Papieskie zainteresowania

Sportowe i turystyczne pasje Karola Wojtyły



Śmierć papieża Jana Pawła II skłoniła nas do pogłębionej refleksji nad życiem i nauczaniem naszego wielkiego Rodaka. Mimo, iż o Jego działalności powiedziano już prawie wszystko, wciąż ukazują się nowe, chętnie czytane publikacje. Jan Paweł II miłował sport i sportowców. Wiedział, że współzawodniczenie w różnych dyscyplinach ruchowych może być nośnikiem wielkich wartości. Pisał: "Sport ujawnia bowiem nie tylko możliwości fizyczne człowieka, ale i zdolności intelektualne i duchowe. Ma nie tylko siłę fizyczną i wydolność mięśni, ale ma także duszę i dlatego musi w pełni okazywać swe oblicze".

Wędrowanie po górach to ważna część życiorysu Karola Wojtyły. Ktoś zapyta: dlaczego? Przecież odpoczywać można również w innych miejscach. Odpowiedzi na to pytanie udzielił kiedyś sam papież: "Tutaj łatwiej się modlić!" - Ksiądz Karol Wojtyła w turystyce dostrzegał szansę na zbliżenie się do Boga, poznawanie ojczystej ziemi, jej kultury, tradycji i historii. "W Wadowicach wszystko się zaczęło. I życie się zaczęło, i szkoła się zaczęła, i studia się zaczęły, i teatr się zaczął, i kapłaństwo się zaczęło" - mówił Ojciec Święty w czasie swej wizyty w rodzinnym mieście, w czerwcu 1999 r. Także początki zainteresowań sportowych i turystycznych sięgają Wadowic.

Jako młody chłopak, przyszły papież występował nieraz w piłkarskim zespole szkolnym i w zespole ministrantów. Na tyłach gimnazjum im. Macieja Wadowity przy ulicy Mickiewicza znajdował się szutrowy placyk, na którym uczniowie grali w odmianę piłki ręcznej - hazenę. Ponieważ gra w piłkę nożną była zabroniona, tę dyscyplinę sportu uprawiano poza murami szkoły. Młody Karol pełnił na boisku funkcję obrońcy, a ponieważ na ustach wszystkich wielbicieli sportu był wtedy zawodnik polskiej reprezentacji - Henryk Martyna - przyjaciele Karola zaczęli nazywać swojego drużynowego kolegę "Martyną", a to z racji podobnej postury.

Karol występował też jako bramkarz, a miał ku temu predyspozycje - był chłopcem wysokim, barczystym, odważnym. Z pełnym poświęceniem walczył o piłkę, a do spraw związanych ze sportem podchodził poważnie. Tak też traktował mecze, które często analizował, starając się ustalić przyczyny straconych bramek. Grając w piłkę nie zaniedbywał jednak nauki. Gdy zegar na wieży kościelnej wybijał wyznaczoną przez ojca godzinę, wracał do domu, by odrabiać lekcje. Dzięki nieprzeciętnym zdolnościom i wytrwałości był najlepszym uczniem w klasie.

W wadowickim budynku Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół", przy ulicy Sienkiewicza 9, gimnazjaliści odbywali zajęcia z "ćwiczeń cielesnych" pod kierunkiem nauczyciela gimnastyki, Czesława Panczakiewicza. Pedagog ten umiał również zarazić uczniów miłością do gór. Chodzili na Babią, do Zubrzycy, nad Skawę. Wojtyła świetnie pływał. Zimą chłopcy grali w hokeja na zamarzniętym stawie przy drodze do Radogoszczy. Za łyżwy służyły ostrza przyczepiane do butów. Młody Karol sięgał też po narty.

Okolice Wadowic i Kalwarii Zebrzydowskiej Karol Wojtyła znał od dziecka. Nieraz, już jako papież, wspominał swoje wędrówki po Kalwaryjskich Dróżkach odbywane najpierw z ojcem, a później już samodzielnie - jako ksiądz, biskup, kardynał. Nie zapomniał o nich nawet w Rzymie: pielgrzymując do Ojczyzny, zaglądał i do Kalwarii. Najczęściej odwiedzanym przez Karola Wojtyłę szczytem była Jaworzyna (890 m) w Beskidzie Małym. Po raz pierwszy przywędrował tu z ojcem w roku 1930. Był to zakątek o szczególnym uroku - z Polany Wierchowej roztaczała się rozległa panorama na Tatry, Pilsko, Policę, Babią Górę, wzgórza otaczające Lanckoronę i Kalwarię Zebrzydowską oraz rodzinne Wadowice. W roku 1932 na Leskowcu wybudowano schronisko. Młody Karol z przyjaciółmi "[.] wyposażeni w narty ze zwyczajnymi skórzanymi wiązaniami" - jak wspominał szkolny kolega papieża, Józef Kwiatek - "w butach i ubraniach codziennego użytku", często urządzali wycieczki w tamte tereny.

Po zdaniu matury w 1938 r., Karol Wojtyła zamieszkał od jesieni w Krakowie. Został kibicem "Cracovii". Pamiętał strzelców bramek, wiedział, kto, kiedy i na jakiej pozycji występował, czym się wyróżniał. Kazimierz Górski, który dwukrotnie gościł na audiencji w Watykanie, wspominał, że Jan Paweł II zawsze pytał o ten zespół. "Podczas drugiej audiencji, przed spotkaniem reprezentacji Polski z Włochami jesienią 2003 r., przekazaliśmy Mu informację, że jego "Pasy" mają szansę wrócić do ekstraklasy - bardzo się ucieszył." Gdy niedawno piłkarze, trenerzy i działacze klubu gościli w Watykanie, papież nie omieszkał powiedzieć "Cracovia pany". Wręczono Mu pamiątkową koszulkę w biało-czerwone pasy, ozdobioną napisami: "Wojtyła numerem jeden" oraz: "Karol Wojtyła". Wtedy też narodził się pomysł, z którym wystąpiono do Rady Miasta Krakowa, by stadion przy ulicy Kałuży otrzymał imię Jana Pawła II.

Ksiądz Karol Wojtyła znany był z aktywnego spędzania wolnego czasu. Wakacyjne wycieczki w Bieszczady i nad jeziora rozpoczęły się na początku lat pięćdziesiątych, gdy przyszły papież, kończąc pracę duszpasterską w Niegowici pod Bochnią, został wikariuszem w krakowskim kościele św. Floriana.

W porannych mszach oraz zebraniach naukowych prowadzonych przez młodego księdza chętnie brali udział studenci krakowskich uczelni. Z biegiem lat stworzyli niezwykłą grupę, która sama określała się mianem środowiska. Do prekursorów spotkań poza kościelnymi murami należał Jerzy Ciesielski, absolwent krakowskiej Wyższej Szkoły Wychowania Fizycznego i Politechniki, wykładowca Politechniki Krakowskiej i profesor uniwersytetu w Chartumie (zginął tragicznie w nurtach Nilu podczas wycieczki statkiem w 1970 r.), organizator legendarnych już spływów kajakowych.

Szczególną sympatią obdarzono Pojezierze Drawskie, przez które dziś wiedzie kilkudziesięciokilometrowy Szlak Kajakowy im. Księdza Kardynała Karola Wojtyły. Uczestnicy tych spływów opowiadają, że ksiądz Wojtyła każdy dzień rozpoczynał Mszą Świętą przy ołtarzu z kajaków lub wioseł, kończył zaś modlitwą przy ognisku. Właśnie podczas jednej z wodniackich imprez dowiedział się o biskupiej nominacji.

Uczestniczył także w spływach Rurzycą. Ostatni z Jego udziałem odbył się latem 1978 r. Niedługo potem został wybrany papieżem. Kardynał Wojtyła brał też udział w spływach kajakowych rzekami Słupią, Brdą i Wdą. Na tej ostatniej rzece od kilku lat organizowany jest Spływ Kajakowy Śladami Jana Pawła II.

Ksiądz Wojtyła kochał góry, szczególnie bliskie były Mu Tatry, Beskidy i Bieszczady. Nigdy nie zapominał nazw szczytów, przebiegów szlaków. O jego bogatej działalności turystycznej wśród młodzieży szkolnej i akademickiej, licznych wędrówkach górskich i narciarskich na terenie Beskidów, Sudetów, Tatr, Jury Krakowsko-Częstochowskiej pisze Urszula J. Własiuk w albumie przewodniku: "Ja tam u was byłem. Pilnujcie mi tych szlaków, Droga życia Najznamienitszego turysty."

Znając turystyczne zamiłowania Papieża, przy okazji Jego drugiej pielgrzymki do Ojczyzny w 1983 r., przyjaciele z Polski postanowili zrobić Mu niespodziankę. Padł pomysł krótkiej wędrówki po Tatrach. Wybrano Tatry Zachodnie, ale o szczegółach tego dnia władze zabroniły prasie pisać. A odbył się kilkukilometrowy marsz do Doliny Jarząbczej - około półtorej godziny w jedną stronę. Papież podążał w białej sutannie i czarnych turystycznych wibramach, w towarzystwie swoich najbliższych; za nim lekarz, fotograf papieski i w pewnym oddaleniu także liczna, jednak dyskretna obstawa. W powrotnej drodze powiedział, że jest zadowolony z wycieczki, z możliwości pooddychania powietrzem swej młodości. Wzdłuż trasy spaceru Ojca Świętego z Doliny Chochołowskiej w Dolinę Jarząbczą wytyczony został pierwszy w polskich górach szlak papieski - w kolorze żółtym.

Młodzieńczych zainteresowań nie porzucił za furtą pałacu papieskiego. W swej letniej rezydencji w Castel Gandolfo kazał wybudować basen. Zaskoczonym tak drogą inwestycją odpowiedział ponoć krótko: "Nowe konklawe kosztuje więcej". Podczas pontyfikatu - dopóki pozwalało Mu zdrowie - regularnie pływał, jeździł na nartach, biegał, gimnastykował się. Zaczęły pojawiać się wzmianki prasowe o wyprawie Papieża na narty w Alpy czy Góry Albańskie; zdarzyło się też, że kiedyś Jan Paweł II zaprosił na narty prezydenta Włoch, Pertiniego. Był przekonany, że w kulturze fizycznej kryją się wartości duchowe, że pomaga hartować ciało i ducha, przezwyciężać siebie, swoje słabości i ułomności.

Jan Paweł II kochał sportowców, a sportowcy Jego. Na prywatnych audiencjach przyjmował ich tysiące, z całego świata. 29 października 2000 r. ponad 60 tysięcy zawodników spotkało się z Nim na stadionie olimpijskim w Rzymie. W tym samym roku przyjął w Watykanie przewodniczącego Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, Juana Antonio Samarancha. Przyznał wówczas, że sport "to najlepsza droga do pokonania granic".

Podczas pobytu w Polsce w 1999 r. spotkał się w Elblągu z polskimi sportowcami. Zwrócił się do nich tymi słowy: "Każdy rodzaj sportu niesie z sobą bogaty skarbiec wartości, które zawsze trzeba sobie uświadamiać, aby móc je urzeczywistnić. Ćwiczenie uwagi, wychowanie woli, wytrwałość, odpowiedzialność, znoszenie trudu i niewygód, duch wyrzeczenia i solidarności, wierność obowiązkom - to wszystko należy do cnót sportowca. Zachęcam was, młodych sportowców, abyście żyli zgodnie z wymaganiami tych wartości, abyście w życiu byli zawsze ludźmi prawymi, uczciwymi i zrównoważonymi, ludźmi, którzy budzą zaufanie i nadzieję."Przyjmował na audiencji m.in. Pelego, Ronaldo, drużynę Realu, Wisły i Cracovii, polską reprezentację i polskich olimpijczyków, biorących udział w Igrzyskach Olimpijskich w Atenach.

W sierpniu 2004 r. papież Jan Paweł II utworzył w Watykanie departament sportu, by podkreślić jego znaczenie. "Sport znajduje znaczącą pozycję, zarówno na poziomie osobistym, jak i globalnym. Jest systemem nerwowym współczesnego świata i nowym polem działania Kościoła. Kościół, który zawsze wykazywał zainteresowanie ważnymi aspektami ludzkiej koegzystencji, bez wątpienia musi zwrócić się także ku sportowi, który jest polem do nowej ewangelizacji" - napisano w oświadczeniu opublikowanym w Watykanie. Jan Paweł II wyraził nadzieję, że nowy departament będzie pracował na rzecz "promocji sportu jako części kultury i nieodłącznego elementu rozwoju człowieka w służbie pokoju i braterstwa."
Czesław Michalski http://www.up.krakow.pl/konspekt/23/michalski.html

Literat Karol Wojtyła. Bogata spuścizna papieża



- Poezja to wielka Pani, której trzeba się całkowicie poświęcić. Obawiam się, że nie byłem wobec niej zupełnie w porządku - powtarzał często papież. Wiersze, poematy i dramaty pisał od szkoły średniej.

Zamiłowanie do słowa drukowanego skierowało Karola Wojtyłę na studia polonistyczne, które rozpoczął na Uniwersytecie Jagiellońskim. - Już pierwszy rok studiów skierował moją uwagę w stronę języka - wspominał papież w "Darze i tajemnicy". - Słowo, zanim zostanie wypowiedziane na scenie, żyje naprzód w dziejach człowieka, jest jakimś podstawowym wymiarem jego życia duchowego. Jest wreszcie ukierunkowaniem na niezgłębioną tajemnicę Boga samego - zaznaczył.

Literat Karol Wojtyła preferował dwie formy: poezję oraz dramat, choć w jego dorobku są także autobiograficzne książki "Dar i Tajemnica" z 1996 r. o powołaniu kapłańskim i poświęcona posłudze biskupiej "Wstańcie, chodźmy!" z 2004 r. W jego twórczości widać fascynację poezją romantyczną, zwłaszcza utworami Kamila Cypriana Norwida i Juliusza Słowackiego oraz Stanisława Wyspiańskiego.

Pisać zaczął wcześnie. W gimnazjum powstają pierwsze wiersze, które się niestety nie zachowały m.in. balladę romantyczną "Miłosny list" i poemat "Śmierć Barbary". Nie zachowały się też "Ballady beskidzkie" jego autorstwa. Z lat szkolnych zachowały się za to utwory zebrane w zbiorze "Psałterz - księga słowiańska". Otwiera go wiersz "Nad Twoją białą mogiłą" - dedykowany zmarłej przedwcześnie matce Emilii z Kaczorowskich. Z tego okresu są także poemat "Mousike", hymn "Magnificat" , cykl siedemnastu sonetów, rapsod "Słowo - logos", "Ballada wawelskich arkad" oraz "Harfiarz".

W 1939 r. wraz z Tadeuszem Kwiatkowskim i Juliuszem Kydryńskim spotykają się w mieszkaniach m.in. Tadeusza Kudlińskiego, na czytaniu literatury polskiej z podziałem na role. W 1941 r. narodził się konspiracyjny Teatr Nasz później nazwany Teatrem Rapsodycznym, prowadzony przez Kotlarczyka. Wojtyła gra m.in. w "Królu - Duchu" i "Beniowskim" Słowackiego, "Hymnach" Kasprowicza, "Panu Tadeuszu" Mickiewicza. W czasie okupacji pisze pisze dramaty "Hiob" i "Jeremiasz".

- Całe to szczególne doświadczenie teatralne zapisało się bardzo głęboko w mojej pamięci, chociaż od pewnego momentu zdawałem sobie sprawę, że teatr nie był moim powołaniem. - wspominał w "Darze i tajemnicy". W 1944 r. powstaje "Pieśń o Bogu ukrytym".

W 1946 r. Wojtyła debiutuje w "Głosu Karmelu" publikacją "Pieśni o Bogu ukrytym", ale wydrukowaną anonimowo. Przez lata teksty na prośbę samego autora ukazują się pod pseudonimami: Andrzej Jawień, Stanisław Andrzej Gruda, Piotr Jasień. Pod tymi pseudonimami ukazują się również m.in. "Pieśń o blasku wody", "Matka", "Kamieniołom", "Profile Cyrenejczyka", " Przed sklepem jubilera", misterium "Promieniowanie ojcostwa", poemat "Wigilia Wielkanocna 1966".

W 1979 r. Znak publikuje poemat "Myśląc Ojczyzna" z 1974 r. oraz poemat "Stanisław" z 1978 r., który został ukończony 2 października 1978 r. - dwa tygodnie przed wyborem na papieża. Po konklawe Wojtyła - literat milczy przez 25 lat. Jak sam mówił "ten okres został zamknięty".

- Kiedy został papieżem - w poczuciu obowiązków - nic nie pisał. Wiem to od niego. Przyjął papiestwo, jako tak wielkie powołanie i obowiązek, że odrzucił wszystko inne. Gdy powstawał "Tryptyk rzymski" Jan Paweł II napisał do mnie: znów poruszyła mnie poezja - mówił Marek Skwarnicki, poeta i przyjaciel Jana Pawła II, który redagował "Tryptyk rzymski".

"Tryptyk rzymski" ukazuje się w 2003 r. jednocześnie w Watykanie i w Polsce i staje się sensacją. Jak podkreślał wówczas kard. Franciszek Macharski, Jan Paweł II znów przychodzi pomiędzy nas i "w żadną miarą nieoczekiwany sposób, raz jeszcze staje, jak w oknie na Franciszkańskiej".

- On się czuł poetą. Tłumaczył, że nie ma innego języka, który mógłby zastąpić to, co człowiek chce wyrazić w języku poezji. Tego, co jest wierszach Wojtyła nie potrafiłby napisać jako traktat filozoficzny czy teologiczny. Na tym polega ciekawość tej poezji. Ona jest tajemnicza i mistyczna. Mistycznych uczuć nie wyrazi się w żadnych teologicznych traktatach - tłumaczył Skwarnicki.

- Karol Wojtyła zawsze miał wątpliwości, co, do jakości swojej poezji i nigdy nie miał ambicji bycia w literackiej kawiarni, co dla wielu jest przedmiotem snobizmu. On przed tym uciekał. Nie wiem, czy cenił swoje utwory. Ciągle mówił, że to grafomania, ale to jest też jego poczucie humoru. Nie można tego traktować jako oceny. Siła jego poezji tkwi w treści. To jest trudna poezja. I w osobliwej muzyce. Miał swój styl - zaznacza Skwarnicki.

W 2004 r. Na półkach księgarskich pojawia się "Wstańcie, chodźmy!" - kontynuacja "Daru i tajemnicy", opisująca posługę biskupią Karola Wojtyły od 1958 r.

Ostatnia książka Jana Pawła II to "Pamięć i tożsamość" - zapis rozmowy z Janem Pawłem II, przeprowadzonej w 1993 r. w Castel Gandolfo przez ks. Józefa Tischnera i Krzysztofa Michalskiego, współzałożycieli Instytutu Nauk o Człowieku w Wiedniu. Rozmowa o nazizmie, komunizmie, obecności zła w świecie, wolności i odpowiedzialności, patriotyzmie, narodzie, Europie i misji Kościoła kończy się dialogiem papieża z abp. Stanisławem Dziwiszem o zamachu dokonanym przez Ali Agcę w maju 1981 r.

- To był mistyk. Dla niego poezja jest instrumentem do tego, by wypowiedzieć siebie i swoją duszę - twierdzi ks. prof. Jacek Urban, dyrektor Archiwum Kurii Metropolitalnej w Krakowie, w którym przechowywana jest część rękopisów literackich ks. Wojtyły.

Zdaniem ks. prof. Jana Machniaka z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II twórczość Wojtyły odzwierciedla jego duchowe, wewnętrzne dojrzewanie. - Jeśli szukamy jakiegoś klucza do zrozumienia papieża, jego aktywności kapłańskiej i papieskiej to myślę, że w poezjach można znaleźć bardzo autentyczną odpowiedź - uważa ks. Machniak.

Motywy powracające w twórczości Wojtyła to pytania o tożsamość, doświadczenie historii, znaczenie spuścizny kultury antycznej i o najważniejsze wartości. "Jednocześnie bardzo mocny jest motyw wiary, spotkania z Jezusem Chrystusem" - podkreśla ks. Machniak.

Jedną z bardzo ważnych książek, której "współautorem" był Jan Paweł II był zapis rozmów z papieżem, przeprowadzonych przez Andre Frossarda "Nie lękajcie się. Rozmowy z Janem Pawłem II". Charakter wywiadu ma też "Przekroczyć próg nadziei", w której Jan Paweł II odpowiadał na pytania, które zadawał mu włoski dziennikarz, Vittorio Messori.
http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/kultura/literat-karol-wojtyla--bogata-spuscizna-papieza,75957,3

Papież jakiego nie znamy - zainteresowania Karola Wojtyły



Karol Wojtyła już od najmłodszych lat wykazywał zainteresowania sportem i turystyką. Zaczęło się od wycieczek górskich, gry w piłkę nożną i jeżdżenia na nartach. Później doszła kolejna pasja w życiu przyszłego papieża - kajakarstwo.

Miłość do gór
Tradycję pieszych wędrówek w rodzinie Wojtyłów zapoczątkował pradziadek (Franciszek) i dziadek (Maciej) przyszłego papieża. Przodkowie Jana Pawła II wywodzilili się bowiem z regionu Beskidu Małego i byli stałymi przewodnikami pielgrzymów idących do Kalwarii Zebrzydowskiej, gdzie co roku odbywa się misterium Drogi Krzyżowej.

W tych okolicach Karol często bywał z matką a po jej śmierci z ojcem - emerytowanym porucznikiem o doskonałej kondycji fizycznej. To dzięki niemu przyszły papież nabrał odporności podczas pierwszych, pieszych wycieczek. Kolejnym trenerem Wojtyły był Czesław Pankiewicz, nauczyciel gimnastyki w wadowickim gimnazjum. Pankiewicz zabierał Karola w Beskidy, Tatry a także pokazał mu kopalnię soli w Wieliczce. Lata młodzieńcze przyszłego papieża to okres wzmożonego rozwoju turystyki.

W tamtym okresie powstały pierwsze organizacje turystyczne m.in. Klub Spotowy "Skała" i "Kolejarz" (1911), Koło Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego (1927) i pojawili się pierwsi ludzie propagujący turystykę i krajoznastwo. W 1932 roku otwarto schronisko w Jaworzynie (dziś zwanej Groniem Jana Pawła II) połączone szlakiem (imienia Czesława Pankiewicza) z rodzinnym miastem papieża - Wadowicami.

Karol Wojtyła lubił wędrować na Jaroszowicką Górę, Iłowiec, Łysą Górę a z niej na Bliźniaki (Jaworzyna i Leskowiec). Uwielbiał górską przyrodę o każdej porze roku, zachwycał się lasami, skałami, dolinami Skawy i Soły. Lubił też chodzić po Pieninach, Tatrach i Bieszczadach.

Później, jako alumn seminarium duchownego w Krakowie lubił zwiedzać okolice tego miasta m.in. Kopiec Kościuszki z widokiem na Wisłę. Od 1949 roku zaczyna pracę jako wikariusz w krakowskim kościele im. Św. Floriana. Jako duszpasterz akademicki, nazywany "Wujkiem", dużo czasu spędzał z młodzieżą, której wpajał zasady zdrowego, aktywnego odpoczynku. Latem chodzili na wycieczki w góry, zimą zjeżdżali na nartach. Wojtyła spędzał każdą wolną chwilę w górach. Tam były dobre warunki do skupienia, czytania Pisma Świętego czy modlitwy. Podczas swoich częstych wycieczek lubił spędzać czas z góralami i turystami. Wieczorami, przy rozpalonym ognisku opowiadał anegdoty, śmiał się, śpiewał piosenki (jego ulubioną była żartobliwa "Ballada o Louisie" - opowiadająca o walce bokserskiej) a także wymyślał pomysły na potrawy np. zupę budyniową.

Po otrzymaniu święceń kapłańskich wyjechał do Rzymu gdzie wędrował z kolegami po okolicach Rzymu, zwiedzał Monte Cassino, Neapol, Capri i Subiaco (kolebka zakonu benedyktynów).

W 1978 Karol Wojtyła został papieżem. Nie miał już czasu na długie wędrówki po ukochanych górach. Częściej zaczął wypoczywać w Alpach. Jednak za każdym razem, gdy przyjeżdżał z wizytą do ojczyzny mile wspominał chwile spędzone w Tatrach czy Beskidach. Zdarzało mu się wymykać z grona swoich współpracowników aby choć na chwilę nacieszyć się widokiem polskich gór. Nową przystanią dla polskiego papieża stała się, położona na wzgórzu, letnia rezydencja w Castel Gandolfo. Tam też Jan Paweł II polecił wybudowanie basenu. Na pytanie, czy warto realizować tak kosztowną inwestycję, odpowiedział, że jego pogrzeb "pociągnie za sobą o wiele większe wydatki. Papież musi być sprawny i zdrowy". W czasie sprawowania swojego pontyfikatu, do momentu gdy stan zdrowia mu na to pozwalał, papież nie rezygnował z aktywnego odpoczynku - biegał, gimnastykował się, pływał.

"Lolek"- piłkarz
Karol Wojtyła od wczesnego dzieciństwa lubił grać w piłkę nożną. Kopanie piłki było zresztą ulubionym zajęciem wielu szkolnych kolegów Karola. "Lolek" - jak nazywali go koledzy, bardzo poważnie podchodził to swojego hobby a jego najważniejszym celem była wygrana.

Najpierw grał w obronie. Miał pseudonim "Martyna" (od nazwiska ówczesnego znanego obrońcy lwowskiej "Pogoni"). Jednak zdecydowanie lepiej czuł się jako bramkarz. Później wraz z kolegami założył klub futbolowy. Mama jednego z chłopców zrobiła im emblematy z nazwą KSKR i naszyła je na strojach gimnastycznych.

Mimo, że czynnego zainteresowania piłką nożną Wojtyła wyzbył się najszybciej to sentyment do futbolu pozostał mu. Zawsze kibicował Cracovii i często o niej wspominał, pytał o jej wyniki a piłkarzy małopolskiego klubu przyjął nawet na audiencji prywatnej. W swojej letniej rezydencji, już jako Jan Paweł II często przyjmował sportowców z całego globu w tym. m.in. piłkarzy z całego świata. Zawsze potrafił zadziwić swoich gości tym, że dokładnie śledził ich wyniki sportowe i gratulował im poszczególnych zwycięstw. Często też dzielił się swoimi doświadczeniami piłkarskimi i wskazywał na potrzebę zachowania czystości współzawodnictwa sportowego. Papież brał też udział w inauguracji mistrzostw świata Italia'90 w Rzymie.

Narciarstwo i kajakarstwo
Pierwsze narty małego Karola w niczym nie przypominały nart współczesnych. Były to zwykłe kawałki wystruganych na gładko desek. Prawdziwe narty Wojtyła dostał od ojca dopiero w gimnazjum za dobre wyniki w nauce. Przyszły papież próbował też swoich sił w hokeju na lodzie. Jednak po niefortunnym upadku, po którym została mu do dziś blizna po rozciętym łuku brwiowym, zaniechał dalszych prób w tej dziedzinie sportu.

Dopiero gdy zaczął pracę jako duszpasterz akademicki kontynuował swoją przygodę z nartami. Jeździł pewnie i dobrze technicznie. Miał doskonałą kondycję. Interesował się wszystkim co spotkał na drodze i lubił gawędzić z napotkanymi ludźmi, często byli to ratownicy GOPR z którymi chętnie rozmawiał o ich pracy.

Kiedyś, gdy był już kardynałem, ktoś zapytał go czy uchodzi jeździć na nartach kardynałowi, na co on odpowiedział: "Co nie uchodzi kardynałowi to źle jeździć na nartach". Podczas wyjazdów na narty Wojtyła lubił prowadzić dyskusje naukowe z profesorami Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, którzy wraz z nim oddawali się pasji narciarstwa. W czasie swoich wyjazdów do Zakopanego, zawsze gdy była ku temu okazja, bacznie przyglądał się też skokom narciarskim na Wielkiej Krokwi. Według niektórych źródeł ostatni raz jeździł na nartach w kwietniu 1978 roku.

Wraz z początkiem pracy z młodzieżą akademicką Karol Wojtyła, już jako biskup, zaangażował się także w wyprawy kajakowe. Uczestniczył w wielu spływach kajakowych m.in. Kanałem Elbląsko-Ostródzkim na odnogi jeziora Jeziorak.

Żródło:Stanisław Stolarczyk: "Papież, jakiego nie znamy: piłka nożna, kajaki, góry, narty" Warszawa 1997 (Wirtualna Polska) Opracował Jakub Pawłowicz

Papież - turysta



Jan Paweł II w taki sposób wyjaśniał potrzebę odpoczywania: "Chodzi o to, by odpoczynek nie był odejściem w próżnię, aby nie był tylko pustką. Wtedy nie będzie naprawdę wypoczynkiem. Chodzi o to, ażeby był wypełniony spotkaniem. Mam na myśli - i owszem - spotkanie z przyrodą, z górami, morzem i lasem. Człowiek w umiejętnym obcowaniu z przyrodą odzyskuje spokój, ucisza się wewnętrznie. Ale to jeszcze nie wszystko, co można opowiedzieć o odpoczynku. Trzeba, ażeby został on wypełniony nową treścią, jaka wyraża się w symbolu "Maria"; "Maria" oznacza spotkanie z Chrystusem, spotkanie z Bogiem. Oznacza otwarcie wewnętrznego wzroku duszy na Jego obecność w świecie, otwarcie wewnętrznego słuchu na Słowa Jego Prawdy".

Serce górala
Po objęciu najwyższej godności w Kościele Karol Wojtyła nie przestał kochać gór, ale długo musiał czekać na spotkanie z nimi. Nie zobaczył ich przez mgłę ze śmigłowca, krążącego nad Nowym Targiem w 1979 roku. Westchnął wówczas tylko: "A tak chciałem tym ceprom, przepraszam, naszym gościom z Rzymu ukazać urodę naszych gór".

Jednak podczas następnej pielgrzymki, w 1983 roku, udało się zrealizować jego marzenie. W piękny, bezchmurny dzień śmigłowiec z Pielgrzymem wylądował na Siwej Polanie, położonej niedaleko drogi do Doliny Chochołowskiej, 900 metrów n.p.m. Wojtyła bywał tu często jako wikary i kardynał. W wyprawie tej, trzymanej do ostatniej chwili w tajemnicy, towarzyszyli mu ks. prof. Stanisław Nagy, ks. prof. Adam Kubiś, ks. Bronisław Fidelus, kardynał Franciszek Macharski i oczywiście ks. Stanisław Dziwisz.

Do schroniska dojechali samochodami. Po krótkim powitaniu Papież rozmawiał z Lechem Wałęsą. Potem Papież założył turystyczne buty i wyruszyli do Doliny Jarząbczej. "Ojciec Święty (...) zszedł energicznie ze schodów schroniska i popularną drogą, dość stromo opadającą w dół, skierował się ku odbijającej paręset metrów innej ścieżce-dróżce, prowadzącej do Doliny Jarząbczej - wspominał ks. Nagy.

- Tu mogę iść - mówił Papież z uśmiechem - po prawdziwej górskiej drodze z kamieniami. W Castel Gandolfo są także ścieżki, ale wszystkie wytapetowane". Po godzinie usiedli nad potokiem, zjedli skromny posiłek - kanapki z herbatą z termosów. W tym miejscu wmurowano później pamiątkową tablicę. W drodze powrotnej Papież zajrzał do szałasu pasterskiego Jędrusia Gali-Zięby, który poczęstował gości oscypkami i bundzem, co wywołało gwałtowny protest papieskiego medyka.

Zdobywca Nowego Targu
Dolomity - bywał tu wielokrotnie. Pierwszy raz przyleciał helikopterem do Canale d'Agordo, rodzinnej miejscowości Jana Pawła I w pierwszą rocznicę jego śmierci. Witały go tłumy turystów. "Tak, to rzeczywiście człowiek gór! - zachwycał się reporter włoskiego radia. - Ledwo wysiadł z helikoptera, z przyjemnością wciągnął w piersi rzadkie powietrze, płatki śniegu łapał w locie. To znakomity taternik, zdobył kiedyś najwyższy szczyt w Tatrach, wszedł na Nowy Targ!".

W Dolomitach był ponownie w 1987 roku na kilkudniowym odpoczynku w pięknym zakątku Lorenzago. Odprawił tam mszę, podczas której mówił do leśników i ludzi gór o pięknie przyrody: "Owe cuda natury są dziełem samego Twórcy piękna. Skoro wprawia nas w podziw ich istnienie i działanie, o ile bardziej potężny jest Ten, który je stworzył. Bowiem z wielkości i piękna stworzeń przez analogię poznaje się ich Stwórcę".

Innym razem, w 1988 roku, spędził w Dolomitach aż dziesięć dni. To właśnie podczas tych wakacji zrobiono słynne zdjęcie Papieża, który przechodzi rwący strumień górski po chwiejnej kładce: jest skupiony, nie podpiera się laską. Raźno pokonywał strome podejście, świetnie orientował się w terenie, czym wprawił otoczenie w zachwyt.

Osoby towarzyszące 68-letniemu turyście namawiały go do powrotu. "Dlaczego? - pytał. - Jesteśmy młodzi, nasz przeciętny wiek nie przekracza pięćdziesiątki. Możemy maszerować dalej".

Kiedy w 1990 roku papieski helikopter krążył nad Mont Blanc, a wylądował jedynie na niższym lodowcu Col Major, Jan Paweł II powiedział, że "nie należy zdobywać wierzchołków z użyciem helikopterów". "To nie byłoby sprawiedliwe" - dodał, obserwując wspinających się alpinistów. Jan Paweł II mawiał: "Każdy mógłby wygodnie chodzić po ulicach miast i podróżować, czyli korzystać z pojazdu. Ale góry są wyzwaniem, prowokują istotę ludzką do wysiłku, do przezwyciężania samych siebie. Są zachętą, by wznosić się coraz wyżej. Ku Stwórcy".

Druh przy ognisku
Kiedy Papież przyjeżdżał do swej letniej rezydencji w Castel Gandolfo, miejsce to zaczynało tętnić życiem. Zjeżdżali się goście z różnych zakątków świata. Często byli to polscy pielgrzymi: młodzież, harcerze, turyści, górale. Niektórzy szli z Polski pieszo. Rozpalano wtedy wieczorne ognisko, wszyscy siadali w kręgu obok Papieża. Wszyscy mieli poczucie bliskości. Toczyły się swobodne rozmowy, przeplatane śpiewaniem.

Kiedyś, goszcząc polonijną młodzież, odprężony Gospodarz powiedział: "Za dobrych czasów liczyłem wakacje według ilości ognisk (...), według ilości nocy, przespanych pod namiotem. Jeżeli była odpowiednia ilość, to wtedy były też dobre wakacje. Teraz sytuacja się zmieniła. Ale tym bardziej sobie cenię każde ognisko, które się tu pojawi w Castel Gandolfo (...). Ognisko jest czymś niezwykłym zawsze, gdziekolwiek zapłonie, ściąga ludzi, skupia i ludzie czują się w jego kręgu dobrze".

Kuszenie Papieża
Największą miłością Papieża były niewątpliwie narty. Już na pierwszej konferencji prasowej, kilka dni po konklawe, zapytany, czy zamierza dalej ją kultywować, odpowiada: "Tego mi chyba nie pozwolą" i wszyscy już wiedzą, że uczyni wszystko, by nie zrezygnować z ukochanego sportu.

Kiedy odprawiał mszę rocznicową w rodzinnej wiosce swego poprzednika na Stolicy Piotrowej, przedstawiciele stowarzyszeń sportów górskich ofiarowali mu parę pięknych, białych nart. "Chciałbym bardzo z nich skorzystać - mówił z nutą smutku Papież - ale co dzień modlę się do Boga, żebym nie uległ tej pokusie, bo jeszcze zjadę w dolinę i co będzie? Nowe konklawe! Niech Bóg błogosławi narciarzy... i ich nogi".

Jan Paweł II często przyznawał się do tęsknoty za zjazdami. Nie mogąc zrealizować marzeń, chciał chociaż przebywać między ludźmi związanymi z narciarstwem. Dlatego też udał się 17 czerwca 1984 roku do siedziby biskupa Sionu w Szwajcarii, by poświęcić sztandar jednego ze stowarzyszeń narciarskich. Wyznał wówczas: "Jak zapewne wiecie, lubiłem (...) gdy była ku temu okazja - jeździć na nartach".

Jak jaskółka na stoku
Pan Bóg ulitował się nad Papieżem i kilka razy pozwolił mu poszusować. 16 lipca 1984 roku Papież udał się na lodowiec Adamello w Alpach Retyckich. Towarzyszem wyprawy był m.in. prezydent Włoch Alessandro Pertini. Śmigłowcem dotarli do schroniska Lobbia Alta na wysokości 3035 metrów n.p.m. Na stok wjechali ratrakiem, po włosku zwanym "śnieżnym kotem".

"Przy pierwszych zjazdach Papież był trochę niepewny, chyba dlatego, że długo nie jeździł na nartach. Zresztą zaraz przyszedł do formy i pokazał swoje umiejętności" - relacjonował Franco Zani, jeden z instruktorów narciarskich, którym Pan Bóg podsunął pomysł zaproszenia Ojca Świętego. Zapytany, jak jeździ Papież, odparł: "Spokojnie, wolno, pewnie; ani razu się nie przewrócił". A prezydent Włoch dodał: "Ojciec Święty śmiga na nartach jak jaskółka".

Po czterech godzinach zjazdów, przy obiedzie Biskup Rzymu oświadczył: "Po raz pierwszy zdarzyło mi się jeździć na nartach w lipcu". Po krótkim odpoczynku ponownie wyruszył na narty. Zjeżdżał do godziny 19, potem usiadł na ławeczce przed schroniskiem i odmówił brewiarz.

"Papież często po dwóch lub trzech zakrętach, to jest zgodnie ze swoim starym zwyczajem, zatrzymywał się bez ruchu na kilka minut, patrzył w góry na lodowiec, na zachodzące słońce" - relacjonuje jeden z uczestników. Kiedyś, zwiedzając ośrodek sportowy, Papież zobaczył w telewizji relację z mistrzostw narciarskich w Val Gardena. "Bardzo to piękne, ale ja już bym chyba nie potrafił jeździć, szczególnie teraz. Zardzewiałem. Potrzeba by nowych nóg" - powiedział. - To sport odpowiedni raczej dla ludzi niskich, padają z mniejszej wysokości niż wysocy".

Jean-Paul-ski
W czasach "narciarskich" Papieża przylgnął doń ukuty przez Francuzów pseudonim "Jean-Paul-ski". Niestety, od kiedy w listopadzie 1993 roku Ojciec Święty upadł w Sali Klementyńskiej w Watykanie i nieszczęśliwie zwichnął bark, nie wolno mu było już jeździć na nartach. Od tego czasu jedynie wędrował po górach, a zimą wyjeżdżał, żeby pooddychać świeżym powietrzem.

Marka sprzętu zjazdowego używanego przez Jana Pawła II, ze zrozumiałych względów antyreklamowych, okryta była tajemnicą. Na niektórych zdjęciach czasem jednak widać firmowy znak desek czy wiązań, na przykład na lodowcu Adamello Papież miał narty firmy Völki.

Wybór firmy Ojciec Święty miał praktycznie nieograniczony, bo odkąd świat obiegła wiadomość o ukochanej pasji nowego Papieża, producenci, osoby prywatne, sportowcy i instruktorzy narciarstwa zwozili do Watykanu dziesiątki par najlepszych desek. Stanowiły one bez wątpienia największą tego typu kolekcję na świecie - podobno można by obdzielić nią pół Watykanu.
www.e-gory.pl Wpisany przez Paweł Brzozowski

Biało i sportowo


Kiedy kardynał Karol Wojtyła objął Stolicę Piotrową, nie przestał być zapalonym turystą. Na początku pontyfikatu prasa światowa rozpisywała się o tym, że Ojciec Święty pływa, biega, ćwiczy, a przede wszystkim - jeździ na nartach. To była ogromna sensacja. Przyzwyczajony przez lata do aktywnego odpoczynku na świeżym powietrzu, także jako głowa Stolicy Piotrowej korzystał z każdej nadarzającej się okazji, by w nawale obowiązków choć przez chwilę obcować z naturą.

Każda wycieczka w góry sprawiała mu niebywałą radość, której nie krył. Musiał jednak zamienić ukochane Tatry i Beskidy na bliższe Dolomity, Alpy i Apeniny. Zmienił się też turystyczny ubiór krzepkiego górala: brezent skafandra zastąpiła bardziej stosowna biel. Ojciec Święty wakacje spędzał najczęściej w letniej rezydencji w Castel Gandolfo.

Nie odmawiał sobie jednak odpoczynku także i podczas podróży oficjalnych. Kilkugodzinne przerwy robił sobie Papież w Tatrach, parkach narodowych Kanady, Kenii, Hiszpanii czy Stanów Zjednoczonych. Podczas oficjalnych wizyt w chłodniejsze dni Papież na białą sutannę wdziewał swój nienagannie skrojony, dwurzędowy biały płaszcz z delikatnej wełny, zapinany na cztery guziki. Ponieważ płaszcz sięgał aż do kostek, gdy tylko protokół pozwalał, Dostojny Turysta dla wygody zastępował go turystyczną białą kurtką z kapturem. Do tego nosił białą czapkę, przypominającą maciejówkę.

Sportowy strój to kolejna z licznych innowacji, jakie wprowadził polski Papież w sztywnej watykańskiej etykiecie. Dawniej, gdy było mu jeszcze wolno, Ojciec Święty często biegał przed obiadem. Miał wówczas na sobie białą sutannę, ale już bez pasa, bez krzyża na szyi, a nawet bez koloratki. I bez piuski. Szyte na miarę brązowo-czerwone mokasyny zastępował białym sportowym obuwiem.

Prawie incognito
Na dłuższe wyprawy w góry Papież zwykł nosić klasyczny strój turystyczny - bawełnianą wiatrówkę z kapturem, czapkę z daszkiem, szarą, płócienną koszulę, biały podkoszulek, proste, ciemne spodnie i masywne, brązowe górskie buty. Nikt nie rozpoznałby w nim Następcy św. Piotra.

Kiedy indziej - na przykład spacerując w chłodniejsze dni po ogrodach Castel Gandolfo - Papież na sutannę zakładał czarną pelerynę, a na głowę - czarny beret. W takim stroju udał się też Ojciec Święty na wyprawę na lodowiec Adamello w Alpach Retyckich. W schronisku z dostojnika kościelnego Papież przeistoczył się w narciarza z krwi i kości, ubranego zgodnie z obowiązującymi zasadami: w narciarskie spodnie i skafander oraz wełnianą czapkę - wszystko w kolorze głębokiego granatu. Do tego porządne rękawice, a zamiast gogli - duże okulary przeciwsłoneczne. Na nogach czerwone buty.

Ten strój nie dziwił, bo jeszcze w czasach krakowskich biskup Wojtyła słynął z niezwykłej dbałości o wyposażenie narciarskie: "Dysponował dobrymi nartami i miał dobre buty, a jeśli chodzi o ubiór, to raczej ubierał się skromnie" - wspomina Tadeusz Figus z Zakopanego. "Nosił czarną wiatrówkę - taki jakiś ortalionowy skafander zapinany na zamek błyskawiczny, miał najzwyklejsze spodnie narciarskie, a na głowie czapeczkę, tak zwaną 'marusarkę'".

Podczas jednodniowej wyprawy "prawie incognito" na stok Dolce Vita w Ovindoli Papież nosił niebieski kombinezon, który miał na sobie już wysiadając z samochodu. Zjeżdżał nierozpoznany, zamaskowany zwykłą czapką i okularami. Zaliczył całą dniówkę, czyli co najmniej sześć godzin na stoku. Dawniej miewał takich dniówek przynajmniej 14 rocznie.
www.muzeumwspomnien.pl

Szlakiem papieża


Nie wszędzie ks. Karol Wojtyła był, nie wszędzie wędrował jako turysta, chociaż obszar Polski - szczególnie południowej i północnej - jest znaczony gęsto siatką jego wędrówek.

Związki ks. Wojtyły z miejscami, które lubił i gdzie najlepiej wypoczywał, wyróżniają je i nadają im szczególną wartość. Dla ich upamiętnienia oznaczane są jako "Papieskie Szlaki".

Pojęcie to określa zarówno ścieżkę wytyczoną w sensie dosłownym, jak też symbolicznym, ważniejszym - oznaczającym sposób myślenia i postrzegania świata w bliskim kontakcie z Bogiem. Przypomnę tu, że ks. Wojtyła traktował turystykę jako pole działalności duszpasterskiej, dając podwaliny istniejącemu dziś duszpasterstwu turystycznemu.

Dobrze, gdy trasa powstającego szlaku jest konsultowana przez pomysłodawców z Fundacją Szlaki Papieskie, bowiem rzetelne oznaczenia szlaku, oparte na dokumentach i wiarygodnych wspomnieniach osób, które Ojcu Świętemu w tych wędrówkach towarzyszyły, spełnia jego pragnienie: "... dobrze by było umieścić w mojej biografii trasy, wszystkie trasy, na których byłem, żebym tak był wrośnięty w polską ziemię".

Na Papieskim Szlaku leży Ochotnica - wieś w Gorcach, przyciągająca urodą zalesionych górskich zboczy. Tu starzy górale nadal wspominają spotkania z ks. Wojtyłą na halach, gdzie latem przenosili się z dobytkiem do kolib - zbierali siano, paśli owce.

Szlakiem między Turbaczem a Lubaniem, osłaniającym Ochotnicę od strony południowej (dziś biegnie tam Papieski Szlak i stoi pamiątkowy krzyż), wędrował 12 września 1954 r. ks. Karol Wojtyła z prof. Stefanem Swieżawskim, który w drodze namawiał Księdza, aby zechciał oddać swe siły i zdolności borykającemu się z trudnościami Katolickiemu Uniwersytetowi Lubelskiemu.

Tak zaczęła się wieloletnia praca ks. Wojtyły jako wykładowcy i pracownika naukowego KUL-u. Zawiązała się też przyjaźń - prof. Swieżawski był jedynym świeckim recenzentem podczas przewodu habilitacyjnego ks. Wojtyły na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Niezwykły Kapłan - Turysta wędrował gorczańskimi ścieżkami od wiosny do jesieni, a zimą przyjeżdżał tam na narty. Odwiedzał w Gorcach wiele miejsc. Wiadomo, że oprócz wycieczek z młodzieżą były także wędrówki z kolegami - księżmi, wykładowcami z UJ-otu i KUL-u.

Na audiencji u Ojca Świętego 13 grudnia 2001 r. proboszcz parafii Ochotnica Dolna po przedstawieniu się usłyszał: "Ja tam u was byłem...", a w innym czasie: "Gorce bardzo kochałem, a na Lubaniu wiele razy byłem". Ojciec Święty pamiętał dobrze drewniany ochotnicki kościół, był też zorientowany w działalności partyzanckiej na terenie wsi w czasie II wojny światowej.

Najprawdopodobniej urok zakopanej w górach wioski, jej niezwykłe walory krajobrazowe i doskonałe warunki do uprawiania narciarstwa spowodowały, że 50 lat temu, w styczniu 1955 r., grupa młodych fizyków z Krakowa zorganizowała w przerwie semestralnej bazę narciarską w przysiółku Skałka w Ochotnicy Górnej, w domu Józefa i Katarzyny Janczurów.

Wspomnienie z wyprawy zawdzięczamy jej uczestnikowi - prof. Jerzemu Janikowi. Warunki bytowe w góralskich kwaterach były wówczas spartańskie. Narciarze towarzyszący ks. Wojtyle doszli z Kowańca przez Turbacz do Ochotnicy, ale ich spory, konieczny bagaż (nawet żelazny piecyk) przyjechał na saniach z Nowego Targu przez Przełęcz Knurowską. Jak wspomina uczestniczka wyprawy, było to bardzo trudne przedsięwzięcie - droga była oblodzona i sanki obsuwały się na boki.

Ze Skałki czyniono wypady. Podczas jednej z dłuższych wypraw narciarskich (nocleg na skraju Studzionek), przy pięknej zimowej pogodzie, ks. Karol Wojtyła odprawił na powietrzu Mszę św. na szczycie Lubania. Ołtarz ustawiono z nart, a świątynią była niezwykła zimowa sceneria gór z panoramą ośnieżonych Tatr w oddali.

Uczestnicy wyprawy wspominają ją jako wyjątkowo męczącą; obowiązywały jeszcze wtedy długie posty przed przyjęciem Komunii św., więc kilkugodzinną trasę na szczyt, przy mroźnej pogodzie, pokonywali, zachowując od północy post eucharystyczny. W drodze powrotnej, wiodącej przez Przełęcz Knurowską, ks. Wojtyła złamał kijek do nart i posługiwał się zwyczajnym patykiem. Byli tak zmęczeni, że na koniec wynajęli sanki i w ten sposób wrócili do swojej bazy.

Wieczorami prowadzono dyskusje filozoficzne i światopoglądowe. Do wsi młodzi narciarze nie zjeżdżali - nie było takiej potrzeby. Całe dnie spędzali na nartach. Codziennie rano ks. Wojtyła w zajmowanym pokoju odprawiał Mszę św. dla towarzyszącej mu młodzieży. Ze względu na panujący w Polsce komunistyczny system represyjny, nie wiedzieli o tym nawet gospodarze, u których wówczas mieszkali.

Kiedy jednak nadeszła niedziela, Jerzy Ciesielski - dziś sługa Boży - zaniepokoił się, co pomyślą gospodarze o swoich gościach, którzy w niedzielę nie byli w kościele. Wówczas grupka narciarzy z ks. Wojtyłą zdecydowała się zjechać do Ochotnicy. Nie było jednak łatwo pokonać tak znaczną odległość w warunkach głębokiej, śnieżnej zimy; wyprawa zapowiadała się na kilka godzin. Autor wspomnienia przyznaje ze skruchą, że nie miał na tę wyprawę ochoty i postanowił wraz z żoną zostać na górze. Wątpił też, czy koledzy zdążą na czas - założył się więc z nimi o czekoladę.

Po powrocie zmęczeni narciarze przyznali, że spóźnili się trzy minuty (po jedenastej). "No to przegraliście" - z satysfakcją stwierdził Jerzy Janik. Jednak po latach, jako dojrzały człowiek, przyznał w duchu, że była to z jego strony małostkowość, a wygrana wątpliwa - cóż znaczyły bowiem owe trzy minuty wobec takiej trudnej wyprawy.W czasie wizyty u Ojca Świętego Jana Pawła II w Watykanie małżonkowie postanowili ostatecznie rozprawić się z niepokojem sumienia. Kupili więc największą dostępną czekoladę i wręczyli ją Ojcu Świętemu ze stosownym komentarzem.

Na domu państwa Janczurów widnieje dziś tablica pamiątkowa, umieszczona staraniem uczestnika obozu narciarskiego sprzed lat - prof. Jacka Hennela, na której widnieje napis: "Ten dom służył w dniach od 20 stycznia do 2 lutego 1955 r. ks. Karolowi Wojtyle, późniejszemu Papieżowi Janowi Pawłowi II, i towarzyszącej Mu młodzieży jako punkt wypadowy do wielu wycieczek narciarskich w okoliczne góry. Tu codziennie odprawiał Mszę świętą".

O okrągłej 50. rocznicy wydarzenia sprzed lat pamiętała Fundacja Szlaki Papieskie. Powiadomiony o tym ks. Zygmunt Kabat, proboszcz parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Ochotnicy Górnej, energicznie wziął sprawę w swoje ręce. W krótkim czasie, z pomocą sołtysa Zdzisława Błachuta, Ochotniczej Straży Pożarnej, Wiejskiego Domu Kultury i parafian, zorganizował 6 lutego br. niezwykłą, wzruszającą uroczystość.

Pogoda dopisała znakomicie - "jak wtedy" - wspominali przybyli z Krakowa uczestnicy obozu narciarskiego sprzed lat, dziś określani mianem Środowiska Ojca Świętego, spoglądając z sentymentem na roziskrzony w słońcu śnieg i ubrane w białe czapy smreki. W bajkowej bożonarodzeniowej scenerii pięknego, dużego, nowego kościoła została odprawiona Msza św. w intencji Ojca Świętego Jana Pawła II i o rychłe wyniesienie na ołtarze Jego przyjaciela - sługi Bożego Jerzego Ciesielskiego.

Uroczystej koncelebrze przewodniczył ks. Józef Drabik - duszpasterz turystów diecezji tarnowskiej, na której terenie leży Ochotnica, a towarzyszyli mu: ks. Jacek Urban - dyrektor Instytutu Jana Pawła II w Krakowie, ks. kan. Zygmunt Warzecha - proboszcz parafii w Szczawie, ks. Stanisław Wojcieszak - proboszcz parafii w Ochotnicy Dolnej i gospodarz uroczystości - ks. Zygmunt Kabat.

Do licznie przybyłych parafian i gości z całej Polski (Ochotnica przyciąga zimą wielu wczasowiczów i narciarzy) homilię wygłosił ks. Szymon Fedorowicz, zaliczający się również do członków Środowiska. Powiedział, że upamiętnianie miejsc związanych z Ojcem Świętym i jego turystycznymi upodobaniami to piękna idea, zapewne miła Papieżowi.

Przygrywała kapela góralska i śpiewała młodzież z zespołu regionalnego "Ochotni" z Ochotnicy Górnej, a także - występujący gościnnie - młodzieżowy zespół ludowy z Murowanej Gośliny k. Poznania. Prezes Fundacji Szlaki Papieskie opowiedziała o związkach Ochotnicy Górnej z Ojcem Świętym i wspomniała rolę Fundacji w utrwalaniu jego śladów na turystycznych trasach i propagowaniu papieskiego nauczania: "Przez 26 lat pontyfikatu Ojciec Święty kieruje nasze myśli ku Bogu. Całym swoim życiem świadczy, że Bóg jest wszędzie i wszystko zależy od Niego. A więc i Szlaki Papieskie, i sposób, w jaki wędrujemy po górach, mogą być, mogą stać się drogą do Boga". Wszyscy zebrani na wspólnej modlitwie podpisali list wystosowany do Ojca Świętego z życzeniami zdrowia i opieki Bożej Opatrzności. Na pierwszym miejscu znalazł się podpis: "My ze Skałki".
W tekście wykorzystano fragmenty książki Urszuli J. Własiuk Ja tam u was byłem - pilnujcie mi tych szlaków, Kraków 2004.

Karol Wojtyła brał udział w spływie rzeką Słupią


To było w tym miejscu. Jeden z kajakarzy zawołał do mnie: Kraków pozdrawia! - wspomina Kazimierz Kuzynko.

Kazimierz Kuzynko 47 lat temu był świadkiem, jak ówczesny arcybiskup krakowski Karol Wojtyła wraz z grupą kajakarzy brał udział w spływie rzeką Słupią. Wspomina to w przeddzień beatyfikacji papieża. Pan Kazimierz mieszkał wówczas w nieistniejącym już dworku w Gałęźni Małej razem z rodzicami i dziewięciorgiem rodzeństwa.

- To był lipiec 1964 roku. Miałem wtedy 16 lat. Pewnego dnia wybrałem się na ryby nad Słupię. Było ciepło. Pamiętam, że niedaleko, w rzece kąpały się dzieci - wspomina Kazimierz Kuzynko, który teraz mieszka w Dębnicy Kaszubskiej. - Nagle, zza zakrętu Słupi wyłoniła się grupa kajakarzy. Kiedy podpłynęli bliżej, jeden z nich pomachał do mnie ręką i krzyknął: Kraków pozdrawia! To był postawny mężczyzna z doniosłym głosem. Chwilę później wszyscy kajakarze zniknęli za zakrętem rzeki. Dopiero po latach, gdy Karola Wojtyłę wybrano na papieża, skojarzyłem, że to mógł być on.

Kilka godzin po tym spotkaniu Kazimierz Kuzynko poszedł do sklepu w Gałęźni Małej, który wtedy był zlokalizowany w budynku elektrowni wodnej. - Przed sklepem stało kilku mężczyzn ze wsi. Mówili, że w Kondradowie, czyli kilka kilometrów w dół Słupi, grupa kajakarzy uczestniczyła we Mszy świętej. Domyśliłem się, że to na pewno ci, których wcześniej widziałem - mówi pan Kazimierz.

Jak się okazuje, świadkami arcybiskupiego spływu kajakowego byli nie tylko mieszkańcy. Kajakarzy obserwowała także Służba Bezpieczeństwa, która do tego zadania oddelegowała lokalnych członków ORMO (Ochotnicza Rezerwa Milicji Obywatelskiej).

Kajakarze z arcybiskupem Karolem Wojtyłą na czele płynęli wówczas z Gowidlina, przez Sulęczyno, Parchowo, Soszycę, Gołębią Górę, Gałęźnię Małą, Leśny Dwór, Kondradowo, Krzynię, aby cały spływ zakończyć w Słupsku.

W 2006 roku, w 45. rocznicę spływu, na kilku przystaniach na trasie tej eskapady z inicjatywy lokalnych społeczności ustawiono dziesięć głazów z tablicami pamiątkowymi poświęconymi papieżowi.

Od tego czasu rzeczny szlak na Słupi, który przemierzył przyszły papież Jan Paweł II zaczęto nazywać Papieskim Szlakiem Kajakowym. Tak też figuruje w przewodnikach.
Wojciech Frelichowski, wojciech.frelichowski@mediaregionalne.pl


 
Wyszukiwarka

Czas ucieka






wieczność czeka

wschód słońca 05:06 UT,
zachód słońca 15:34 UT
okr. zimowy +1h; okr. letni +2h
Dziś jest: 292 dzień i 43 tydzień r.
do końca roku pozostało 73 dni
Imieniny obchodzą:
Piotra, Michała, Ziemowita
Twoje IP: 54.166.199.178
jesteś gościem wyświetlono razy obecnie jest gości
© by Marian Kurtycz
Ostatnia aktualizacja strony
28.05.2017
Witryna powstała 1 maja 2011 r. w dniu beatyfikacji Papieża Jana Pawła II