbuje się indoktrynować młodzież – dobrze, że duża część nauczycieli sprzeciwia się temu. Ksiądz jednak nie może przyjść do szkoły.


Musicie znowu za swoje pieniądze zbudować w Golądkowie salę – małą szkołę obok dużej szkoły, gdzie dzieci będą katechizowane. Czy to jest normalne? Dobrze, że 20 lat temu sytuacja wróciła do normalności. Powtórzę raz jeszcze – szkoła ma służyć społeczeństwu a nie być narzędziem narzuconej przez państwo ideologii. Nie znaczy to, że z katechezą w szkole nie ma problemów. O dwóch takich problemach chcę dzisiaj mówić.


Zacznijmy od dzisiejszej Ewangelii. Za Jezusem szły tłumy. On jednak zamiast się cieszyć powiedział, że są tacy (nie wiemy ilu), którzy nie mogą być jego uczniami. Dlaczego? Nie biorą swojego krzyża. "Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem." (Łk 14,27)


Czasem mówiąc o niesieniu krzyża myślimy o cierpieniach, które nas spotykają. Krzyż to coś więcej. Krzyż to nasze umieranie dla grzechu i życie dla Boga.


I tu jest pewien problem a jednocześnie klucz do zrozumienia pewnej kwestii. Ten krzyż trzeba wziąć samemu. Nikt nie może go wziąć za nas i nikt, nawet Bóg, nie może go nam włożyć na plecy. Jeśli ktoś komuś chce włożyć krzyż na plecy, to nawet przy najszlachetniejszych intencjach będzie traktowany jak oprawca. Wiara zawsze będzie osobistym wyborem każdego człowieka. Nie można wychować człowieka wierzącego. Nie można nauczyć wiary. Wiarę zawsze się wybiera – to decyzja człowieka. Wychowanie i nauka to tylko pomoc, podprowadzenie. Wychowanie i nauka to ważne i cenne rzeczy, ale to TYLKO pomoc i TYLKO podprowadzenie. To jedna ważna zasada.


Druga (i drugi problem) to kręgi oddziaływania. W przypadku dzieci i młodzieży pomoc i podprowadzenie – wychowanie i nauka – to w pierwszym rzędzie obowiązek i zadanie rodziców – krąg najbliższy. Potem długo, długo nic i dopiero katecheta i ksiądz. Taki jest porządek świata i takie jest nauczanie Kościoła – Kościół tylko wspiera rodziców w ich wychowaniu i edukowaniu dzieci. Nie chodzi tu o bierność Kościoła, ale więcej się nie da. Gdy Kościół wbrew rodzicom bierze się za wychowanie i edukację dziecka to staje się taki sam jak komunistyczny aparatczyk i urzędnik z przeszłości.

Problem z katechezą zaczyna się wtedy, gdy rodzice zdejmują z siebie, czy to częściowo, czy to całkowicie, obowiązek wychowania do wiary i religijnej edukacji, czyli obowiązek pomocy i podprowadzenia pod wiarę. Nikt nie ma szans wyręczyć w tym rodziców. Zdejmują z siebie obowiązek a jednocześnie "podrzucają" swoje dziecko Kościołowi – zróbcie z nim coś.


A co można zrobić?


Nauczyć Ojcze nasz? Uda się, dziecko "zaliczy" modlitwę, ale jednocześnie nigdy nie przyjmie, że modlitwa jest czymś ważnym, jeśli widzieć będzie, że jego rodzice się nie modlą.

Powiedzieć o obowiązku chodzenia do kościoła? Dziecko usłyszy i nawet powtórzy, ale czy przyjmie to, jeśli widzi, że rodzice nie praktykują? I samo też nie przyjdzie, bo w naszej Parafii niemal każde dziecko musi być do Kościoła dowiezione.

Uczyć o miłości? To będzie czysta teoria jeśli dzieci nie doświadczą tej miłości w domu, jeśli nie będą kochane w domu, jeśli nie będą widzieć kochających się rodziców, jeśli nie będą widzieć dobroci, szacunku i życzliwości rodziców wobec sąsiadów i wszystkich ludzi.


Katechizowanie dziecka bez pierwszorzędnego zaangażowania rodziców to budowanie bez fundamentów – to się nie może udać.


Kiedyś zapytałem matkę ucznia, jaki jest największy plus religii w szkole. Odpowiedziała: „Najważniejsze jest to, że nie muszę się martwić, żeby moje dziecko było na katechezie”. I szybko się poprawiła: „Nie, to jest minus!”.


Zauważcie dobrze: "Nie muszę się martwić"! Taka sytuacja to podkopanie fundamentów. Jeśli jakiś rodzic faktycznie "przestanie się martwić" o katechezę swoich dzieci, o prowadzenie ich do wiary to prawie przekreśla szansę swoich dzieci na zbudowanie w nich prawdziwej wiary. Mówię "prawie", bo zawsze oczywiście działa ludzka wolność i działa łaska Boża, i dzieją się cuda. Brak "martwienia się" i odpowiedzialności za katechezę to będzie jednak rzucanie kłód pod nogi zamiast prostowania ścieżek.


Stąd płynie moje mocne i stanowcze wołanie do rodziców. Wy jesteście odpowiedzialni za katechizację swoich dzieci. Kościół może tylko was wesprzeć, pomóc i uzupełnić.

Wy jesteście odpowiedzialni za religijne praktyki swoich dzieci.

Wy jesteście odpowiedzialni za nauczenie ich modlitwy.

Wy jesteście odpowiedzialni za pokazanie im miłości.

Wy! A potem długo, długo nic i dopiero ksiądz i katecheta.


Nie zdejmujcie tej odpowiedzialności z siebie i nie wkładajcie jej na nikogo, ani na szkołę, ani na parafię, ani na księdza, ani na katechetę. Wy jesteście dla swoich dzieci takim autorytetem, że nikt inny nawet się porównać nie może. Gdy przynieśliście swoje dzieci do chrztu usłyszeliście słowa: "Prosząc o chrzest dla swoich dzieci, przyjmujecie na siebie obowiązek wychowania ich w wierze, aby zachowując Boże przykazania, miłowały Boga i bliźniego, jak nas nauczył Jezus Chrystus. Czy jesteście świadomi tego obowiązku?" Powiedzieliście "tak". W imię odpowiedzialności za swoje dzieci, w imię miłości do nich nie zamieniajcie tego na "nie".


Pomóżcie swoim dzieciom wybrać krzyż i wiarę. Kościół wam pomoże, ale to wy jesteście pierwsi i niezbędni. To wy jesteście pierwsi i niezbędni.


ks. Zbigniew Paweł Maciejewski


 
Wyszukiwarka

Czas ucieka






wieczność czeka

wschód słońca 02:21 UT,
zachód słońca 18:46 UT
okr. zimowy +1h; okr. letni +2h
Dziś jest: 153 dzień i 24 tydzień r.
do końca roku pozostało 212 dni
Imieniny obchodzą:
Marianna, Marzena, Erazm
Twoje IP: 3.235.75.174
jesteś gościem wyświetlono razy obecnie jest gości
© by Marian Kurtycz
Ostatnia aktualizacja strony
03.02.2018
Witryna powstała 1 maja 2011 r. w dniu beatyfikacji Papieża Jana Pawła II