Najważniejszy cud błogosławionego Ojca Świętego Jana Pawła II

Święty musi być skuteczny


"Nie sam cud jest ważny, ważne są jego owoce. To, czy ludzie staną się dzięki temu lepsi. Dlaczego do beatyfikacji Jana Pawła II wybrano przypadek siostry Simon-Pierre? Chodziło o cud jak najmniej spektakularny, by nie przesłonić tego, co jest najważniejsze. Osoby beatyfikowanego", mówi ojciec doktor Marek Blaza, teolog i znawca cudów.

- Czym jest cud?

Z punktu widzenia wiary katolickiej cud jest zjawiskiem nadprzyrodzonym, czyli takim, którego nie da się wytłumaczyć empirycznie. Przy czym cud musi pochodzić od Boga. Bo przyczyną takiego, zjawiska może być również zły duch. Dlatego zawsze trzeba zweryfikować jego przyczynę.


- Jak rozpoznać cud?

Przede wszystkim cud musi być zakończony. Powołuje się wtedy świadków, bada się dowody. Sprawdza się kondycję moralną wizjonerów, a także to, czy wierzą w Boga, czy grzeszą, czy są wiarygodni. A także to, czy powodem objawienia nie jest na przykład choroba psychiczna.


- Co to znaczy, że cud jest zakończony?

Kompetentna władza kościelna decyduje o tym, kiedy można zacząć badać domniemany cud. Choć nie ma reguł, czy odbywa się to rok, dwa czy pięć po ostatnim objawieniu. Informacje o cudzie zbierane są na bieżąco, także w trakcie jego trwania, jednak oficjalnie coś orzec można dopiero wtedy, gdy sprawa jest zamknięta, a domniemane cuda już nie mają miejsca.


- Co jeszcze decyduje o autentyczności cudu?

Ważne są owoce objawienia. Bo jeśli na jego skutek ludzie zaczynają grzeszyć, nie ma to nic wspólnego z cudem. Kiedy na przykład Matka Boża z objawienia nawołuje do wojny, to nie jest cud, ale rzecz bardzo niebezpieczna.

Następna kwestia - czy w domniemanym cudzie nie ma czegoś, co byłoby sprzeczne z nauką katolicką. Podczas badania słynnego objawienia z Lourdes wątpliwości długo budziło stwierdzenie: "Ja jestem niepokalane poczęcie", które usłyszała kilkunastoletnia dziewczynka Bernadeta. Pytano: jak to możliwe, że mówi o tym tak małe dziecko. Zweryfikowano to na jej korzyść. Bo ani to dziecko, ani jego rodzice, ludzie słabo wykształceni, nie mogli znać tego teologicznego pojęcia. To musiało być zjawisko nadprzyrodzone.

I ostatnia rzecz: posłuszeństwo wizjonera wobec Kościoła. Jeśli nie chce się on poddać weryfikacji, Kościół ignoruje taką wizję. Przykładem człowieka posłusznego do końca był święty ojciec Pio. Kiedy Kościół zakazał mu publicznych wystąpień, on się do tego zastosował. I to wcale nie znaczy, że Kościół ma zawsze rację. Czasem te środki ostrożności są na wyrost. Ale to jedyna droga, by pokazać światu, że to, co wizjoner czy mistyk robi, jest autentyczne.


- Jak wygląda w praktyce weryfikacja cudu?

Zawsze jest to selekcja negatywna. Kiedy wykluczymy wszelkie racjonalne przyczyny zjawiska, przyjmujemy, że jest to cud. Badają to lekarze, choć oczywiście nikt z nich cudem tego nie nazwie. Nikt nie wymaga tego od nauk przyrodniczych. Kiedy następuje samouleczenie, weryfikator zmuszony jest zadać pytanie: co siostra jadła, co siostra piła i co siostra zażywała w ostatnim czasie. Jeżeli, dajmy na to, siostra piła dużo soku jabłkowego i potem ozdrowiała, trzeba sprawdzić, czy w takim przypadku ten sok nie działa jak lek. Jeśli nie da się tego udowodnić, mamy do czynienia z cudem. I nawet jeśli za sto lat ktoś wymyśli lekarstwo na chorobę Parkinsona, w niczym nie umniejszy to znaczenia cudu. Bo weryfikacja miała miejsce tu i teraz, kiedy lekarstwa nikt nie zna.


- Dlaczego cuda są tak istotne w procesach beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych?

Decyduje o tym, po pierwsze, wielowiekowa tradycja kościelna. Po drugie zaś, jest to dobry sposób na weryfikację kandydata. Cud zawsze jest odniesieniem się do Chrystusa. To Chrystus czynił cuda po to, by pokazać, że jest Synem Bożym. Tu jest podobnie. Cud ma pokazać, że kandydat na ołtarze jest nie tylko uczniem Jezusa, ale dostąpił radości nieba, jest we wspólnocie z Chrystusem.

Choć były w Kościele tendencje, by ten wymóg zlikwidować. Niektórzy teologowie uważali, że to jest takie wymuszanie na Bogu zjawiska nadprzyrodzonego, takiego znaku Jonasza. Co kojarzy się z Herodem, który żądał tego od Jezusa.

A z drugiej strony jest myślenie: dobrze, że coś takiego jest, bo może przez to ktoś zostanie uzdrowiony. Podkreślić trzeba to, że cud wymagany jest tylko w przypadku tych błogosławionych i świętych, którzy nie ponieśli śmierci męczeńskiej. Przykładowo, tego wymogu nie było podczas beatyfikacji księdza Jerzego Popiełuszki.


- Dlaczego z licznych cudów, o które podejrzewa się Jana Pawia II, wybrano akurat ten dotyczący francuskiej zakonnicy Marie Simon-Pierre?

Znaczenie miało to, że ten cud stosunkowo łatwo było udowodnić. Tak jak większość cudów dotykających sfery medycyny. Kościół ma w tym względzie duże doświadczenie. W Lourdes na stałe stacjonują lekarze, którzy na bieżąco badają pielgrzymów. Kiedy dochodzi do cudu, od razu starają się dociec, czy ma to związek z działaniem medycyny, czy sił nadprzyrodzonych. Na pewno jest wiele cudów, które nigdy nie będą zweryfikowane. Choćby dlatego, że wielu ludzi nie zawsze chce się tym dzielić. Choroba to w końcu rzecz bardzo intymna. Każdy ma prawo do prywatności.


- Dość głośno było o amerykańskim Żydzie, który ozdrowiał z nowotworu mózgu po spotkaniu z Janem Pawłem II w Castel Gandolfo. Pytając nieco prowokacyjnie, czy to nie byłby lepszy przykład cudu potrzebnego do beatyfikacji?

Właśnie tego Kościół chciał uniknąć. To niewątpliwie o wiele bardziej spektakularny dowód niż przypadek francuskiej zakonnicy. Ale Kościołowi nie chodzi o szukanie cudów medialnych, głośnych, nietypowych. Przeciwnie, weryfikatorzy chcą znaleźć dowód jak najbardziej konwencjonalny. Po to, by nie przesłonić tego, co jest najważniejsze. Osoby beatyfikowanego. Cud jest tylko jednym z aspektów tego procesu. Poza tym badana jest heroiczność cnót, analizowane jest całe życie danej osoby. Jej uczynki, pisma, to, w jaki sposób odnosiła się do bliźnich.


- Jan Paweł II przez dużą część życia podkreślał swoje przywiązanie do cudu fatimskiego. Jakby to on był tym najważniejszym. Czy istnieje coś takiego jak hierarchia cudów?

Nie. To jest zawsze subiektywne odczucie. Fatima dla Jana Pawła II była ważna z powodów osobistych. Jedno z objawień fatimskich dokonało się 13 maja, wiele lat później tego samego dnia papież cudem przeżył zamach na swoje życie. Proszę pamiętać, że Kościół nie wymaga od wiernych, by wierzyli we wszystkie cuda. Ważne są nawet te całkiem prywatne objawienia. Z tym, że nie powinno się ich stawiać ponad Pismem Świętym, a także tradycją i nauką Kościoła. Kiedy cuda stają się dla kogoś ważniejsze od Boga, to już nie jest chrześcijaństwo.


- Czy Kościół wstydzi się jakichś świętych i zjawisk, które niegdyś uznano za cud, a które być może po latach okazały się niewystarczająco zweryfikowane?

To nie jest przedmiot dyskusji. Ale też pamiętajmy, że wyniesienie kogoś na ołtarze to wcale nie jest koniec procesu. Dopiero z czasem można ocenić, czy kult danego świętego rośnie, czy wygasa. Jest coś takiego jak zmysł wiary wiernych. I jeśli z jakichś powodów wygasa kult świętego, można zadać pytanie, czy miało to związek z procesem kanonizacyjnym. Albo zastanowić się, czy aby ten święty nie okazał się nieskuteczny. To znaczy, że ludzie modlili się o jego wstawiennictwa i nic nie osiągnęli.


- Bardzo pragmatyczne podejście.

To prawda. Tak musi być. Weryfikacja cudów i samego świętego odbywa się nieustająco. Ciekawy przypadek to święci, co do których są wątpliwości, czy naprawdę istnieli. Ludzie się do nich modlą i otrzymują łaski. Tak jest choćby ze Świętym Mikołajem. Nie ma pewności, czy nie jest to jedynie legenda. To daje do myślenia. Okazuje się, że nie ma wielkiego znaczenia, czy dana osoba była postacią historyczną. To nie jest istota sprawy.


- Wykreślić świętego z rejestru się nie da?

Nie ma takiej praktyki. A prawda broni się sama.


- Dlaczego Bóg daje nam cuda? l jak należy je interpretować?

Kiedy patrzymy na to w kategoriach egzystencjalnych, zawsze pojawia się to pytanie: dlaczego? Kiedy ktoś choruje na raka, zawsze pyta: "Dlaczego mnie tym doświadczasz, Boże?".

Cuda mają tu aspekt pedagogiczny. Bóg nas wychowuje. Uświadamia, kto tu rządzi. Że Bóg, jeśli chce, może zmieniać prawa natury. Coś funkcjonuje według dawno ustalonego rytmu i nagle On mówi: "Stop, to ja jestem Panem". Komunikat od Boga brzmi: "Myślisz, człowieku, że wszystkie rozumy pozjadałeś, bo tak daleko poszedłeś w naukach. Przekraczasz granice, odkrywasz galaktyki. I myślisz sobie, że Pana Boga za nogi chwyciłeś? Otóż nie".

To uczy pokory. Często jest tak, że z dwóch ludzi ciężko chorych przeżyje ten mniej pobożny. Bóg to robi dla niego, aby mu pewne rzeczy uzmysłowić. Bo może to da mu szansę na zbawienie? Cuda nie są zarezerwowane dla osób wierzących. Mogą ich doświadczać nawet ludzie nieochrzczeni. Bo Bóg, który stworzył ten świat, jest Panem każdego człowieka.


- Co dla Ojca było największym cudem Jana Pawła II?

Na mnie zawsze największe wrażenie robią cuda z życia codziennego. Kiedy człowiek zaczyna zmieniać myślenie. Kiedy staje się bardziej życzliwy w stosunku do drugich, zaczyna bardziej żyć przykazaniami. Jan Paweł II poprzez świadectwo swojego życia dokonywał takich cudów. Jego heroiczna postawa sprawiała, że ludzie stawali się lepsi, zbliżali się do Boga. Dla mnie to ważniejsze niż uzdrowienia.

Bo uzdrowienia dotyczą pojedynczych ludzi, a życiowy heroizm kogoś takiego wpływa na całe społeczności. Znam ludzi, którzy byli daleko od Kościoła, byli nim rozczarowani. Po lekturze pism Ojca Świętego, dzięki obcowaniu z nim, wracali do wiary, stawali się lepsi. Zaczynali na nowo się modlić, chodzić do kościoła.


- Wybiegając trochę w przyszłość. Jak będzie wyglądała kanonizacja Jana Pawła II? Potrzebne są dwa kolejne cuda.

Tu są oczywiście pewne procedury, ale pamiętajmy o tym, co mówił Chrystus. Że szabat jest dla człowieka, nie człowiek dla szabatu, a więc mają one charakter służebny. Reguły, o których mówimy, nie mają być dekretem o tym, że kandydat do świętości wchodzi do nieba, ale wcześniej musi odczekać jakiś czas w poczekalni. To są procedury ludzkie, Bóg raczej się z tym nie liczy, bo jest poza czasem i przestrzenią.

Proces beatyfikacyjny zwyczajowo zaczyna się pięć lat po śmierci kandydata. W przypadku Jana Pawła II wszystko potoczyło się wcześniej, po pięciu latach mamy beatyfikację. Ale nie przywiązywałbym się do dat. Kolejny proces będzie po prostu kontynuacją pierwszego. Różnica pomiędzy beatyfikacją a kanonizacją jest taka, że ta druga wydaje się, że ma charakter nieomylnej decyzji papieża. Poza tym pierwsza ma charakter kultu lokalnego, druga zaś - kultu powszechnego. A cuda? Myślę, że kolejne dwa będą bardzo podobne do przypadku siostry Simon-Pierre. Niezbyt spektakularne. I takie, które da się szybko zweryfikować. Zdajmy się na członków Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. To są profesjonaliści.


Ojciec doktor Marek Blaza - Doktor teologii. Wykładowca teologii ekumenicznej i dogmatycznej na Papieskim Wydziale Teologicznym Collegium Bobolanum w Warszawie i Ukraińskim Uniwersytecie Katolickim we Lwowie. Jezuita, birytualista - może sprawować liturgię zarówno w rycie tacińskim, jak i bizyntyjsko-ukraińskim i bizantyjsko-rumuńskim. Członek Komisji Bizantynologicznej Polskiej Akademii Nauk. Duszpasterz akademicki grekokatolików w Warszawie. Ekspert stacji telewizyjnej Religia.tv.
Z ojcem Markiem rozmawiał Maciej Wesołowski
"Viva" - wydanie specjalne nr3/11, 4 maja 2011 r.

Jaki jest największy cud Jana Pawła II

Na to pytanie odpowiadają eksperci Gościa Niedzielnego 22 stycznia 2011r. zaraz po podpisaniu przez papieża Benedykta XVI dekretu o uznaniu cudu, który dokonał się za wstawiennictwem sługi Bożego Jana Pawła II, i wyznaczeniu daty jego beatyfikacji.

Cuda pod lupą

Zniknęła woda w kolanie, lekarz aborcjonista staje się obrońcą życia, zatwardziały ateista prosi o chrzest... Łask doznawanych za wstawiennictwem świętych jest wiele, ale tylko nieliczne są uznane przez Kościół za cuda.

Kościół wymaga, by przed beatyfikacją (wyjątkiem są męczennicy), a potem przed kanonizacją udowodniony został cud za przyczyną sługi Bożego lub błogosławionego. To znak, że Bóg właśnie przez tę osobę chce zsyłać wiernym szczególne łaski. Chociaż przepisy prawa kanonicznego nie precyzują, jakiego rodzaju mają to być łaski, najczęściej bada się nagłe, niewytłumaczalne uzdrowienie z chorób zagrażających życiu.


Dowody i jeszcze raz dowody

Po otwarciu procesu beatyfikacyjnego lub kanonizacyjnego postulator zbiera wszelkie informacje o łaskach, które zdarzyły się za wstawiennictwem kandydata na ołtarze. Także o tych, które miały miejsce przed rozpoczęciem procesu, ale już po śmierci kandydata.

Jeśli dotrze do niego wiarygodne świadectwo np. uzdrowienia z choroby zagrażającej życiu, zbiera dokumentację medyczną, zeznania uzdrowionego, jego bliskich i innych osób, które mogłyby zaświadczyć o chorobie i leczeniu. Nagłość, całkowitość i trwałość wyleczenia - to podstawowe wymogi do rozpoczęcia dochodzenia w diecezji.

Po zebraniu materiałów biskup miejsca uzdrowienia wyznacza komisję, która przesłuchuje świadków i gromadzi dokumentację choroby. Przesłuchującym asystuje lekarz, mianowany przez biskupa, który wyjaśnia terminy medyczne, pomaga sformułować odpowiedzi itp. Następnie dwaj działający niezależnie od siebie lekarze, którzy nie znają historii choroby i uzdrowienia, badają pacjenta, oceniają stan jego zdrowia, dołączają wyniki badań klinicznych. Wszystkie opinie włącza się do akt procesu.


Wszystko w rękach biegłych

Zabrany i przetłumaczony na język włoski materiał trafia do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, która bada, czy w procesie zachowano formalne wymogi i czy materiał może być podstawą do dalszego badania. Potem otrzymuje go dwóch biegłych - lekarzy specjalistów danej dziedziny.

Przy Kongregacji działa grono specjalistów różnych dziedzin (konsulta medyczna), którzy badają domniemane cuda. Jeśli obie opinie lekarskie są pozytywne (jeśli jedna jest negatywna, o ocenę prosi się trzeciego medyka), dokumentację przekazuje się trzem kolejnym lekarzom. Analizują oni przebieg choroby, leczenie, okoliczności uzdrowienia oraz aktualny stan zdrowia.

Ustalają, czy choroba była naukowo stwierdzona i czy zastosowano wszelkie możliwe środki do jej wyleczenia. Odnoszą to do wiedzy medycznej, którą dysponowano w czasie i miejscu uzdrowienia. Jeśli pojawiają się wątpliwości, wzywa się do Watykanu lekarza, który opiekował się chorym, by wyjaśnił metodę leczenia. Biegli muszą też sprawdzić, czy na uzdrowienie nie wpłynęły stosowane leki i zabiegi.


Uznanie cudu wymaga, by wyleczenie było trwałe. Biegli zwykle więc żądają od diecezjalnego trybunału ponownego zbadania uzdrowionego. By mieć pewność, że choroba nie wróciła. Po przygotowaniu opinii przez lekarzy, wszystkich pięciu biegłych spotyka się na wspólnym posiedzeniu, by wymienić opinie i ocenić w tajnym głosowaniu: diagnozę, prognozę choroby, podjęte leczenie i sposób uzdrowienia.

Konsulta nie orzeka o tym, czy zdarzył się cud, ale bada, czy nastąpiło nadzwyczajne uzdrowienie, którego nie da się wytłumaczyć siłami natury lub działaniem medycyny. Jej opinię dołącza się do positio o cudzie i całość przekazuje gronu 7 teologów konsultorów. Ci badają związek między modlitewnym wzywaniem sługi Bożego lub błogosławionego a uzdrowieniem. Jeśli w tajnym głosowaniu przynajmniej dwie trzecie teologów wypowie się pozytywnie, można mówić o teologicznym stwierdzeniu cudu.

Ostatnią instancją, która potwierdza pozytywne opinie konsulty medycznej i kongresu teologów, jest Komisja Kardynałów i Biskupów. Po dyskusji i pozytywnym głosowaniu przygotowuje się pisemną relację. Prefekt Kongregacji przedstawia ją papieżowi, który po zapoznaniu się z nią swoim podpisem ostatecznie aprobuje cud. Procedurę kończy opublikowanie dekretu o cudownym uzdrowieniu.

Joanna Jureczko-Wilk

Jan Paweł II bliski

O tym, dlaczego Jan Paweł II nie został od razu ogłoszony świętym i kto będzie mógł go oficjalnie czcić, z ks. prałatem Sławomirem Oderem postulatorem procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II rozmawia Beata Zajączkowska

- Skończył się proces beatyfikacyjny. Czyli teraz postulator będzie mógł odpocząć...

- Moja misja jako postulatora wpisała się w normalny kontekst pracy zawodowej. Od prawie 10 lat prowadzę trybunał apelacyjny diecezji rzymskiej. Tych pięć lat nie stanowiło przerwy w moich obowiązkach, zadania postulatora się na nie tylko nałożyły. Nie mogę więc nawet powiedzieć, że wracam do normalnego zawodowego życia. Po prostu w pewnym momencie zdam sobie sprawę, że proces jest faktem historycznym. A dalej będę robił to, co robię...


- No to może Ksiądz dalej będzie miał ten drugi etat i poprowadzi proces kanonizacyjny Jana Pawła II?

- Postulatorem procesu kanonizacyjnego nie zostaje się automatycznie, tylko dlatego, że prowadziło się proces beatyfikacyjny.


- Ale chciałby Ksiądz?

- Trudno mówić o chceniu. Z całą pewnością tych pięć lat było wspaniałym doświadczeniem, czymś, co mnie bardzo ubogaciło. Nie była to jednak łatwa misja. W moim życiu kapłańskim nigdy nie miałem takiej sytuacji, żeby coś chcieć. Po prostu przyjmowałem to, co Pan Bóg stawiał przede mną, i podejmowałem, starając się robić to jak najlepiej. Tak jest i w tym wypadku.


- Nie za długo czekaliśmy na zakończenie procesu?

- Myślę, że nie było to zbyt długo, jak na standardy Kościoła. Benedykt XVI powtarzał nam: robić szybko, ale robić jak najbardziej dokładnie i poprawnie.


- Wiele razy pojawiały się doniesienia o spowolnieniu w procesie. Mówiono też, że gdyby badano inny przypadek niż uzdrowienie francuskiej zakonnicy z parkinsona, które teraz właśnie Kościół uznał, proces skończyłby się szybciej...

- Nie można mówić o spowolnieniu procesu. To nasze oczekiwania były takie, że wszystko powinno być gotowe na wczoraj. Przypadek, który został potwierdzony autorytetem Kościoła, z całą pewnością był przedmiotem wstępnej analizy, konfrontacji i konsultacji z ekspertami. Nie został on podjęty w sposób awanturniczy czy przygodowy.

Czy można było wybrać inny przypadek? Pewnie tak, ponieważ wśród zgłoszonych do biura postulacji łask nie brakuje takich, które przynajmniej mają aparycję domniemanego cudu. Potwierdzone przez kilkunastu lekarzy cudowne uzdrowienie s. Marie Simon Pierre wydaje mi się bardzo pięknym przypadkiem, odpowiadającym zarówno życiu, jak i nauczaniu Jana Pawła II. A że był to parkinson, ma to wymiar symboliczny.


- Czy równocześnie były badane inne przypadki?

- Kilka zostało poddanych wstępnej konsultacji z ekspertami po to, by mogłyby być ewentualną alternatywą dla przypadku, który ostatecznie został uznany.


- Czego dotyczyły?

- Dziecko, u którego w łonie matki zdiagnozowano zespół Downa, po modlitwie do Jana Pawła II urodziło się zdrowe. Innym przypadkiem był poważny tętniak serca, który zniknął. Oba są bardzo dobrze udokumentowane medycznie. Bardzo wiele uzdrowień dotyczy choroby nowotworowej. Jednak ze względu na specyfikę raka i czas karencji te przypadki raczej nie były brane pod uwagę.


Kult błogosławionego jest lokalny, a świętego ogólnokościelny. A przecież za wstawiennictwem Jana Pawła II modlą się ludzie na całym świecie. Dlaczego więc nie kanonizacja?

- Oczywiście, że w przypadku Jana Pawła II nie można mówić o kulcie lokalnym, ale z całą pewnością można wskazać na pedagogiczne podejście Kościoła. Szkoda byłoby zakwalifikować Jana Pawła II w poczet świętych i zamknąć tylko w jakiejś kościelnej niszy jako "świętą figurę". Oczekiwanie na kanonizację będzie takim czasem, w którym Jan Paweł II będzie blisko nas, będzie inspirował nasze myśli i zachęcał do miłości Chrystusa i Jego Kościoła.


- Do kanonizacji potrzeba "powszechnego kultu" i cudu. Czyli brakuje nam tylko tego drugiego elementu?

- Tak. Praktycznie po uznaniu cudu potrzebnego do beatyfikacji i opublikowaniu dekretu następny cud liczy się już do kanonizacji. Może więc wydarzyć się jeszcze przed 1 maja.


Czy po zakończeniu procesu beatyfikacyjnego biuro postulatora dalej będzie działać?

- Na pewno do beatyfikacji. A jeśli przełożeni zdecydują, bym kontynuował proces, pozostanie w tym samym miejscu. W innym wypadku zostanie otwarte przy innym postulatorze. Świadectwa łask otrzymanych za wstawiennictwem Jana Pawła II będzie jednak dalej zbierać.


- Na początku procesu zainicjował Ksiądz światowy łańcuch modlitwy za wstawiennictwem Jana Pawła II. Czy wciąż on trwa?

- Trwa i nieustannie napływa bardzo wiele intencji z całego świata. Niektóre z nich zamieszczamy na naszej stronie internetowej. Powstała też inicjatywa zwana "wirtualnym klasztorem". Weszły do tego męskie i żeńskie klasztory z całego świata, nie tylko kontemplacyjne, ale i czynne. Modlono się w nich w napływających do nas intencjach za wstawiennictwem Jana Pawła II.


- Wirtualny świat internetu pozwolił więc ogarnąć realne intencje...

- Pamiętam, że pierwsza prośba przyszła z Nowej Zelandii, a kolejna z Władywostoku. Pisali katolicy, ale również prawosławni i protestanci, żydzi i muzułmanie. Z Indii napływały prośby od hinduistów. Wachlarz ludzi, którzy poznali i pokochali Jana Pawła II i na swój sposób zawierzyli mu, jest ogromny.


- Czy tytuł "błogosławiony" nie sprawi, że Jan Paweł II przestanie być nam bliski i stanie się tylko niedościgłym wzorem?

- Nie sądzę. Jan Paweł II pozostanie nam bliski, ponieważ on wszedł w nasze życie. Wielu z nas dotknął osobiście. Te rzeczy pozostają jako jedne z najpiękniejszych doświadczeń życiowych. Sam kiedyś powiedział, że "święci są po to, by nas zawstydzać, i po to, by wzbudzać w naszym sercu nadzieję". Spotkanie z błogosławionym Janem Pawłem II będzie na pewno zawstydzeniem wynikającym z refleksji nad własnym życiem, ale święci są też po to, by pokazywać, że z pomocą Bożej łaski wszystko jest możliwe. Myślę, że tak będzie z Janem Pawłem II, będzie nas otwierać na nadzieję.


z ks. prałatem Sławomirem Oderem postulatorem procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II rozmawia Beata Zajączkowska

Wyprowadzenie z katakumb

Odrodzenie Kościoła katolickiego obu obrządków na obszarach b. Związku Sowieckiego po 1990 r. uważam za wydarzenie niezwykłe w dziejach Kościoła. Nie byłoby to możliwe bez Jana Pawła II, który przez cały swój pontyfikat zabiegał o poprawę losu katolików żyjących w ZSRR, a w sprzyjających okolicznościach politycznych profetycznymi decyzjami, których doniosłość docenią dopiero przyszłe pokolenia, odbudował tam struktury kościelne. Oznaczało to wyprowadzenie milionów katolików z katakumb, w jakich znaleźli się po bolszewickiej rewolucji, która była równoznaczna z instalacją systemu mającego na celu zniszczenie chrześcijaństwa.


Papież zabiegał o wolność chrześcijan także dlatego, że bliska mu była wizja zjednoczonej Europy. W czasach, gdy "duch Jałty" nakazywał zachodnim politykom traktowanie powstałych po 1945 r. podziałów jako niepodważalnego kanonu myślenia i działania politycznego, wezwanie Jana Pawła II, aby Kościół przekraczał wszystkie istniejące granice, oddychał dwoma płucami: wschodnim i zachodnim - miało siłę prorockiego przesłania, zmieniającego ludzką świadomość, trwożącego polityków, budzącego nadzieję w sercach prześladowanych i zapomnianych. Papież Polak dobrze znał sytuację chrześcijan na Wschodzie i od początku swojego pontyfikatu chciał im pomóc. Wielokrotnie podkreślał swe słowiańskie korzenie, co było wyrazem jego postawy szczególnie otwartej na wartości duchowe, kulturalne i społeczne całego świata słowiańskiego. Nigdy dotąd żaden papież nie akcentował w ten sposób swego zainteresowania tym obszarem. Jan Paweł II interesował się nie tylko losem katolików na Wschodzie, ale podjął wiele inicjatyw na rzecz wolności religii dla wszystkich chrześcijan na tym obszarze. Był szanowany przez wielu wybitnych Rosjan, m.in. Andrieja Sacharowa czy Aleksandra Sołżenicyna.


Papież Słowianin, wzywający do poszanowania wolności religii oraz prawa wszystkich narodów do suwerennego bytu, stanowił intelektualną inspirację dla całego pokolenia obywateli ZSRR, którzy także pod wpływem jego nauczania gotowi byli się zmierzyć z ateistycznym imperium. Wykorzystał szansę, jaka pojawiła się wraz z początkiem przemian w ZSRR w drugiej połowie lat 80. ub. wieku. W czerwcu 1988 r. delegacja Stolicy Apostolskiej uczestniczyła w Moskwie w obchodach millennium Chrztu Rusi. Sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej kard. Agostino Casaroli rozmawiał wtedy z Michaiłem Gorbaczowem, któremu przekazał osobiste posłanie od Jana Pawła II. Spotkanie otwarło drogę do historycznej audiencji Gorbaczowa w Watykanie 1 grudnia 1989 r.


Zapadły wówczas decyzje w sprawie nawiązania stosunków dyplomatycznych między Stolicą Apostolską a Związkiem Sowieckim, a także ponownej legalizacji Kościoła greckokatolickiego na Ukrainie. 16 stycznia 1991 r. Ojciec Święty odbudował struktury kościelne na Ukrainie, mianując pierwszych po wojnie biskupów łacińskich i greckokatolickich w tym kraju. 13 kwietnia 1991 r. utworzył od podstaw lub odtworzył po całych dziesięcioleciach nieistnienia diecezje i administratury apostolskie w Federacji Rosyjskiej, na Białorusi i w Kazachstanie i mianował biskupów dla nowych jednostek kościelnych. Bardzo niewiele pontyfikatów naznaczonych było równie spektakularnymi wydarzeniami.

Andrzej Grajewski, redaktor Gościa Niedzielnego, szef działu Polska i Świat

Globalne echo pontyfikatu

Historyczne znaczenie Ojca Świętego mierzyć się będzie jego wpływem na światową opinię publiczną. Żaden przed nim papież nie dotarł ze swoim posłaniem do tak wielkiej rzeszy mieszkańców globu ziemskiego, mierzonej już nie w milionach, ale miliardach osób.


Kluczową rolę w tym procesie odegrały środki masowego przekazu: zwłaszcza telewizja, a ostatnio także internet. A medialny charakter współczesnej cywilizacji wymaga nowego typu przywódcy, również w dziedzinie religijnej. Musi on być Wielkim Komunikatorem, zdolnym do porywania wielkich rzesz ludzkich swoimi ideami. Właśnie tutaj należy - moim zdaniem - szukać jednego z cudów Jana Pawła II. Mogłem go obserwować, uczestnicząc jako dziennikarz w wielkich wydarzeniach pontyfikatu i papieskich podróżach do odległych zakątków globu ziemskiego. Il Papa fa notizia (Papież robi wiadomość) - mówili moi włoscy koledzy. Il Papa buca lo schermo (Papież przebija ekran) - dodawali ich koledzy z telewizji.


Jan Paweł II miał cudowną zdolność przebijania się ze swoim przekazem na czołówki gazet i dzienników telewizyjnych. Sprzyjały mu w tym okoliczności historyczne. Był pierwszym od czterech i pół stulecia papieżem spoza Italii, przychodził "z dalekiego kraju", w dodatku poddanego komunistycznej okupacji. Jego wybór był sensacją, podobnie, jak jego pierwsza i następne wizyty w ojczyźnie, a także ich społeczne i polityczne skutki. Pod okiem obiektywów kamer telewizyjnych i aparatów fotograficznych omal nie zginął w zamachu, a później przebaczał swojemu niedoszłemu zabójcy. Sensacyjny charakter miały przekazy dotyczące jego walki z chorobą.


Wiele osób twierdzi, że słuchając jego homilii i przemówień, czy to w czasie wielkich zgromadzeń, czy za pośrednictwem telewizji, miało wrażenie, iż Ojciec Święty zwraca się specjalnie do nich. Biografowie i komentatorzy podkreślali wielokrotnie wpływ aktorskiej praktyki z wczesnej młodości Karola Wojtyły na formę jego papieskiego przekazu. Jednak Papież potrafił osiągnąć całkowitą naturalność, spontaniczność wobec audytorium i przed kamerą. I zawsze pozostawał sobą. Szczególnie było to widoczne w ostatniej dekadzie pontyfikatu, gdy heroiczna walka z odmawiającym posłuszeństwa ciałem nie pozostawiała już zupełnie miejsca na wystudiowany gest czy modulację głosu. Ta naturalność w przekazywaniu wewnętrznej prawdy była - z mojej dziennikarskiej, w dużej mierze telewizyjnej perspektywy - sednem charyzmatu Jana Pawła II, który pozwolił mu odcisnąć ślad w świadomości ogromnej większości świata.


Jacek Moskwa, dziennikarz, watykanista

Przywrócenie siły chrześcijaństwu

Jeśli słowo "cud" rozumiemy szeroko, to największym cudem Jana Pawła II było przywrócenie sensu chrześcijańskiej propozycji w świecie, który chrześcijańskie przekonania zesłał na margines historii.

W 1978 r. nikt nie spodziewał się, że czołową postacią ostatniej ćwiartki XX w. będzie ksiądz z Polski. Chrześcijaństwo przestało być siłą zdolną kształtować świat - takie było przekonanie ówczesnych liderów opinii publicznej uważających, że może ono przetrwać najwyżej jako użyteczne narzędzie dla osobistej pobożności, ale nie odegra żadnej roli w kształtowaniu świata XXI w.


Jednak już w ciągu sześciu miesięcy swego pontyfikatu Jan Paweł II dowiódł, że chrześcijaństwo posiada niezwykłą zdolność do wywoływania rewolucji sumień, która stworzyła nową i potężną postać polityki - polityki ostatecznie prowadzącej do rewolucji 1989 r. i wyzwolenia Europy Środkowej i Wschodniej.
Poza tym Jan Paweł II uczynił chrześcijaństwo czymś przekonującym i interesującym w świecie, który wyobrażał sobie, że ludzkość wyrosła już z "potrzeby" Boga, Chrystusa i wiary.


Jan Paweł II z odwagą głosił, że Jezus Chrystus jest odpowiedzią na pytanie, którym jest każde ludzkie życie. Przepowiadanie tej prawdy praktycznie w każdym zakątku świata wywołało pozytywną reakcję i w jego efekcie miliony ludzi doświadczyło przemiany życia. Wydawało się, że coś takiego nie może się stać, ale się stało. To cud, który sprawiła jego osobista wiara połączona z odwagą.


Nauka społeczna Jana Pawła II, wbrew wszelkim oczekiwaniom, sprawiła, że Kościół katolicki znalazł się w centrum światowego dyskursu o przyszłości po komunizmie. Czy w 1978 r. ktoś naprawdę oczekiwał, że papieskie encykliki będą przedmiotem debaty na łamach "Wall Street Journal" albo że Papież przykuje uwagę świata dwoma radykalnymi wystąpieniami w obronie powszechności praw człowieka przed ONZ? A tak się stało.


Uczynienie chrześcijaństwa czymś wiarygodnym, przekonującym i atrakcyjnym dzięki głoszeniu pełni chrześcijańskiej prawdy i wykazaniu jej znaczenia dla przyszłości człowieka - to prawdopodobnie największy cud Jana Pawła II i dar, jaki pozostawił Kościołowi i światu.


George Weigel, biograf papieża (Tłum. ks. Tomasz Jaklewicz)

Cud wspólnoty

Dla mnie największym cudem Jana Pawła II było ukazanie Kościoła jako wspólnoty. Papież czynił to na różne sposoby. Podczas celebracji liturgicznych dążył do tego, by aktywnie uczestniczyli w niej wszyscy wierzący.


Chciał podkreślić przez to, że liturgię sprawuje nie tylko papież, biskup czy ksiądz, ale cały Kościół pod przewodnictwem pasterza. Kiedy został mianowany biskupem Krakowa, zażyczył sobie, by podczas święceń komentarze czytali świeccy. Było to jeszcze przed soborem. Chodziło mu o to, by Kościół poprzez celebrację liturgiczną coraz bardziej stawał się wspólnotą. Innym sposobem budowania wspólnoty była inkulturacja. Jan Paweł II robił wszystko, by tradycje kulturowe różnych ludów znalazły swoje miejsce w Kościele.


Był przekonany, że Kościół to z jednej strony pluralizm tradycji, kultur i języków, a z drugiej jedność we wspólnocie. Chciał, by ta różnorodność była widoczna w Kościele. Można było to zaobserwować przede wszystkim podczas pielgrzymek, ale także w czasie uroczystości w Rzymie. Nieraz osobiście interweniował, by podczas liturgii, w której uczestniczyli np. biskupi afrykańscy, znalazł się element ich rodzimej tradycji. Chciał, by czuli się w Rzymie jak w domu. Kolejnym przejawem "cudu wspólnoty" były celebracje ekumeniczne. Jan Paweł II budował nie tylko wspólnotę wewnątrzkościelną, ale także widzialną jedność z "braćmi odłączonymi". Czynił to przez spotkania, jak choćby z Dymitrem I czy Bartłomiejem I. To na życzenie Papieża podczas pielgrzymek odbywały się modlitwy ekumeniczne.


Wreszcie wszystkie podróże Jana Pawła II miały za cel tworzyć i ukazywać wspólnotę. Odwiedzając najbardziej odległe zakątki ziemi, chciał powiedzieć każdemu człowiekowi: nie jesteś sam, papież jest z tobą. Jestem przekonany, że dzięki papieskim pielgrzymkom i spotkaniom wielu wierzących na całym świecie odkryło na nowo sens wspólnoty Kościoła oraz dumę z bycia katolikami. Pielgrzymując z Papieżem, często myślałem o Jezusie, który spotykał się z tłumami, nauczał ich i uzdrawiał, oraz o ludziach, którzy zbliżali się do Niego, by Go dotknąć. Myślałem także o Rzymie starożytnym. Jan Paweł II robił to samo, co papieże w IV, V czy VI wieku.


Kiedy liczba wierzących w Rzymie zwiększyła się do tego stopnia, że niemożliwe było zjednoczenie wszystkich na jednej celebracji z papieżem, zaczęto w mieście i w okolicach ustanawiać kościoły stacyjne. Co niedziela papież odprawiał Mszę św. w jednym z nich. Był to widzialny znak jedności diecezji z papieżem oraz sposób budowania wspólnoty. Papieże, odprawiając Mszę w jednym z kościołów stacyjnych, wysyłali do wszystkich pozostałych wspólnot fermentum, czyli część konsekrowanej hostii. Dla chrześcijan był to znak wspólnoty z papieżem. Dla mnie ciało Jana Pawła II było jak to fermentum. Jego fizyczna obecność na wszystkich kontynentach była znakiem jedności całego Kościoła.


Abp Piero Marini, ceremoniarz papieski (wysłuchał i przetłumaczył ks. Piotr Studnicki)

Rok cudów

Stwierdzenie, że największym cudem Jana Pawła II było obalenie komunizmu, może być przez wielu wierzących uznane za gorszące redukowanie misji Wikariusza Chrystusa do polityki, a przynajmniej spłycanie tej misji oraz pomieszanie porządku teologicznego z politycznym.


Ale to sam Jan Paweł II określił rok 1989 jako Annus Mirabilis, w którego wydarzeniach można było odczuć - używając papieskiego sformułowania - "działanie niewidzialnej ręki Opatrzności". W "Tertio millennio adveniente" Papież wpisuje rok 1989 w cykl lat świętych przygotowujących Wielki Jubileusz 2000 roku. I nie jest to pomieszanie porządków, ale niezwykła cecha Jana Pawła II - głęboki, teologiczny ogląd całej rzeczywistości i traktowania czasu jako liturgii dziejów. Zapominamy często dzisiaj, że w chwili objęcia przez Karola Wojtyłę Stolicy Piotrowej świat, a zwłaszcza Europa, był podzielony - jak mniemano - na wieki.


I nikt z możnych tego świata nie był zainteresowany zmianą status quo, bo też i nikt posiadający zdrowy rozsądek nie widział wówczas możliwości jego zmiany. Zarówno polityczni liderzy "wolnego świata" - kanclerz Schmidt, prezydenci Carter i Giscard d'Estaing czy premier Wilson - jak i przywódcy "obozu socjalistycznego" - Breżniew, Honecker, Husak, CeauŞescu czy Gierek, w imię Realpolitik, uznawali nieuchronność i niezmienność ustaleń jałtańskich. Sytuację polityczną stabilizowały grożące błyskawicznym spopieleniem całej ziemi tysiące atomowych głowic magazynowanych po obu stronach berlińskiego muru oraz miliony radzieckich żołnierzy stacjonujących we wszystkich krajach Układu Warszawskiego, a także amerykańskie garnizony we Włoszech, Anglii, Turcji oraz Niemczech.


W teologicznej wizji Karola Wojtyły ważniejsza od rozmieszczenia rakiet była obrona godności człowieka i odbudowa duchowej jedności Europy ufundowanej na chrześcijańskich wartościach. Jego publiczna modlitwa za prześladowanych oraz w intencji jedności europejskiej, organizowane przezeń konferencje budujące jedność intelektualną europejskich elit, umocnienie prześladowanych przez komunistów Kościołów, wreszcie wsparcie dla członków opozycji demokratycznej w krajach bloku sowieckiego, odmieniły duchowo całą Europę Środkowowschodnią. Wystarczy posłuchać relacji katolików z Litwy czy Słowacji, protestantów z NRD, czy czeskich agnostyków z tamtego okresu.


Działania te połączył Jan Paweł II z uniwersalnym priorytetem obrony praw człowieka i niesłychaną aktywnością, które przyniosły Stolicy Apostolskiej znaczący wzrost prestiżu międzynarodowego, co z kolei pomogło i osobiście Papieżowi, i dyplomacji watykańskiej odgrywać znaczącą rolę w kreowaniu nowej wizji ładu światowego. Dla całości tego należy dodać pielgrzymki Jana Pawła II do ojczyzny. Zwłaszcza pierwszą, która zaowocowała powstaniem "Solidarności". Przesłanie, z którym przyjechał Karol Wojtyła, było tak mocne, że przerażony był nim nawet numero due w Watykanie, noszący wówczas tytuł prosekretarza stanu Agostino Casaroli, który pytał towarzyszących papieżowi kardynałów: Do czego on chce doprowadzić? Do rozlewu krwi? Czy może do przewrotu w rządzie?


Samo powstanie blisko 10-milionowego ruchu społecznego "Solidarności", zwłaszcza patrząc na dramatycznie podzieloną dzisiaj Polskę, można uznać za cud. Masowy ruch samoograniczającej się rewolucji, którego program oparty był na chrześcijańskich wartościach, a praktyka na metodzie non violence, wpisał się w dzieje świata jako społeczny fenomen. Połączenie czynników, które generował i łączył Jan Paweł II, doprowadziło do tego, że najbardziej krwawe imperium w historii świata rozpadło się w bezkrwawy sposób. Nie istnieje historia alternatywna. Nie wiemy więc, ile istnień ludzkich zostało ocalonych i ile cierpień zostało oszczędzonych narodom żyjącym pod sowieckim dominium, dzięki wielkiej wierze, nadziei i miłości Karola Wojtyły. Wiemy jednak, że rok 1989 nie ma precedensu w historii, że był to Annus Mirabilis, że byliśmy świadkami cudu.


O. Maciej Zięba, Znawca nauczania Jana Pawła II

http://papiez.wiara.pl

Niech zstąpi Duch Twój

"Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!"

Nie ma chyba w Polsce osoby, która nie znałaby słów naszego Papieża, Jana Pawła II, wypowiedzianych w Warszawie 2 czerwca 1979 roku. Dzięki wstawiennictwu i modlitwie udało się Karolowi Wojtyle zmienić nie tylko Polskę, ale również cały świat. Był to człowiek, który swoją postawą, swoim wewnętrznym ciepłem i ogromną miłością oraz wiarą w człowieka, i Boga zmienił niejedno życie. On uczył nas, jak być wdzięcznym Bogu za wszystko, nawet za to, co wydaje się straszne i złe. Zresztą nie trzeba tu pisać, jaki był Jan Paweł II, przecież wszyscy go znamy. Tak, znamy, bo mimo tego że odszedł, pamięć o nim jest wciąż żywa, on ciągle żyje w wielu z nas.


Paweł Zuchniewicz w swojej książce "Cuda Jana Pawła II" ukazał nam osobę Papieża, a właściwie to, co Bóg uczynił dzięki niemu i przez niego. Autor zamieścił w książce wiele opisów cudów, jakie dokonały się za wstawiennictwem Ojca Świętego w czasie jego życia jak i po śmierci.


Relacje ludzi, którzy opisują, jakie łaski otrzymali dzięki Janowi Pawłowi II, są bardzo wzruszające. Oprócz charakterystyki cudów znajdziemy tu również wywiady, na przykład z księdzem Sławomirem Oderem, postulatorem sprawy beatyfikacyjnej Jana Pawła II. Duchowny przybliża nam trwający proces wyniesienia na ołtarze Karola Wojtyły.


Zamieszczona jest również rozmowa z doktorem Theillierem o cudach, jakich dokonywał nasz rodak, ale przede wszystkim jest to rozmowa o tym, czym tak naprawdę jest cud i kiedy jakieś zdarzenie za cud możemy uznać.


Biskup Tadeusz Pieronek opowiada o tym, jaki był Jan Paweł II i o jego procesie beatyfikacyjnym. Znajduje się tu również wywiad z Tadeuszem Kondrusiewiczem, biskupem w diecezji Matki Bożej w Moskwie. Rozmowa dotyczy między innymi wpływu Papieża na obalenie komunizmu w Rosji i cudów, jakie Jan Paweł II czynił za naszą wschodnią granicą.


W książce cytuje się wiele słów Wielkiego Papieża. Znajdziemy tu również wypowiedzi arcybiskupa Stanisława Dziwisza czy obecnego papieża - Josepha Ratzingera.


Książka zawiera wiele zdjęć Karola Wojtyły, które dopełniają opisów cudów czy wspomnień o Papieżu. Zmusza do refleksji nad darem, jakim jest życie, nad wiarą w Boga i nad sensem człowieczeństwa. Autor, w ślad za Papieżem ukazuje, że "życie zawsze jest dobrem", bez względu na wszystko. Po jej przeczytaniu pozostaje w sercu żal, że tego wielkiego człowieka nie ma już dzisiaj z nami, że nie potrafiliśmy lepiej wykorzystać jego obecności gdy jeszcze żył.


Dla kogo to dzieło? Dla każdego, bez względu na wiarę, wyznanie. Papież uczył, jak być człowiekiem. Jak nie stracić własnej godności i godności drugiego człowieka w tym trudnym i często bezwzględnym świecie. Książka dokładnie oddaje ducha i cel ziemskiej posługi Jana Pawła II. I jeszcze raz zmusza nas do przypomnienia sobie jak powinniśmy żyć i jak powinniśmy umierać.


http://www.granice.pl/recenzja,Cuda_Jana_Pawla_II

Zachęcam do przeczytania strony poświęconej cudom Jana Pawła II


 
Wyszukiwarka

Czas ucieka






wieczność czeka

wschód słońca 06:34 UT,
zachód słońca 14:24 UT
okr. zimowy +1h; okr. letni +2h
Dziś jest: 346 dzień i 51 tydzień r.
do końca roku pozostało 19 dni
Imieniny obchodzą:
Joanna, Aleksandra, Dagmara
Twoje IP: 54.90.159.192
jesteś gościem wyświetlono razy obecnie jest gości
© by Marian Kurtycz
Ostatnia aktualizacja strony
28.05.2017
Witryna powstała 1 maja 2011 r. w dniu beatyfikacji Papieża Jana Pawła II