Jan Paweł II w anegdotach
Papież Jan Paweł II nie był człowiekiem poważnym i nudnym. Tryskał zwariowanym poczuciem humoru. I o tym musimy pamiętać żegnając się z NIM...

strona 1

1. Szklana klatka
Papież był bardzo niezadowolony z tego, że obwozi się go w szklanej klatce. Pomysłu tego broniła pewna Polka, mając możliwość rozmowy z Janem Pawłem II w Krakowie.
- Ta klatka zmniejsza jednak ryzyko - tłumaczyła - Nic nie poradzimy, że się lękamy o Waszą Świątobliwość...
- Ja też - uśmiechnął się Papież - niepokoję się o swoją świątobliwość.

2. Wszyscy sobie poszli Któregoś wieczoru, podczas szpitalnej rekonwalescencji w klinice Gemelli po zamachu na Placu świętego Piotra, Papież wyszedł ze swojego pokoju na opustoszały korytarz. Rozejrzał się i powiedział: "Ładne rzeczy, wszyscy sobie poszli, a mnie zostawili!"

3. Podryw na księdza
Pewnego razu Karol Wortyła wybrał się na samotną wycieczkę w góry. Ubrany sportowo, wyglądał tak, jak wielu innych turystów. W trakcie wędrówki spostrzegł, że zapomniał zegarka, podszedł więc do opalającej się na uboczu młodej kobiety i już miał zapytać o godzinę, gdy ta uśmiechnęła się. - Zapomniał pan zegarka, co? - A skąd pani wie? - zapytał zaskoczony Wojtyła. - Z doświadczenia - odrzekła - Jest pan dziś już dziesiątym mężczyzną, który zapomniał zegarka. Zaczyna się od zegarka, potem proponuje się winko, wieczorem dansing... - Ależ proszę pani, ja jestem księdzem - przerwał jej zawstydzony Wojtyła - Wie pan - odpowiedziała rozbawiona nieznajoma - podrywano mnie w różny sposób, ale na księdza to pierwszy raz.

4. Jeździć po kardynalsku
Pewnego dnia ktoś zapytał kardynała Wojtyłę: - Czy uchodzi, księże kardynale, aby kardynał jeździł na nartach? - Co nie uchodzi kardynałowi, to źle jeździć na nartach! - odpowiedział przyszły Papież.

5. Przeprosiny
Metropolita krakowski Karol Wojtyła przyjechał na pogrzeb sufragana częstochowskiego, biskupa Stanisława Czajki, niemal w ostatniej chwili. Witając się ze zgromadzonymi na uroczystości biskupami, jakoś pominął biskupa z Siedlec. Rychło jednak się spostrzegł, wrócił, podszedł do pominiętego i powiedział: - Świnia jestem, nie przywitałem Księdza Biskupa!

6. Pożegnanie biskupów
Po jednym ze spotkań Papież pożegnał polskich biskupów słowami znanej pieśni: "O cześć wam, panowie magnaci!"

7. Więcej już nic nie powiem
Przed ponad 25 laty Papież w ten sposób zakończył pierwszą audiencję dla Polaków: "Więcej już nic nie mówię, bo jeszcze bym coś takiego powiedział, że później Kongregacja Nauki Wiary musiałaby się do mnie dobrać".

strona 2

8. Opaleni kardynałowie
Pod koniec pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny, w czerwcu 1979 roku, upływającej pod znakiem upałów, Papież oznajmił, że jej pierwszy efekt jest już widoczny - opalili się towarzyszący mu kardynałowie.

9. Jakoś człapię
Podczas czwartej pielgrzymki do Ojczyzny, w Olsztynie, dziennikarzowi "Gazety Wyborczej" udało się wychylić głowę ponad tłum i zapytać Jana Pawła II o zdrowie. - A jakoś człapię - odpowiedział Papież.

10. Złość piękności szkodzi
Przed kilku laty - wspomina watykański korespondent Telewizji Publicznej, Jacek Moskwa - po modlitwie "Anioł Pański" Jan Paweł II przemawiał, niemal krzycząc. Zaraz potem, podczas audiencji w Pałacu Apostolskim, Moskwa prosił Papieża, aby na siebie uważał, bo jego chrypka zaniepokoiła dziennikarzy. - To ze złości - usprawiedliwiał się Papież. A odchodząc dodał: - A złość piękności szkodzi.

11. Z Wami dziecinnieję
Podczas jednej ze swoich wizytacji rzymskich parafii Papież - jak to miał w zwyczaju - wdał się w rozmowę z dziećmi. - Wy jesteście młodzi, a ja już jestem stary - powiedział. - Nie, nie jesteś stary - gromko zaprotestowały dzieci. - Tak, ale jak jestem z wami, to dziecinnieję - replikował Papież.

12. Mów mi wujaszku
Podczas pierwszej wizyty w USA Papież spotkał się z rodziną prezydenta Jimmy'ego Cartera. Pięcioletnia wówczas wnuczka prezydenta, mając kłopoty z wygłoszeniem powitania, powtarzała w kółko: - Jego Świątobliwość, Jego Świątobliwość. Papież, chcąc wybawić dziewczynkę z kłopotów, wziął ją w ramiona i powiedział: - Mów mi wujaszku.

13. Papieskie wagary
Podczas powitania w Monachium Papież spytał licznie obecne dzieci: "Dano wam dziś wolne w szkole?". "Tak" - wrzasnęła z radością dzieciarnia. "To znaczy - skomentował Jan Paweł II - że papież powinien częściej tu przyjeżdżać".

14. Jak się czuje piesek
Jeden z watykańskich prałatów chciał się nauczyć polskiego, więc sprowadził sobie nasz elementarz. Nauka była jednak tak pospieszna, że kiedy chciał się nową umiejętnością pochwalić przed Ojcem Świętym, coś mu się pomyliło i zamiast: "Jak się czuje Papież", rzekł: "Jak się czuje piesek?". Papież spojrzał na niego zdumiony, po czym odpalił: "Hau, hau".

15. Jan Paweł - Pawłowi
Podczas pierwszej pielgrzymki do Niemiec zebranym na mszy tak spodobały się cytowane przez Papieża słowa św. Pawła, że przerwali mu i zaczęli bić brawo. Kiedy Ojciec Święty znów doszedł do głosu, przerywając przygotowaną mowę, stwierdził: "Dziękuję w imieniu świętego Pawła".

strona 3

16. To tylko wasza konstytucja
W ostatnim dniu pielgrzymki do Polski w 1983 roku podczas pożegnania na lotnisku generał Jaruzelski poskarżył się Papieżowi, że ten w swych homiliach niezwykle surowo potraktował reżim komunistyczny. - Ja jedynie przytaczałem artykuły waszej własnej konstytucji - odparł łagodnie Papież.

17. Nie szumcie siostry nam
W hiszpańskiej Avili, gdy szum czyniony przez rozradowane zakonnice stawał się już wprost nie do zniesienia, Papież wypalił: "Te siostry, które ślubowały milczenie, hałasują tu najgłośniej".

18. Niech żyje łupież...
Podczas ostatniej pielgrzymki w Pełpinie: "Jak tak krzyczycie 'Niech żyje papież', przypomina mi się, gdy ktoś się pomylił i krzyknął: 'Niech żyje łupież'. Ja was do tego nie zachęcam".

19. Ech, popapieżyć
Ojciec Święty do odwiedzającego Go polskiego księdza: - Poczekaj chwilę na mnie, muszę trochę popapieżyć.

20. Papież nie da sobą kręcić Podczas drugiej pielgrzymki do Ojczyzny w 1983 roku tłumy krakowian gromadziły się przed domem arcybiskupów, który był rezydencją Ojca Świętego. Ludzie ani myśleli rozstać się ze stojącym w oknie papieżem i bez końca przedłużali dialog z nim. Wreszcie Ojciec Święty powiedział: "Cztery lata temu kręciliście mną, jak chcieli, a teraz już jestem starym papieżem i nie dam sobą kręcić".

21. Ten to ma dech
W czasie tej samej pielgrzymki, 22 czerwca 1983 roku, na krakowskich błoniach odbyła się beatyfikacja dwóch powstańców styczniowych - brata Alberta Chmielowskiego i ojca Rafała Kalinowskiego. W trakcie ceremonii buchnął nagle z kadzielnicy wielki płomień, z którym nie mogli sobie poradzić ani ministranci, ani księża koncelebranci. Wreszcie ówczesny ceremoniarz papieski ks. John Magee, Irlandczyk, dmuchnął tak skutecznie, że płomień zgasł i z kadzielnicy począł unosić się upragniony dymek. Wydarzenie nie uszło uwagi Ojca Świętego, który, sięgając po kadzidło, powiedział z uznaniem o swoim ceremoniarzu: "Ten to ma dech!".

22. Czy Wyborcza wybiera Papieża
Reporter "Gazety Wyborczej" podczas pielgrzymki Jana Pawła II w 1991 roku nie posiadał się ze szczęścia, kiedy stanął "oko w oko" z Papieżem, gdy ten wychodził ze swojego dawnego kościoła parafialnego w rodzinnych Wadowicach. Rozradowany krzyknął: "Pozdrowienia od polskich dziennikarzy dla Ojca Świętego". "A Pan gdzie pracuje?" - zapytał dociekliwie Jan Paweł II I tu pod reporterem ugięły się nogi, bo pomyślał sobie, że do Papieża doszły głosy, iż "Gazeta" pisze czasem krytycznie o Kościele. Odpowiedział jednak zgodnie z prawdą: "W Gazecie Wyborczej". Ojciec Święty jednak jak zwykle zachował klasę i zapytał z charakterystycznym dla siebie dowcipem: "A będziecie tam wybierać?".

strona 4

23. Nie mądrz się, lecz módl
Ojciec Jan Andrzej Kłoczowski, dominikanin, zapytał kiedyś Papieża, czy dojdzie do skutku planowane w roku jubileuszowym 2000 spotkanie przedstawicieli trzech wielkich religii: - Czy na Górze Synaj pojawią się chrześcijanie, muzułmanie i Żydzi? - dociekał zakonnik - Ty się nie wymądrzaj, ty się módl! - odpowiedział Ojciec Święty

24. Czy protestanci wstaną wcześniej
Podczas pierwszej pielgrzymki do Niemiec w 1980 roku jeden z dziennikarzy zagadnął Jana Pawła II, czy zgadza się z opinią, że za mało czasu poświęcił na rozmowy z protestantami. "W Moguncji mogę wstać o dwie godziny wcześniej, ażeby z nimi rozmawiać, ale czy oni też wcześniej wstaną?" - opowiedział Papież

25. Niesforny Papież
Jak wiadomo podczas wizyty w 1999 roku w Polsce Jan Paweł II zachorował i z tego powodu odwołano jego wizytę w Gliwicach. Ojciec Święty nie dopuścił jednak do tego, aby to śląskie miasto było jedynym miejscem na trasie jego pielgrzymki, którego nie odwiedził. Niespodziewanie w ostatnim dniu wizyty, 17 czerwca, przybył do Gliwic, a zebranemu pół milionowi wiernych dziękował za "świętą cierpliwość dla Papieża". Posługując się gwarą śląską, Jan Paweł II tak oto dialogował z tłumem:
- Widać, że Ślązak cierpliwy i twardy, bo ja bym z takim Papieżem nie wytrzymał. Ma przyjechać, nie przyjeżdżo, potem znowu ni ma przyjechać - przyjeżdzo.
- Nic nie szkodzi - odparli wierni.
- No, to dobrze. Jak nic nie szkodzi, to jakoś ze spokojnym sumieniem odjadę do Rzymu.

26. Ja w tym wieku byłem papieżem
W 1992 roku ojciec Leon Knabit został zaproszony na kolację do Ojca Świętego w pałacu watykańskim. W pewnym momencie Papież nieoczekiwanie zapytał: "To ile ojciec ma właściwie lat?".
- "Sześćdziesiąt trzy" - odparł benedyktyn.
- O to w tym wieku ja już byłem papieżem - odrzekł Jan Paweł II.
- Wiem o tym. Wiem i bardzo mi wstyd - powiedział ociec Leon i obaj wybuchnęli śmiechem.

27. Kurczę jest tańsze
Ksiądz Mieczysław Maliński, przyjaciel Ojca Świętego, podczas jednej ze swoich wizyt w domu papieskim nie posiadał się ze zdumienia, kiedy siostra usługująca do stołu papieżowi przyniosła gospodarzowi na kolację rybę, a jemu podała na talerzu kurczaka. Ksiądz Mieczysław zapytał: "Dlaczego?"
- Dostałeś kurczę, bo kurczę jest tańsze - oznajmił z uśmiechem Ojciec Święty.

28. Kluger za Papieża?
W 1997 roku, podczas wizyty w Zakopanem, Jan Paweł II spotkał się w "Księżówce" ze swoimi kolegami gimnazjalnymi Teofliem Bojesiem i Stanisławem Jurą. - Jak długo zamierza Wasza Świątobliwość zostać z nami w Polsce tym razem? - zapytał Jura - mam nadzieję, że przynajmniej miesiąc? - Och, nie - odpowiedział Jan Paweł II - Muszę wracać do Rzymu pojutrze. Wiecie, że jestem papieżem. Mam dużo pracy w Watykanie. - Dlaczego uciekasz tak szybko - spytał Jura - Czyż nie zostawiłeś tam Jurka Klugera w zastępstwie?

strona 5

29. Znowu te ptopty
W jednym z polskich miast, gdzie przygotowano na obiad kurczaka, Jan Paweł II miał powiedzieć z dezaprobatą: "Znowu te ptopty".

30. Był też nauczycielem
Była sesja zimowa. Czekaliśmy na ks. prof. K. Wojtyłę, który miał egzaminować z etyki. Po dwóch godzinach wszyscy rozeszli się do domów, poza jednym kolegą księdzem, który przez cały semestr nie był na ani jednym wykładzie ks. prof. Wojtyły, gdyż w tym czasie wyjeżdżał na wystawy malarstwa do Warszawy. Ksiądz Profesor prosto z opóźnionego pociągu przyszedł pod salę egzaminacyjną. Wyglądał bardzo młodo, nie wyróżniał się wizualnie wśród księży studentów, którzy byli parę lat młodsi od niego. Ksiądz student pyta K. Wojtyłę, którego wcześniej nie widział na oczy:
- Stary, ty też na egzamin?
- Tak - odpowiedział zgodnie z prawdą Ksiądz Profesor, nie dodając ważnego szczegółu, że w charakterze egzaminatora. Ksiądz student zaczął ubolewać nad spóźnieniem egzaminatora, a tenże w mig zorientował się, że czekający nie uczęszczał na wykłady. Usiadł obok niego i zaczęli godzinną rozmowę związaną z zagadnieniami etyki, które były przedmiotem wykładów. Ksiądz student z podziwem popatrzył na ks. Wojtyłę i stwierdził:
- Stary, jak ty jesteś obkuty! Proszę cię, jeśli przyjdzie Ksiądz Profesor, to nie wchodź przede mną na egzamin, bo z pewnością obleję!
- Dobrze - zgodził się pokornie ks. Wojtyła - ale powiedz mi szczerze, dlaczego nie byłeś na ani jednym wykładzie?
- Bo wiesz, panuje powszechna opinia, że jego wykłady są bardzo trudne i wręcz abstrakcyjne, ale gdyby miał taki dar przekazywania wiedzy jak ty, to słuchałbym go z największą przyjemnością.
- Dobrze, to daj indeks - powiedział Ksiądz Profesor.
- Co ty, żarty sobie stroisz? - zapytał ksiądz student, na co usłyszał:
- Daj indeks, jestem Wojtyła - i Ksiądz Profesor wpisał oniemiałemu z przerażenia koledze 4+, z uwagą, by jednak w przyszłym semestrze zaczął uczęszczać na wykłady, by samemu wyrobić sobie sąd o wykładowcy. Tym pozornie małym wydarzeniem, o którym dowiedzieliśmy się natychmiast, zyskał taką sympatię, że bariera iluzorycznego strachu została pokonana na zawsze...

31. Komu lektykę
Papież głośno rozmyśla przy licznych współpracownikach: - Co ja zrobię z tymi sedia gestatoria (lektykami papieskimi)? Kurzą się, miejsce zajmują. Paweł VI sprzedał tiarę i pieniądze rozdał ubogim, ale komu ja to sprzedam? Wiem... (i tu pada nazwisko jednego z polskich biskupów).

32. Siostrzyczka Tomciu Paluszka
W czasie jednej z ceremonii na Placu świętego Piotra Papież, przechodząc wzdłuż barier, zauważa małą dziewczynkę, zagubioną w tłumie, ludzie podają mu ją ponad barierą, a on bierze ją za rękę i wędrują we dwoje po wyłożonej czerwonym suknem drodze do tronu. I tu nagle wkraczamy w bajkę: kolumnada Barniniego staje się lasem o pniach bez gałęzi. Ojciec Święty w obszernych szatach, z mitrą błyszczącą w słońcu, staje się jakiś królem z legendy, a dziewczynka - siostrzyczką Tomcia Paluszka. Doszedłszy do tronu, legendarny król podnosi dziecko w górę tak, żeby zewsząd można je było zobaczyć i przybiegający z głębi placu rodzice odbierają je z papieskich rąk.

strona 6

33. Tylko nie mówicie Papieżowi!
Kiedy Papież przebaczył swojemu zamachowcy - Alemu Agcy - do Andre Frossarda zgłosił się pewien Polak, twierdząc, że wie na pewno, "jacy ludzie włożyli broń w rękę Turka". Frossard rzucił z pośpiechem: "Niech Pan tylko tego nie mówi Ojcu Świętemu! Jeszcze każe nam się za nich modlić!".

34. Biskup i góral
W czasie jednej z wędrówek po górach biskup Karol Wojtyła spotkał górala, który - widząc wędrowca utrudzonego i zakurzonego - zapytał go, kim jest. - Biskupem! - odpowiedział zziajany Karol - Jak wyście som biskupem, to jo jestem papieżem! - wzruszył ramionami góral.

35. Najprzystojniejszy kardynał
Kiedyś, podczas wizytacji jednej z podhalańskich parafii przejęta z wrażenia gaździna pomyliła przygotowany tekst powitania kardynała Karola Wojtyły i zamiast zatytułować go "najdostojniejszym", powiedziała "Witojcie nom najpsystojniejsy księze kardynale". On zaś spojrzał na nią z filuternym błyskiem w oku i odparł: "No, coś w tym jest".

36. A co, nie wolno mi?
Kiedy po Krakowie rozeszła się wieść, że 29 maja 1967 roku arcybiskup Karol Wojtyła został kardynałem, ojciec Leon Knabit, benedyktyn z Tyńca, znany obecnie z prowadzenia programów telewizyjnych, pogratulował nominowanemu w typowy dla księży sposób: ukląkł na jedno kolano i pocałował go w rękę. Ku zaskoczeniu ojca Leona świeżo upieczony kardynał zrobił dokładnie to samo. "Proszę Księdza Kardynała!" - zawołał zmieszany i zażenowany benedyktyn. "A co, nie wolno mi?" - odparł z figlarnym uśmiechem przyszły papież.

37. Wierszyki na różne okazje
Podczas wypraw turystycznych ze studentami ks. Karol Wojtyła, zwany "Wujkiem", często układał wierszyki i piosenki do różnych sytuacji. W 1957 roku w Bieszczadach recytował taki oto dwuwiersz:
"Rano mnie chwalą, wieczorem mnie ganią
i jak tu można wierzyć tym... paniom".
W 1952 roku swojej podopiecznej, świeżo upieczonej nauczycielce, podarował notes z dedykacją:
"W tym notesie nie pisz dwójek,
o to prosi Cię dziś Wujek!".
W 1955 roku, podczas spływu kajakowego na Drawie, cała grupa, potwornie zmęczona, dotarła na biwak o zmroku. Jedynie "Wujek" nie tracił rezonu i całą sytuację spuentował rymowanką:
"Za te całodzienne harce,
Zmówię brewiarz przy latarce".
Wierszyki do różnych sytuacji układał również będąc biskupem i kardynałem. Kiedy wyjeżdżając na narty do Zakopanego zatrzymał się w klasztorze urszulanek na Jaszczurówce, "dokuczał" jednej z sióstr, o imieniu Alfonsa, ułożonym przez siebie wierszykiem:
"Siostra Alfonsa na mnie się dąsa".

strona 7

38. Nie ma chrztu bez wody
15 maja 1977 roku, po wielu trudnościach i po długoletnich oczekiwaniach na pozwolenie budowy kościoła, odbył się wreszcie długo oczekiwana konsekracja świątyni w Nowej Hucie-Bieńczycach. Na uroczystościach w mieście, gdzie według założeń władz komunistycznych nie miało być miejsca dla Boga, przybyło kilkadziesiąt tysięcy osób. Stali oni cierpliwie kilka godzin mino nieustannie padającego ulewnego deszczu. Kardynał Karol Wojtyła dodawał im ducha słowami: "Konsekracja to jakby chrzest, a gdzie jest chrzest, tam musi być i woda".

39. Czy jest tu biskup?
W 1960 roku, wracając po Bieszczadach, grupa "Wujka" wsiadła do pociągu do Krakowa w Sanoku. Nagle do przedziału wtargnął konduktor i zakrzyknął: "Czy jest tu Biskup?". Wszyscy zaniemówili, nie widząc o co chodzi. Widząc zdziwione miny, konduktor wyjaśnił: "Uczeń Biskup z Rybnika". Pierwszy ocknął się ks. Wojtyła, który był już wówczas biskupem i odpowiedział: "Nie, nie ma go tutaj". Okazało się, że konduktor znalazł legitymację niefortunnego Biskupa i szukał go, by mu ją oddać.

39. Papież to nie mistrz olimpijski
Pracownicy Watykanu nie mogli pogodzić się z tym, że nowy papież nie chce korzystać z lektyki papieskiej, zwanej sedia gestatoria. "Bez sedia gestatoria Ojciec Święty nie będzie widziany, może więc jakiś podest?" - nie dawali za wygraną "watykańczycy". "Na podest nie wejdę, nie jestem mistrzem olimpijskim!" - oznajmił stanowczo Jan Paweł II.

40. Górale obronią
Nazajutrz po uroczystości inauguracji pontyfikatu, 23 października 1978 roku, papież spotkał się w Auli Pawła VI ze swoimi rodakami licznie przybyłymi do Rzymu. Dostrzegłszy górali w pięknych, tradycyjnych strojach, podszedł do nich i powiedział: - "No, jacyż to z was są górale, co ciupagi macie, a swojego metropolitę toście wypuścili z Krakowa?". Na to Staszek Trzebunia odpowiedział: "Przecież jakby się tu wom jaka krzywda działa, to my przyjdziemy i was bydziemy bronić!".

W momencie, kiedy przygotowano ten tekst, Papież jeszcze żył. Tym bardziej teraz pamiętajmy nie tylko o tym, że odszedł, ale o tym, jak wielkim człowiekiem był przez te wszystkie lata, szczególnie dla nas, Polaków. Nie tylko był człowiekiem wielkim, dobrym, otwartym, ale zawsze też potrafił w tym, co nas otacza, znaleźć coś przekornego, coś figlarnego, coś, co ma w sobie to drugie znaczenie. Teraz jest po drugiej stronie życia i jestem przekonany, że chce, abyśmy w naszym smutku też o tym pamiętali.

www.duchprawdy.com

strona 8

41. O Wielkiej Krokwi i herbacie
Najsłynniejsza polska pielęgniarka, Helena Warszawska, przez wiele lat pracująca w Poradni Sportowo-Lekarskiej w Centralnym Ośrodku Sportowym w Zakopanem tak wspomina spotkanie z biskupem Karolem Wojtyłą ("Karol Wojtyła w góralskiej anegdocie"), spisane przez Wojciecha Jarzębowskiego.
"Ojciec Święty, gdy jeszcze jako biskup Karol Wojtyła przyjeżdżał zimą na narty do Zakopanego, lubił oglądać skoki narciarskie na Wielkiej Krokwi. Nigdy nie siedział na trybunach, lecz stał z boku, na przedzie trybun, tak aby widzieć lot skoczka z profilu (...).
No i pewnego razu, a był wtedy podczas konkursu skoków pieroński mróz, właśnie rozdaję w tekturowych kubeczkach herbatę podchodzącym skoczkom i dostrzegam przy barierce jakiegoś kibica narciarskiego, w skafanderku, w czapeczce 'marusarce' na głowie. Zmarzł, bo przytupywał butami. Był przystojny, lecz tą przystojnością taką onieśmielającą. Krótko mówiąc, poczułam do niego okolicznościową sympatię. Do kubka nalałam gorącej herbaty, podchodzę i mówię:
- Napij się synku, bo mróz po dupkach szczypie. Uśmiechnął się, powiedział, że z przyjemnością się napije, miło jakoś tak podziękował.
Ja, gdy kogoś lubię, to bez względu na jego rangę, mówię, albo 'syneczku', albo 'laleńko'. Kiedyś do ministra zdrowia powiedziałam: - 'Nałóż kapcie, laleńko' i grzecznie nałożył, gdy przyszedł obejrzeć przychodnię.
Do tego sympatycznego kibica miałam chęć coś jeszcze powiedzieć, a raczej zakląć na ten mróz, po mojemu, że uszy więdną: ale przeczuł to Stasiu Bobak, najlepszy wówczas nasz skoczek, który znał mój repertuar góralski i odciągnął na bok. Mówi: - 'czy siostra wie, kto to jest?'. To jest biskup Wojtyła z Krakowa.
Ja na to Staszkowi: - Gdyby ten biskup był nawet papieżem, też na mrozie w dupki by marzł i od Warszawskiej herbatkę pił.
Niedaleko staliśmy od barierki i widzę kątem oka, jak mój biskup uśmiecha się. Słyszał rozmowę. Nie zrażona wołam do niego: - Podać drugą? Kiwnął głową. Mówię do Bobaka: - 'Widzisz i nie pogniewał się!'".

42. Wizyta arcybiskupa
Niemal całe miasteczko zebrało się przy parafialnym kościele w oczekiwaniu na przyjazd biskupa. Orkiestra dęta 'pożyczona' z powiatu szykowała się do odegrania powitalnego marsza triumfalnego. Proboszcz co chwila nerwowo pocierał ręce, organista zaś kręcił się przy swoim chórze kościelnym udzielając ostatnich wskazówek. Wszyscy wypatrywali nie tyle zresztą w siną, ile raczej białą dal - jako że była to zima. Coś nagle zamajaczyło się na horyzoncie. Jedzie, jedzie! - rozległy się gorączkowe głosy w tłumie. Czarna kulka, hen na zbiegającej stromo ku miasteczku drodze, powiększyła się - wpierw obiecująco, później ku ogólnemu zawodowi: 'Toć to narciarz, a nie żadna lemuzyna biskupia!'.
Narciarz zbliżał się do oczekującego tłumu i niektórzy ze zdziwieniem spostrzegali, że spod narciarskiej kurtki widać było czerwoną sutannę. Dziwne to było, co prawda, któż jednak czas się nad tym zastanawiać, skoro nareszcie pojawiła się w dali ciemna plama, która nie mogła być czymkolwiek innym, jak właśnie samochodem arcybiskupa. Wśród tłumu przetoczył się szmer podniecenia i wszyscy gorączkowo wpatrywali się w dobrze już teraz widoczną ciemną limuzynę. W międzyczasie samotny narciarz w sutannie zatrzymał się tuż przy chórze kościelnym, zdjął narty i spokojnie bez pośpiechu wszedł do kościółka.
Auto arcybiskupa zbliżało się. Proboszcz dał znak i orkiestra dęta 'gruchnęła' triumfalnego marsza. Gdy samochód zatrzymał się, proboszcz podbiegł, by otworzyć ekscelencji drzwi. Organista wzniósł ręce do góry czekając na ukazanie się arcybiskupa, tłum wołał: 'Wiwat! Niech żyje!' Ktoś już nawet zaczynał tradycyjne 'Sto lat', gdy nagle zrobiło się cicho jak makiem zasiał. Wszyscy z wytrzeszczonymi oczyma patrzyli na otwarte drzwi limuzyny, przez które widać było, że na tylnym siedzeniu nikt nie siedział. 'Nie ma arcybiskupa - bąknął rozpaczliwie proboszcz'. Tłum nadal stał cicho i jakby bez ruchu, gdy wtem w drzwiach kościółka ukazał się ministrant w białej komży: 'Arcybiskup jest już przy ołtarzu!' - darł się wniebogłosy. 'Chodźcie do kościoła'".
źródło: wp.pl

strona 9

43. Wypowiedź człowieka z gwardii watykanskiej.
"Ilekroć Papież przechodził obok nas a my staliśmy wyprostowani jak struny, i z poważną miną, zawsze to pociągał nas za guziki albo za troczki żeby nas rozsmieszyć... zawsze Mu się udawało."

44. Nie macie szans
Młodzież krzyczy: - Niech żyje papież!
A papież odpowiada: - Niech żyje młodzież!
Na to Młodzież głośniej: - Niech żyje papież!!
A papież znowu: - Niech żyje młodzież!!
Młodzież zareagowała jeszcze głośniej.
Papież natomiast: - Nie macie ze mną szans.

45. Telefon do szpitala
Pewnego razu Ojciec Święty Jan Paweł II siedział w swoim gabinecie i pracował. W jakimś momencie wykręcił numer szpitala w Szwajcarii, gdyż leżał tam jego chory przyjaciel, ks. biskup Andrzej Deskur. Bez trudności uzyskał rozmowę telefoniczną ze szpitalem i wtedy poprosił o połączenie z pokojem, gdzie leżał chory Biskup. Dociekliwa telefonistka zapytała: - A kto mówi?
- Papież! Padła lapidarna odpowiedź.
Panienka na chwilę zaniemówiła, a potem odpowiedziała rezolutnie:
- Z pana taki papież, jak ze mnie cesarzowa chińska!
Gdy wszystko wyszło na jaw, chciano ponoć zwolnić z pracy ową urzędniczkę, ale Ojciec Święty natychmiast się za nią wstawił, gdyż - jak sam wyznał - "setnie się ubawił".

46. Niedziela palmowa w Watykanie.
Po bardzo meczącej dla Ojca Świetęgo mszy i procesji, Papa wraca do swoich apartamentow. Hiszpańska pielgrzymka mlodzieży drze się wniebogłosy. Wołają Papieża. I faktycznie, okno zostaje otwarte, mikrofon wystawiony, Papież wychodzi, macha do nich i mówi: - Idźcie już. A odpowiedź: - Nie,
- Ależ idzcie już, bo będziecie zmęczeni. - NIE
- No więc pytam się was po raz trzeci: idziecie spać? - NIE!
- Róbcie jak chcecie, ale ja idę. - NIE!
- Ja idę, ja idę, choćbyście nie wiem jak krzyczeli, to ja idę. Ja muszę jutro rano chodzić na nogach, a nie na rzęsach. Do-bra-noc!

47. Siostrzyczka Tomcia Paluszka
W czasie jednej z ceremonii na Placu świętego Piotra Papież, przechodząc wzdłuż barier, zauważa małą dziewczynkę, zagubioną w tłumie, ludzie podają mu ją ponad barierą, a on bierze ją za rękę i wędrują we dwoje po wyłożonej czerwonym suknem drodze do tronu. I tu nagle wkraczamy w bajkę: kolumnada Barniniego staje się lasem o pniach bez gałęzi. Ojciec Święty w obszernych szatach, z mitrą błyszczącą w słońcu, staje się jakiś królem z legendy, a dziewczynka - siostrzyczką Tomcia Paluszka. Doszedłszy do tronu, legendarny król podnosi dziecko w górę tak, żeby zewsząd można je było zobaczyć i przybiegający z głębi placu rodzice odbierają je z papieskich rąk.

strona 10

48. Telefon
Po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce, na świecie zamieszanie, Zbigniew Brzeziński (ówczesny doradca prezydenta USA) miał nawiązać kontakt z Watykanem. Z trudnościami zdobył telefon do Stolicy Apostolskiej i udało mu się porozmawiać z Papieżem. Na koniec rozmowy poprosił:
- Czy Wasza Świątobliwość zechciałby udostępnić prywatny numer telefonu do wykorzystania w nagłym wypadku?
Papież odsunął słuchawkę i do księdza Dziwisza nieśmiało:
- Czy ja mam jakiś prywatny telefon?

49. Starość nie radość
Kiedy jeden z biskupów zagadnął Papieża, gdy Ten już nie mógł długo stać i siedział:
- No cóż, starzejemy się, Ojcze Święty.... Papież odparł:
- Tak, ale ja od nóg.

50. Słaby narciarz
Karol Wojtyła, zanim został Papieżem, znany był z ciętego języka. Jeszcze w Krakowie, gdy dowiedział się, że ks. Adam Boniecki (szef "Tygodnika Powszechnego") złamał nogę na nartach, stwierdził: - Tak to już jest, jak ktoś najpierw jeździ, a dopiero potem się uczy.

51. Basen kąpielowy
Gdy Karol Wojtyła został Papieżem, od razu zdał sobie sprawę, że Jego nowe obowiązki będą wymagać nie lada sił, także fizycznych. Nagła śmierć Jana Pawła I po zaledwie 33 dniach pontyfikatu była wielce wymowna. W rezydencji Castel Gandolfo kazał zbudować basen. To wywołało w mediach krytykę, a Jana Pawła II zaczęto oskarżać o rozrzutność i ... egoizm. Co na to odpowiedział? - Papież potrzebuje ruchu. Nowe konklawe będzie kosztować dużo więcej.

Cudowne wspomnienia o Janie Pawle II i o górach...


Rzeczpospolita z dni 7 i 8 kwietnia 2005 roku opublikowała dwa niezmiernie ciekawe teksty redaktorów. Moniki Rogozińskiej i Lorenzo Scandroglio. Opisano w nich narciarskie wojaże Karola Wojtyły w Tatrach, spotkanie Ojca Świętego z Wandą Rutkiewicz, informacje o papieskich pamiątkach na Evereście oraz wspólne narciarskie wojaże w Alpach z prezydentem Włoch Sandro Pertinim. Wszyscy bohaterowie owych wspomnień już nie żyją - więc tym większa staje się ich wartość.

52. Mówił, że w górach można usłyszeć Boga.
Lata 70. Pierwsza niedziela po Bożym Narodzeniu, odpust w kościele Świętej Rodziny w Zakopanem. Jak co roku arcybiskup krakowski Karol Wojtyła wizytuje parafię. Potem jedzie do Kuźnic, by z nartami na ramieniu wsiąść do kolejki na Kasprowy Wierch. Dominikanin i ratownik TOPR, ojciec Leonard Węgrzyniak, który od 1971 r., na mocy dekretu arcybiskupa, gazduje w kaplicy Królowej Tatr, opowiada: - Zawsze herbatę wypił, pogwarzył, spytał o to, co się dzieje w górach.

strona 11

53. Józef Uznański o Janie Pawle II
Józef Uznański, 81-letni senior ratowników tatrzańskich: - Nikt by w tym skromnie ubranym człowieku nie rozpoznał arcybiskupa. Nie uznawał banalnego narciarstwa typu "wyciąg-zjazd". Lubił prawdziwą turystykę: podejść, zmęczyć się, zjechać po świeżym śniegu na Kondratową albo przez Halę Gąsienicową do Jaszczurówki. Pamiętam, jak wpadał do dyżurki na Kasprowym, żeby zapytać o warunki. Siedział przez chwilę w dyżurce albo na tarasie i podziwiał panoramę.

54. Papież widział już Tatry
Górale wiedzieli: Jan Paweł II kocha Tatry. Ile razy pielgrzymował na Podhale, tyle razy palili ogniska, czuwali, czekali, Pieczołowicie przygotowywali lądowisko dla helikoptera. Podczas pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski w 1979 r. oficjalny program nie przewidywał Jego wizyty w Tatrach. Mimo to na najwyższym w całości polskim szczycie widocznym z Zakopanego, Kozim Wierchu, zawisła wielka, biało-żółta flaga. Przez całą noc przed wizytą Ojca Świętego szyli ją pracownicy schroniska w Dolinie Pięciu Stawów.I rzeczywiście po mszy świętej w Nowym Targu, wbrew ustaleniom, dwa papieskie helikoptery skierowały się ku zachmurzonym Tatrom. Ponieważ rozpętała się burza musiały zawrócić. Ojciec Święty żartem pogroził górom: - Papież widział już Tatry, ale Tatry nigdy jeszcze nie widziały papieża.

55. Z Wandą Rutkiewicz
Tuż przed odlotem do Rzymu, w Pałacu Biskupów Krakowskich, Jan Paweł II spotkał się z himalaistką Wandą Rutkiewicz. Wiedział, że zdobyła Everest w tym samym dniu, w którym został papieżem.
- To była niezwykła scena - opowiada inicjator spotkania Zbigniew Święch. Jan Paweł II biegł po schodach. Gdy nas zobaczył, wyciągnął ręce w papieskim geście, ale najpierw podszedł do wiszącego krucyfiksu i ucałował stopy Chrystusa. Wanda padła na kolana.
Papież podniósł ją ze słowami: "Pani Wando, ludzie gór witają się stojąc. Dobry Bóg tak chciał, że oboje tego samego dnia weszliśmy tak wysoko. Czy pani sama była na Mount Evereście?.
A Wanda na to: - "Najwyższych szczytów nie zdobywa się samotnie".
Papież się roześmiał: - Coś mi wiadomo na ten temat.
Himalaistka wręczyła Ojcu Świętemu srebrną płytkę z kamykiem i wygrawerowanym napisem, że pamiętnego dnia 16 października 1978 r. zniosła ten kamyk ze szczytu Everestu. Jan Paweł II odwzajemnił podarunek różańcem z pereł. Na koniec objął Rutkiewicz i powiedział po cichu: "Proszę przyjechać do mnie na Watykan. Urwiemy się w góry we dwójkę, nie bacząc na to, co ludzie powiedzą...".

56. Papieski różaniec na szczycie Everestu
17 lutego 1980 r., na szczycie Everestu inny papieski różaniec zostawili pierwsi zimowi zdobywcy najwyższej góry - Krzysztof Wielicki i Leszek Cichy. Różaniec dała im matka Staszka Latały, filmowca, który zginął podczas wyprawy na Lhotse. Wiadomość o wniesieniu różańca, pogłoski o umieszczeniu krzyża na szczycie i telegram wysłany przez wyprawę do papieża rozwścieczyły komunistyczne władze PRL. Pierwszy sekretarz PZPR zrezygnował ze spotkania z alpinistami. Andrzej Zawada, szef wyprawy powtarzał, że list z gratulacjami papieża wynagrodził alpinistom wszystkie nieprzyjemności.

strona 12

57. Dedykacje dla Jana Pawła II
W 1981 r. po informacji o zamachu na papieża, polscy wspinacze zadedykowali Janowi Pawłowi nową drogę, na ośmiotysięczną Annanapurnę z Himalajach.
Imię papieża nosi też piękny wodospad na rzece Colca w Andach, którzy jako pierwsi przepłynęli krakowscy kajakarze.

58. Góry to miejsce spotkania z Bogiem
Buddyjskie przysłowie mówi, że "wielkie rzeczy się dzieją, gdy się spotykają ludzie z górami". Co myślał Jan Paweł II o górach?.
W 1986 r. w Alpach, w przeddzień dwusetnej rocznicy zdobycia Mont Blanc powiedział:
- Od zarania dziejów góry stanowią dla ludzkości uprzywilejowane miejsce spotkania z Bogiem i Jego nieskończoną wielkością (...) W górach milknie bezładny zgiełk miasta, panuje cisza bezimiennych przestrzeni, która pozwala człowiekowi lepiej usłyszeć wewnętrzne echo głosu Boga. Patrząc na szczyty ma się wrażenie, że ziemia wznosi się ku górze, jak gdyby pragnęła dotknąć nieba; człowiek widzi w tym niejako wyjaśnienie własnego dążenia do transcendencji i nieskończoności.

59. Superdiretissima
Na internetowym forum po śmierci papieża pojawił się wpis jednego ze wspinaczy:
"Tak, wytyczył wspaniałą drogę. Wielu z nas przystawiało się już wielokrotnie do tej linii. Często spadamy na samym starcie, czasami schodzimy na boki - wytyczając jakieś obejścia, warianty, innym razem rezygnujemy po kilku mocnych sekwencjach, ale naprawdę warto wracać i uczyć się Prawdziwej Superdiretissimy" (najkrótszej i najtrudniejszej drogi na szczyt). Ktoś inny dopisał: DAJ MU, PANIE POKÓJ Z WIDOKIEM NA TATRY".

60. Na lodowcu
W lipcu 1984 r. cały świat zobaczył w telewizji, pierwszy raz w historii, papieża na nartach w sportowej kurtce na lodowcu Adamello w Alpach. Ówczesny prezydent Włoch, stary socjalista Sandro Pertini (zmarł w 1990 r.) lubił opowiadać o niespodziance, jaką sprawił mu telefon od Jana Pawła II.
- Panie prezydencie, czy zechciałby pan pojechać ze mną na narty w Adamello w ten weekend? - zapytał papież.
"Był piątek - wspominał prezydent Pertini. - Zaskoczony przyjąłem zaproszenie. Paliłem fajkę przyglądając się, jak jeździ. W końcu powiedziałem: Wasza Świątobliwość jest mistrzem, robi skręty jak jaskółka". Niezapomniane wydarzenie pełne było zabawnych sytuacji. W schronisku papież i prezydent razem jedli typowe włoskie danie z grubym makaronem zwane nie wiadomo dlaczego Strozzapreti (udusić księży). Papież z takim apetytem pałaszował posiłek, że socjalistyczny prezydent nie mógł powstrzymać się od śmiechu. Chwilę później obydwaj serdecznie się śmiali.
Gospodarz schroniska leżącego na wysokości 3040 m. Lino Zani, przewodnik, człowiek gór, który 21 lat temu towarzyszył przez tamte dwa dni Ojcu Świętemu, pamięta coś wyjątkowo charakterystycznego dla tego papieża:
"Zwracaliśmy się do Jana Pawła w trzeciej osobie - Wasza Świątobliwość. Próbował nas parokrotnie przekonać, by w górach mówić do Niego po imieniu - Karol... On. jedna z najważniejszych postaci świata! Jego prostotę ja i moja rodzina odczuliśmy po wyjeździe prezydenta. Zostaliśmy sami z papieżem. Jedliśmy razem w kuchni i rozmawialiśmy jak starzy przyjaciele z gór".
Od tego czasu Lino Zani wiele razy spotykał papieża. Jeździł do Watykanu na publiczne audiencje. Jan Paweł II zawsze zwracał się do niego, wspominając z nostalgią tamte chwile w Adamello. W styczniu tego roku spotkał papieża ostatni raz. "Stałem w drugim czy trzecim rzędzie zasłonięty przez ludzi. Ojciec Święty siedział na tronie-wózku inwalidzkim. Dostrzegł mnie jednak i rozpoznał. Oczy Mu na chwilę rozbłysły, skinął głową i delikatnie uśmiechnął się. Byłem poruszony jak zawsze...".

strona 13

61. Wolność, to jedzenie sardynek
Pewnego dnia Jan Paweł II siedział nad brzegiem potoku w Lorenzago nel Cadore w Dolomitach i jadł. Widząc zdumione spojrzenie turysty, który niespodziewanie nadszedł, stwierdził: "Wolność, to jedzenie sardynek z puszki".

62. W Dolomitach i Apeninach
Jan Paweł II spędził sześć razy po dwa tygodnie wakacji w Dolomitach (północno-wschodnia część Włoch) oraz dziewięć razy w Dolinie Aosty w wiosce Introd (północno-zachodnia część Włoch w pobliżu Mont Blanc). Czasami udawał się w niższe góry: w Apeniny w centralnej części południowych Włoch do Gran Sasco, ale wolał Alpy.

63. Życzenia dla polskich alpinistów i himalaistów
O sukcesach polskich alpinistów i himalaistów tak powiedział 17 lutego 1980 roku w Watykanie:
Cieszę się i gratuluję sukcesu moim Rodakom, pierwszym zdobywcom najwyższego szczytu świata w historii zimowego himalaizmu. Życzę Panu Andrzejowi Zawadzie i wszystkim Uczestnikom wyprawy dalszych sukcesów w tym wspaniałym sporcie, który tak bardzo ujawnia "królewskość" człowieka, jego zdolność poznawczą i wolę panowania nad światem stworzonym. Niech ten sport, wymagający tak wielkiej siły ducha, stanie się wspaniałą szkołą życia, rozwijającą w Was wszystkie wartości ludzkie i otwierającą pełne horyzonty powołania człowieka. Na każdą wspinaczkę także tą codzienną, z serca Wam błogosławię.
Autor: Andrzej Matuszczyk Żródło: e-beskidy.com

64. O tym jak Jan Paweł II wymykał się z Watykanu
Fragment wspomnień kardynała Stanisława Dziwisza na temat potajemnych narciarskich wypraw Jana Pawła II opublikował włoski dziennik "Il Messaggero". Rozdział pochodzi z książki napisanej przez metropolitę krakowskiego we współpracy z watykanistą Gian Franco Svidercoschim "Życie z Karolem", Polska wersja "Świadectwo".
Osobisty papieski sekretarz ujawnia, że Jan Paweł II, który miał kłopoty z przyzwyczajeniem się do "zamknięcia" w Watykanie, około stu razy udawał się ze swymi najbliższymi współpracownikami i przyjaciółmi na sekretne wycieczki w góry, przede wszystkim do Abruzji.
"Nikt nic nie wiedział, ani w Watykanie, ani dziennikarze. Pierwszy raz to była prawie ucieczka" - wspomina kardynał Dziwisz. Decyzja o wyjeździe na narty była - jak to ujął - "zbiorowa" i zapadła przy stole. Miejsce - Ovindoli w Abruzji, zasugerował ks. Tadeusz Rakoczy (dziś biskup bielsko-żywiecki), który sam jeździł tam na nartach. "Dla bezpieczeństwa - dodaje kardynał Dziwisz - dwa czy trzy dni wcześniej ks. Józef Kowalczyk (obecny nuncjusz apostolski w Warszawie, wówczas pracownik watykańskiego Sekretariatu Stanu) pojechał tam na rekonesans, by uniknąć niespodzianek".
Metropolita krakowski opowiada w swej książce, że do pierwszej potajemnej wycieczki na narty doszło - o ile, jak zaznacza, dobrze pamięta - 2 stycznia 1981 roku.
"Wyjechaliśmy około godziny dziewiątej z pałacu w Castel Gandolfo samochodem ks. Józefa, by nie rzucić się w oczy Gwardii Szwajcarskiej. Ks. Józef prowadził, a obok niego siedział ks. Tadeusz i udawał, że czyta gazetę; trzymał ją całą rozłożoną przykrywając w ten sposób Ojca Świętego, który był z tyłu, ja byłem obok niego" - opowiada kard. Dziwisz.
Podkreśla, że ks. Józef Kowalczyk prowadził samochód niezwykle ostrożnie przestrzegając ograniczeń prędkości i zwalniając na każdych pasach. "Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby doszło do wypadku, albo gdyby samochód się zepsuł" - dodaje kard. Dziwisz. Według jego relacji, papież był zachwycony tym, że mógł jeździć na nartach i bardzo wdzięczny swym współpracownikom za zorganizowanie tej wyprawy. Wracając do Rzymu Jan Paweł II powiedział z uśmiechem: "No to nam się udało!".
Papieski sekretarz opowiada, że także podczas następnych wypraw starano się znaleźć miejsca, gdzie było pusto, ale nie zawsze to się udawało: "Ojciec Święty zachowywał się jak najzwyklejszy narciarz. Był ubrany jak wszyscy: kombinezon, czapka, ciemne okulary. Ustawiał się w kolejce razem z innymi ludźmi. Przezornie jednak jeden z nas stawał z przodu, a drugi z tyłu trzymając skipass, by wjechać na górę".
"To wyda się niesłychane, ale nikt go nie rozpoznawał. Także dlatego, że nikt nie mógł sobie wyobrazić papieża, jeżdżącego na nartach!". Ujawnia, że podczas jednej z wypraw Jana Pawła II rozpoznał na stoku chłopiec w wieku około 10 lat. Zatrzymał się i krzyknął do swoich kolegów: "Widzieliście? To papież! Papież!". Jak opowiada sekretarz Jana Pawła II, sytuację uratował ks. Tadeusz Rakoczy mówiąc do chłopca: "Co ty mówisz, głupku! Pospiesz się, bo zaraz zgubisz kolegów". "My zaś popędziliśmy w dół do samochodu i ruszyliśmy w drogę powrotną do Rzymu" - relacjonuje kardynał Stanisław Dziwisz.
Za interia.pl/PAP

strona 14

65. Definicja mnicha
Karol Wojtyła jeszcze jako kardynał na widok (bardzo szczupłego) ojca Leona z Tyńca mówił:
Oto definicja mnicha: "kupa kości owiniętych w czarny materiał".

66. Czytelnik
Od kiedy stanem zdrowia Jana Pawła II zaczęły bardzo interesować się media, Papież pytany o zdrowie odpowiadał:
"Nie wiem, nie zdażyłem jeszcze przeczytać porannej prasy".

67. Za Galileuszem
W połowie lat 90. Jan Paweł II zaczął mieć coraz większe problemy z chodzeniem: przejście dłuższego odcinka zajmowało mu coraz więcej czasu. W 1994 roku, podczas obrad Synodu Biskupów, Papież z trudem podszedł do stołu prezydialnego i zamruczał pod nosem: "A jednak się porusza..." (zdanie to wypowiedział Galileusz, mając na myśli Ziemię, po wymuszonym przez inkwizycję uroczystym wyrzeczeniu się swoich poglądów na temat astronomii).

68. Kawaler
Kiedyś z pewnej ambasady przy Stolicy Apostolskiej do Sekretariatu Stanu przyszło zaproszenie na uroczyste przyjęcie. Na końcu napisano, by Ojciec Święty przyprowadził także małżonkę. Jan Pawł II zanotował na boku: "Jestem (jeszcze) kawalerem."

69. Pilny
Pod koniec pewnej bardzo długiej i męczącej sesji synodalnej poproszono ojców, aby ci, którzy od początku uczestniczyli we wszystkich sesjach (zarówno zwyczajnych, jak i nadzwyczajnych), podnieśli rękę. Ku powszechnemu zdumieniu podniosła się tylko jedna, była to ręka Jana Pawła II. Całe zgromadzenie obdarzyło Papieża rzęsistymi oklaskami...

70. Skryty
Pewnego dnia Jan Pawł II rozczulił się czymś i miał wyraźnie zmartwioną minę. Wtedy Joaquin Navarro Valls, rzecznik prasowy Stolicy Apostolskiej, zapytał go wprost:
- Czy Wasza Świątobliwość płacze?
- Nigdy na zewnątrz - odpowiedział Papież.

71 Sprawa poważna w jedną stronę
Ks. Maliński, który towarzyszył Karolowi Wojtyle w konklawe w 1978 r., zapytał Ojca Świętego:
- Karol, czy jadąc do Rzymu, kupiłeś bilet tam i z powrotem, czy tylko w jedną stronę, do Rzymu?
On na to: - Tam i z powrotem.
Maliński: - Po co?
- Bo jest taniej, jak się kupuje tam i z powrotem - odparł Wojtyła.
Maliński stwierdził: - Zobaczysz, że bardziej opłacałoby Ci się kupić bilet w jedną. Zostaniesz przecież papieżem.
Wojtyła postukał się palcem po czole i uciął: - Nie żartuj sobie, to poważna sprawa.

strona 15

72. "Osoba i czyn"
Kardynał Wojtyła lubił odwiedzać proboszcza w Kętach, księdza prałata Jóżefa Świądra, z którym doskonale się rozumiał, a nawet przyjaźnił - opowiada ks. Franciszek Kołacz. Kiedyś podczas rejonowego spotkania księży w Oświęcimiu ksiądz Świąder jakimś żartem "dokuczył" księdzu kardynałowi, który karcąc go, powiedział:
- Ej, prałacie, będziesz za to siedział w czyśćcu.
Prałat Świąder natychmiast mu odpowiedział:
- Tak. I nawet wiem, co tam będę robił.
- Co takiego? - pyta zaciekawiony kardynał.
A prałat na to:
- Będę czytał "Osobę i czyn" ("Osoba i czyn" to najważniejsza praca filozoficzna Karola Wojtyły. Książka znakomita, ale uchodzi za bardzo trudną).
Całe zgromadzenie kapłańskie ryknęło śmiechem. Równie serdecznie śmiał się kardynał Wojtyła.
W maju 1972 r. kardynał Wojtyła prowadził pogrzeb księdza Świądra. Gdy grabarze wkładali trumnę do grobowca, Wojtyła powiedział półgłosem:
- No, teraz prałat czyta "Osobę i czyn".

73. Kardynałowie na nartach
W czasach, kiedy w kraju było tylko dwóch kardynałów, kardynał Wojtyła lubił mawiać: - W Polsce 50% kardynałów jeździ na nartach! Nie jeździ ks. kardynał Wyszyński. Innym razem ks. kardynał Wojtyła, rozmawiając z zagranicznymi dziennikarzami, zaniżył ten skład procentowy i żartował:
- W moim kraju 40 proc. kardynałów uprawia narciarstwo!
Kiedy jeden z korespondentów zauważył, iż Polska ma przecież tylko dwóch kardynałów, kardynał Wojtyła roześmiał się:
- Oczywiście, ale kadrynał Wyszyński, prymas Polski, stanowi 60%.

74. Święta herbata
Stary góral opowiadał:
- Kardynał Karol Wojtyła chodzieł w góry. Nikt nawet nie wiedzioł, kto On jest, bo się nie przedstawioł, no ale zawse set rano na Rusinowom Polanę do kaplicy i kie był na Rusinowej, to zachodzieł hań zawse do babki Kobylarcyk.
Aniela Kobylarczyk była ostatnią gaździną z rusinowej Polany. Każdy ją znał i każdy mógł się u niej napić hernaty. Kiedyś kardynał Wojtyła też poprosił ją o herbatę, ale ona Go nie poznała. Pwoedziała tylko:
- Ej, żeście się najedli, aj najedli, kozdy by herbatkę chcioł pić, ale wody to mi ni mo kto przinieść.
Na te słowa poderwał się kardynał, wziął dwa wiadra i poszedł do źródła po wodę.
Po 16 października 1978 r. ktoś zagadnął Anielę Kobylarczyk:
- No, babko widzicie. Tego, coście posłała po wodę, obrali na Papieża, a wyście Mu telo dobrze zrobieła, boście Mu herbaty uwarziła!
Na to babka Aniela Kobylarczyk rzekła ze smutkiem:
- Hej, kieby jo była wiedziała, to jo by Mu tej herbaty nie warziła. Miałabyk se teroz dwa wiaderecka wody świenconej.

strona 16

75. Wysoko zaszli
16 października 1978 Karol Wojtyła został Papieżem. Tego samego dnia polska himalaistka Wanda Rutkiewicz zdobyła najwyższy szczyt świata - Mount Everest. Wanda Rutkiewicz osobiście spotkała Papieża latem 1979 r. podczas Jego pierwszej pielgrzymki do Polski. Ofiarowała mu wtedy kamień z najwyższej góry świata, a On powiedział:
- No proszę, jednego dnia pani i ja zaszliśmy tak wysoko.

76. Nieomylny
Papież z Polski podbił serca Włochów natychmiast po wyborze, kiedy stanął przed mieszkańcami Rzymu i wyznał:
- Nie wiem czy będę umiał dobrze się wysłowić w waszym... naszym języku włoskim. Gdybym się pomylił, poprawcie mnie.
Wtedy ludzie zgromadzeni na placu św. Piotra wybuchnęli śmiechem i zaczęli klaskać - komentuje ksiądz Boniecki - ponieważ Ojciec Święty właśnie w tym zdaniu zrobił błąd, wtrącając bezwiednie słowo francuskie. - papiez.zhp.pl

Papież we wspomnieniach przyjaciół, znajomych i współpracowników.Mikołaj Lizut


77. Zostać Lindbergiem
Karol Wojtyła przyszedł na świat 18 maja 1920 roku w Wadowicach. Jego matka Emilia powtarzała ponoć sąsiadkom, że Lolek będzie wielkim człowiekiem...
W 1927 roku - wkrótce po tym, jak amerykański lotnik Charles Lindbergh samotnie przeleciał nad Atlantykiem - zapytano małego Karola Wojtyłę: - Kim chciałbyś zostać?
- Będę lotnikiem! - odpowiedział chłopiec.
- A dlaczego nie księdzem?
- Bo Polak może być drugim Lindbergiem, ale nie może zostać papieżem.

78. Wspomina Halina Królikiewicz-Kwiatkowska, koleżanka z Wadowic:
- Jaki był Karol Wojtyła? Na pewno inny od swoich kolegów, odrębny. Ale co to znaczy? Trudno wytłumaczyć te cechy. Wesoły, bardzo koleżeński, pierwszy niosący pociechę w nieszczęściu, w chorobie, uprawiający sporty; zasadniczość była mu zupełnie obca. A przecież czuło się zawsze, że ma - w jakiś sposób niedostępny - swój świat myśli, że jest głęboko religijny, że umie najwięcej z nas wszystkich, że czyta trudne filozoficzne książki, które nas znudziłyby już po kilku stronach, że uczy się i nie traci na próżno ani chwili. I pisze - poematy, wiersze, dramaty filozoficzne dla nas zawiłe, a kiedy rozmawia, to uważnie słucha swego interlokutora, ale zawsze, nawet i dziś, w jego oczach błyskają iskierki ni to humoru, ni jakiejś ironijki czy też wyrozumiałości dla każdego, bo nigdy nie potępiał, nie pouczał, ale rozumiał.

79. Grzebień potrzebny od zaraz
Dziennikarze często pytają, jakie miał wady - opowiada Halina Krolikiewicz-Kwiatkowska, koleżanka Papieża z Wadowic.
- Nie wiem. Nie znam. Do gimnazjum biegł za trzy minuty ósma rano z pobliskiego rynku, obok którego mieszkał, i wpadał w ostatniej chwili do klasy z wielką, rozwichrzoną gęstwą włosów, które nigdy nie chciały Go słuchać. Fryzura Karola była przedmiotem żartów jeszcze na studiach. Wśród wierszyków pisanych przz studentów polonistyki znalazł się i taki:
"Młodym rybom brak podniebień.
Czy Wojtyła ma już grzebień?"

strona 17

80. Początkujący święty
Jego bliscy koledzy z ławy uniwersyteckiej przybili kiedyś na drzwiach jego pokoju w bursie akademickiej, tzw. Pigoniówce, wizytówkę: "Karol Wojtyła - początkujący święty".

81. Na Rusinowej Polanie
Stary góral opowiadał: - Kardynał Karol Wojtyła chodzieł w góry. Nikt nawet nie wiedzioł, kto on jest, bo się nie przedstawioł, no ale zawse set rano na Rusinowom Polanę do kaplicy i kie był na Rusinowej, to zachodzieł hań zawse do babki Kobylarcyk.
Aniela Kobylarczyk była ostatnią gaździną Rusinowej Polany. Każdy ją znał i każdy mógł się u niej napić herbaty. Kiedyś kardynał Wojtyła też ją o herbatę poprosił, ale ona go nie poznała. Powiedziała tylko:
- Ej, żeście się najedli, aj najedli, kozdy by herbatkę chcioł pić, ale wody to mi ni mo kto przinieść.
Na te słowa poderwał się kardynał, wziął dwa wiadra i poszedł do źródła po wodę.
Po 16 października 1978 roku ktoś zagadnął Anielę Kobylarczyk:
- No, babko, widzicie. Tego, coście posłała po wodę, obrali na papieża, a wyście mu telo dobrze zrobieła, boście mu herbaty uwarziła!
Na to babka Aniela Kobylarczyk rzekła ze smutkiem:

- Hej, kieby jo była wiedziała, to jo by mu tej herbaty nie warziła. Miałabyk se teroz dwa wiaderecka wody świenconej.
www.parafia.turek.pl

82. Przekomarzanie z siostrami
Niepokoję się o Waszą Świątobliwość" - miała powiedzieć po którejś z wyczerpujących podróży jedna z sióstr pracujących w Watykanie. Papież odpowiedział żartobliwie: "Ja także niepokoję się o moją świątobliwość".
W podobnym stylu odpowiedział Jan Paweł II innej zakonnicy, siostrze sercance pracującej w kuchni, która podczas obiadu, obsługując Papieża, powiedziała, wzdychając:
"Ileż ja mam kłopotów z Waszą Świątobliwością".
Na to Jan Paweł II: "Siostro, a ile ja sam mam kłopotów z moją świątobliwością".
Jeszcze inna anegdota z kontaktu z siostrami przypomina, jak to w czasie jednej z pielgrzymek Jan Paweł II odwiedził klasztor pw. Ducha Świętego. Przywitała go jedna z zakonnic słowami:"- Jestem przełożoną Świętego Ducha".
"- A ja jestem tylko następcą św. Piotra" - odpowiedział Papież Jan Paweł II.

Podczas audiencji i pielgrzymek


83. Ja też jestem katolikiem
Wiele zabawnych sytuacji spotykało Papieża w czasie audiencji ogólnych. Potrafił on rozpoznać dawnych przyjaciół, porozmawiać z nimi krótko, przypomnieć im jakiś szczegół, o którym może sami już zapomnieli. Niektórzy, nadużywając papieskiej serdeczności, spotykali się z żartobliwą przyganą. Zdarzyło się to pewnej Amerykance, która uszczęśliwiona, że Papież ją rozpoznał, zaczęła opowiadać, jak to kiedyś należała do sekty protestanckiej, że się nawróciła, katolicyzm ją urzekł, że jest przekonana o prawdziwości religii katolickiej...
Jan Paweł II przerwał z uśmiechem potok jej słów, mówiąc: - "Mnie nie musi pani przekonywać. Ja też jestem katolikiem".

strona 18

84. A co z Łodzią Piotrową
Papież wykorzystywał każdą okazję, aby nie tylko podróżować, ale i apostołować. Świadczy o tym bodaj drobny epizod z pobytu w Wielkiej Brytanii. Zostając honorowym obywatelem miasta Cardiff, co łączyło się z dożywotnim przywilejem bezpłatnego parkowania samochodu w dowolnym miejscu, Papież zapytał: "A co z przycumowaniem łodzi Piotrowej w porcie?".

85. Ekumeniczne
Im bardziej trudnych zadań podejmował się Papież, tym więcej pragnął wnieść pogody ducha, humoru, aby rozładować początkowe napięcie. Tak było np. w czasie spotkania ekumenicznego w Warszawie, kiedy to do bp. Alfonsa Nossola, przewodniczącego Komisji Episkopatu ds. Ekumenizmu, powiedział zachęcająco: "Ksiądz Biskup w swoim sosie!". Tryskający energią hierarcha z Opola miał ułatwione zadanie, przedstawiając przybyłych gości. Wszyscy mieli uśmiechy na twarzach.
Podobnie podczas Kongresu Eucharystycznego we Wrocławiu: nie czujący się najlepiej Ojciec Święty w bardzo podniosłym momencie - w czasie Mszy św. ekumenicznej... kichnął. Rozległy się oklaski i życzenia: "sto lat". Papież zareagował po swojemu, krótko komentując: "- Okazuje się, że kichnięcie też może mieć wymiar ekumeniczny". Twarze obecnych dostojników różnych Kościołów rozjaśniły się i powtórnie rozległy się ogromne brawa.

86. Na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim
To oczywiste, że najbardziej humorystyczne sceny i rozmowy zdarzają się podczas nieoficjalnych spotkań, na które Papież chętnie przyzwala, a inni przyjmują je z radością. Np. w czasie pobytu na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Papież dialogował z młodzieżą:
"Niech żyje Papież! Niech żyje Papież!" - wołali studenci.
"Jak dotąd żyję... Jak dotąd żyję, z Bożą pomocą". "Sto lat! sto lat!" - skandowali młodzi.
"Bogu dzięki, że mamy świętą Liturgię, bo inaczej - co to by się działo przy takim spotkaniu. Wprawdzie by śpiewali: 'Niech żyje', ale delikwent ledwo by z życiem uszedł...".

87. W ogromnej kolejce
Skoro o KUL-u mowa, można wspomnieć inną humorystyczną sytuację, jaka wydarzyła się nieco wcześniej w auli Uniwersytetu. Jak wiadomo, Ojciec Święty zapragnął osobiście przywitać się ze wszystkimi naukowcami. W ogromnej kolejce ustawiło się kilkuset uczonych. Z każdym z nich Papież się przywitał, wielu serdecznie ściskał, z wieloma krótko porozmawiał. Wzruszone twarze wybitnych osób, nierzadko dość luźno związanych z Kościołem, mówiły same za siebie. I na koniec - dowcipnie dodał: "Proszę przekazać ten uścisk dłoni swojej Uczelni. Mówię to m.in. w tym celu, ażebyście Państwo mieli podobną robotę jak ja. Bo teraz jak Wam przyjdzie przekazać ten uścisk wszystkim kolegom w Uczelni, to się napracujecie. Więc życzę Wam tej pracy. Szczęść Boże".

88. Już uczy się na papieża
Wiemy, jaką miłością otacza Jan Paweł II dzieci. Można by przytoczyć dziesiątki historyjek wielkiej komitywy i porozumienia z maluchami. W czasie nabożeństwa na Jasnej Górze jeden z chłopców stojący w pobliżu ołtarza starał się naśladować gesty i słowa Papieża. Wywoływało to salwy śmiechu. Jan Paweł II zauważył chłopca i do mikrofonu żartobliwie skomentował: "Patrzcie, już uczy się na papieża".

strona 19

89. Z dziećmi w Niemczech
W Niemczech wywiązał się następujący dialog między Papieżem a dziećmi:
"Cieszycie się, że papież przyjechał?".
"Tak" - odpowiedziały chórem.
"Bo macie dzień wolny od nauki, co?" - pytał dalej.
"Tak" - odpowiedziały zgodnie, nieświadome, że dały się złapać w pułapkę pytań.

90. Jestem tylko papieżem
Humor dopisywał Papieżowi nie tylko na polskich szlakach pielgrzymkowych. Kiedy bowiem młode Filipinki z Cebu skandowały podczas spotkania: "Zaśpiewaj nam, Ojcze Święty, lubimy twój głos!" - odpowiedział:
"Nie jestem zawodowym śpiewakiem! - rozłożył przy tym bezradnie ręce. - Jestem tylko papieżem!".

91. Z dziennikarzami
Bardzo wiele humorystycznych epizodów dotyczyło spotkań z dziennikarzami, którzy nie odstępowali na krok Papieża. Wielu z nich z upodobaniem wciąż zadawało pytanie, jak się czuje. A on niezmiennie odpowiadał: "Nie wiem, bo nie zdążyłem jeszcze przeczytać porannej prasy".
Inne z pytań brzmiało: "Czy Papież jeszcze pisze wiersze?". - Odpowiadał na nie: "Niestety, nie mam czasu na literaturę. Papiestwo to pracowite zajęcie, zajmuje mi dwadzieścia cztery godziny na dobę!

92. O co trzeba dbać w parafii
Kiedyś o. Leon (mężczyzna wysoki, ale bardzo szczupły) namówił arcybiskupa Wojtyłę na odwiedziny opłatkowe w swojej parafii. Na zakończenie spotkania gość odezwał się do parafianek: "Wszystko bardzo miłe, cenię waszą pracę i oddanie Kościołowi. Ale jedna rzecz mi się zupełnie nie podoba".
Strwożone parafianki zaczęły patrzeć po sobie - czyżby coś się nie udało?
- "Jak wy dbacie o swego proboszcza? Popatrzcie, jak on wygląda!".

93. Szybciej, niż windą
Kiedyś kardynał Wojtyła przyjechał z wykładem do seminarium duchownego księży redemptorystów w Tuchowie. Ciekawszy od wykładu okazał się jednak sposób, w jaki gość przebył parę pięter między aulą a refektarzem: usiadł na poręczy schodów i... zjechał.

94. A Ratzinger czuwa...
Przed ponad 25 laty Jan Paweł II w ten sposób zakończył pierwszą audiencję dla Polaków: "Więcej już nic nie mówię, bo jeszcze bym coś takiego powiedział, że później Kongregacja Nauki Wiary musiałaby się do mnie dobrać".

95. Szczytowe osiągnięcie pontyfikatu
W 1979 r., już po wyborze na papieża, na audiencji dla pracowników "Tygodnika Powszechnego", "Znaku" i "Więzi" Wojtyła przygląda się znajomym twarzom i spostrzega sarmackie wąsy zapuszczone niedawno przez Tadeusza Żychiewicza. "Wąsy pana Żychiewicza" - powiedział - "są największym osiągnięciem mojego pontyfikatu".

strona 20

96. Zbesztać na początek...
W 1999 r. w Licheniu Papież opowiadał, że kiedy wjeżdżał do sanktuarium, okrzyki ludzi "Witaj w Licheniu" skojarzyły mu się z "Witaj, ty leniu!".

97. No, jeszcze...
Z okna krakowskiej kurii skandującym "Niech żyje Papież!" odpowiadał: "Macie rację, jeszcze żyje".

98. A to pech!
Podobno po wyborze na Papieża, Jan Paweł II powiedział do księdza Dziwisza... "No widzisz Stasiu... i już po nartach."

99. Mnie już niepotrzebny
Sakrę biskupią przyszły kard. Macharski otrzymał z rąk Jana Pawła II. Podczas uroczystego nabożeństwa papież zdjął z szyi złoty krzyż i zawiesił go na szyi bp. Macharskiego. Ten piękny gest jednak odpowiednio skomentował - "Daję ci go bo jest trochę uszkodzony."

100. Skromne zajęcie
Podczas ostatniej prywatnej audiencji piłkarzy Realu Madryt Papież poznając Ronaldo, zażartował:
"A ty, chłopcze, czym się w tym klubie zajmujesz?". Na to Ronaldo z uśmiechem na twarzy wyjaśnił, że jest napastnikiem.

101. Na wszelki wypadek
Alina Janowska na spotkaniu aktorów z Ojcem Świętym, gdy przechodził koło grupy aktorów i witał się z nimi - powiedziała ze wzruszeniem: - Ojcze Święty prosimy Cię dbaj o swoje zdrowie! - To aż tak źle wyglądam?!

102. Nie chcę...
Papież do księdza Józefa Tischnera: - Ja ciebie Józuś zrobię biskupem!
Józuś: Proszę Ojca Świętego, ja nie chcę być biskupem...
I nie był...

103. Przyszedł nowy
Zarządca w Castel Gandolfo wspomina, jak Jan Paweł II po raz pierwszy pojawił się w mieście. Przeszedł pieszo do kościoła parafialnego i oznajmił:
"Macie nowego mieszkańca. Miejmy nadzieję, że ten nowy mieszkaniec okaże się porządnym mieszkańcem."

104. Facile dictu, difficile factu
Młodzież śpiewa "sto lat, sto lat" na co Papież - "łatwiej to wyśpiewać niż wykonać".

strona 21

105. Taki los papieża
Papież (w Krakowie) stojąc w oknie do krzyczącego tłumu: "W tym Rzymie jest ciężko być papieżem, a co dopiero tutaj - trzeba by z okna nie wychodzić..."

106. Cóż za nietakt
Gdy papież już nie mógł stać tak powiedział: - "Ja chciałbym bardzo przeprosić, kardynał stoi, prezydent stoi, a ja siedzę".

107. Nomen omen
W Gorzowie Jan Paweł II mówił o tym, że musi wprowadzić Kościół w III tysiąclecie i zastanawiał się czy podoła, więc wszyscy zaczęli krzyczeć: "pomożemy, pomożemy!" Papież na to: "ten okrzyk jest mi znany... ale teraz chyba nam się lepiej uda."

108. Jakie powitanie lubimy najbardziej
Jedna z sióstr zakonnych, które pomagały papieżowi w codziennych sprawach, zwróciła się do polskiego księdza z prośbą, aby nauczył ją kilku słów po polsku. Uzasadniła, że miło byłoby Ojcu Świętemu, gdyby mogła się z nim przywitać w jego ojczystym języku. Ksiądz spełnił jej prośbę. Następnego dnia podając śniadanie, siostra zwróciła się do Jana Pawła II "Jak się masz, koteczku...?"

109. Dziwisz
Po wyborze na papieża, Jan Paweł II powiedział do swojego przyjaciela, księdza Dziwisza: "Stasiu Dziwisz... czy Ty się nie dziwisz?"

110. Uwaga, szef patrzy!
§ Znana jest skłonność Karola Wojtyły do żartów. Jego osobisty lekarz opowiada jak podczas jednej z podróży Jan Paweł II nie czuł się zbyt dobrze, po wcześniej zjedzonych plackach ziemniaczanych. Doktor zaproponował kilka kropel "Napoleona". Papież zapytał wtedy na jakiej są wysokości. Lekarz poszedł zapytać, wrócił i podał pułap, na jakim znajdował się samolot. Papież wzniósł rękę do góry i powiedział: "Nie mogę, Szef za blisko".

111. Jednak nie on
Arcybiskup Comastri przyszedł do papieskiego apartamentu po ostatnie błogosławieństwo umierającego Jana Pawła II. Kiedy podszedł do jego łoża, arcybiskup Stanisław Dziwisz powiedział: "Ojcze Święty, jest tu Loreto". Był to swoisty skrót myślowy, na jaki pozwolił sobie sekretarz papieża, który odniósł się do tego, że przez wiele lat arcybiskup Comastri był papieskim delegatem w słynnym sanktuarium maryjnym Loreto we Włoszech. Kiedy papież usłyszał: "tu jest Loreto", otworzył oczy, spojrzał na arcybiskupa i powiedział: "Nie, San Pietro (święty Piotr)". pl.wikiquote.org

strona 22

112. Władca serc i umysłów
"Z Was panocku jest taki biskup, jak ze mnie papież", usłyszał pasterz archidiecezji krakowskiej, Karol Wojtyła, od pewnego gazdy, z którym - ubrany po cywilnemu - wdał się przed laty w rozmowę na szlaku górskiej wędrówki. Ale czy prosty góral mógł przypuszczać, że na swej ziemskiej drodze spotkał właśnie najbardziej niekonwencjonalnego przedstawiciela stanu duchownego?
To ta "normalność" Karola Wotyły zjednuje mu serca i umysły ludzi na całym świecie. I choć niektórzy chcą w nim widzieć przede wszystkim żywy pomnik wiary i nadziei, to przecież ogromną większość fascynują i przyciągają do niego te właśnie proste zachowania i dla wszystkich zrozumiałe słowa, którymi się posługuje.
Ale czy innych słów może używać człowiek, który w latach dziecięcych uganiał się za piłką po boisku i - jak wielu innych chłopców - miał swego piłkarskiego idola, "Martynę", czołowego obrońcę lwowskiej "Pogoni" i ówczesnej reprezentacji Polski. Wojtyła najbardziej jednak lubił stać na bramce, a gola trudno mu było strzelić, bo - jak wspominali koledzy - "chłop był fest, ręce miał długie".

113. Wadowickie kremówki
A potem przyszła matura i owe sławne "kremówki", wspominane z tak wielkim sentymentem. A dalej był teatr - kolejna pasja młodego Karola. "O ukochana siostro ma, Ismeno, czy ty nie widzisz, że z klęsk Edypowych żadnej na świecie los nam nie oszczędza?" - gdy w 1999 roku Ojciec Święty cytował z pamięci swoją rolę sprzed ponad 60 lat, na wadowickim rynku wybuchł szał radości. Są tacy, a był wśród nich sam Osterwa, którzy twierdzą, że decyzja Wojtyły wstąpienia do stanu duchownego pozbawiła polską scenę jednego z największych talentów aktorskich.

114. Niech zstąpi Duch Twój
To niewykluczone! Dość wspomnieć pierwszą pielgrzymkę papieża do Polski i jego pamiętne słowa: "Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze Ziemi... Tej Ziemi". Zawieszenie głosu po pierwszej części zdania, tak uwypuklające znaczenie części drugiej, odnoszącej się do ówczesnej sytuacji w Polsce, to prawdziwy aktorski majstersztyk.

115. Po nominacji
Zamiłowanie do wysiłku fizycznego, połączonego w późniejszych latach z kontemplowaniem przyrody, pozostało przyszłemu papieżowi na długie lata wędrówek po górskich szlakach, narciarskich szusów zimą czy kajakowania na Mazurach i Suwalszczyźnie. Właśnie podczas takiego letniego wyjazdu z młodzieżą na Mazury wezwano go pilnie do Warszawy i zakomunikowano, że otrzymał nominację biskupią. Kardynał Wyszyński zapytał go, co zamierza zrobić. "Wracam na Mazury, do młodzieży" - odparł Wojtyła.

116. Nie ma powodu, żeby 'Wujek' został zlikwidowany
Przywitany entuzjastycznie przez swych wychowanków, których największym zmartwieniem było jak teraz będą się do niego zwracać (zawsze mówili do Niego "Wujku"), powiedział: "Nie ma powodu, żeby 'Wujek' został zlikwidowany" i pływał z młodymi przyjaciółmi aż do roku 1978, kiedy to jak sam powiedział: "przesiadł się z kajaka na Łódź Piotrową".

strona 23

117. Mitra dla papieża
Podczas swych licznych pielgrzymek po świecie Jan Paweł II otrzymuje czasem bardzo dziwne podarunki: płaszcz torreadora, meksykańskie sombrero, pióropusz indiański. Czasem przymierzał te zdumiewające stroje i nakrycia głowy. Kiedyś włożył pierzastą czapkę czarownika z krzyżem umieszczonym pośrodku, którą podarowali mu młodzi Papuasi i powiedział: "Oto mitra dla papieża".

118. Wśród Eskimosów i w Kamerunie
Ojciec Święty poważnie witał się z delegacją Eskimosów poprzez potarcie nosa, nie przestraszył się, gdy pod jednym z kościołów w Togo zobaczył pytona, otaczanego w tym kraju czcią przez wyznawców animizmu, wypił łyk wody z czary podanej mu w geście powitania w Kamerunie, choć woda mogła być pełna różnych ameb. Telewidzom na całym świecie utrwalił się widok Jana Pawła II ogarniającego sutanną małego chłopca, nieco zagubionego podczas jednej z ceremonii.

119. Zdolny uczeń
Jak podkreśla ksiądz Adam Boniecki, papież wykonywał wszystkie te gesty z dobroci serca. Były one znakami miłości i szacunku, jakimi darzył wszystkie narody, które odwiedzał i wszystkich ludzi, z którymi się spotykał. Dlatego też starał się przemawiać do nich ich własnym językiem. Posiadł niebywałą łatwość uczenia się języków obcych. "Kiedyś - wspominał ks. Boniecki - spotkałem w Rzymie nauczyciela koreańskiego, który zanim rozpoczął lekcje z papieżem, stwierdził, że nie przyniosą one żadnego efektu, bowiem język koreański polega głównie na specyficznej intonacji głosu, która dla dorosłego jest niemożliwa do opanowania. Po kilku spotkaniach z Ojcem Świętym zmienił zdanie. 'Dla tego człowieka nie ma rzeczy niemożliwych' - powiedział mi wtedy".

120. Inteligentna riposta
Z osobą tak barwną jak Jan Paweł II związana jest cała masa najróżniejszych anegdot. Cechą ludzi inteligentnych jest umiejętność delikatnych, acz niezwykle celnych złośliwości. Papież może być tego koronnym przykładem. Podczas pierwszej pielgrzymki do Polski przedstawiono mu w Nowym Targu ówczesnego wojewodę nowosądeckiego. Papież spojrzał mu w oczy i powiedział uprzejmie: "My się przecież znamy z... korespondencji". Tylko nieliczni wiedzieli, że w latach 70. kard. Wojtyła toczył korespondencyjną batalię o prawa Kościoła, m.in. właśnie z tym człowiekiem, który z bezwzględnością tępił obozy oazowe.

121. Inaczej nazywa się w niedzielę a inaczej w dni powszednie
Innym razem papieżowi przedstawiano w samolocie dziennikarzy, którzy obsługiwali jego podróż. Był wśród nich człowiek, który kilka tygodni wcześniej, w jednym z włoskich tygodników, opublikował pod pseudonimem sensacyjną informację o zmyślonej chorobie papieża, a zaraz potem, już pod swoim nazwiskiem, powołał się na tę wiadomość w gazecie codziennej, w której pracował. Jan Paweł II na jego widok powiedział: "A to ten pan, który się inaczej nazywa w niedzielę, a inaczej w dni powszednie".

122. Jednak znalazł pan chwilę czasu dla mnie
Podobnie zareagował na widok Józefa Klasy, byłego I sekretarza PZPR w Krakowie, który nie miał nigdy czasu, żeby spotkać się z kardynałem Wojtyłą. W 1979 roku Klasa był ambasadorem PRL w Meksyku i w tym charakterze został przedstawiony Ojcu Świętemu. - Nigdy nie wątpiłem, że jednak znajdzie pan chwilę czasu dla mnie - ucieszył się Papież.

strona 24

123. Nie za twojego życia
Podobno niektórzy włoscy kurialiści nie przepadali za polskim otoczeniem Jana Pawła II, tą jak mówili - "polską mafią".
Tę anegdotę André Frossard usłyszał od samego Jana Pawła II:
Papież modli się i pyta Boga:
- Panie, czy Polska odzyska pewnego dnia wolność?
- Tak - odpowiada Bóg - lecz nie za twojego życia.
Wobec tego Papież pyta dalej:
- Panie, a czy po mnie będzie jeszcze polski papież?
- Nie za mojego życia - odpowiada Pan Bóg.

124. Kto śpiewa, podwójnie się modli
Podczas jednego z koncertów Jan Paweł II, mówiąc o pięknie muzyki, przypomniał słowa świętego Augustyna: kto śpiewa, podwójnie się modli.
Po koncercie Papież zamienił kilka słów z ambasadorem USA przy Stolicy Apostolskiej:
- Tak, ksiądz musi sporo śpiewać w kościele, nawet jeśli nie najlepiej mu to idzie.
- A czy Ojciec Święty dobrze śpiewał? - zapytał Ray Flynn.
- Kiedy ja śpiewałem, modliłem się pojedynczo - odparł Papież.

125. Umówiłem się z nią na dziewiątą
Jedną z sióstr sekretarek, która miała rozpocząć pracę przy przepisywaniu homilii o 9 rano, lecz spóźniła się nieco, kard. Wojtyła powitał filmowym szlagierem:
"Umówiłem się z nią na dziewiątą, tak mi do niej tęskno już...".

126. Dzienniczek nie może zginąć!
Kiedy jedna z sióstr opiekujących się zapiskami s. Faustyny zapytała kard. Wojtyłę czy może je zawieźć księdzu, który miał napisać teologiczną opinię na temat "Dzienniczka", ten odmówił stanowczo:
- "Będzie Siostra jechała tramwajem, tramwaj się wykolei, i Dzienniczek zginie. I Siostra zginie, ale to nic, bo Siostra pójdzie do nieba. A Dzienniczek nie może zginąć!".

strona 25

127. Masz, teraz ty rządź
Kard. Wojtyła cenił u swoich podwładnych ich własne zdanie, nawet jeśli trudno mu było je zaakceptować. Znany z obstawania przy swoim ks. Tadeusz Pieronek swego czasu spierał się o coś z kardynałem. Wreszcie kard. Wojtyła zdjął swój krzyż biskupi, podał go ks. Pieronkowi i powiedział: "Masz, teraz ty rządź".

128. Też są młodzi!
Podczas ostatniej pielgrzymki do Polski w 2002 roku stałym punktem programu stały się wieczorne spotkania Jana Pawła II z młodzieżą zgromadzoną pod oknem Pałacu Arcybiskupów w Krakowie. Powiedział wówczas, że od pierwszego spotkania pod tym oknem minęło 23 lata.
"- Jesteś młody!" - skandowała młodzież. "
- I ci, którzy wtedy, 23 lata temu byli pod oknem na Franciszkańskiej mają 23 lata więcej" - dodał Papież.
"- Też są młodzi! Też są młodzi!" - odkrzyknęli zebrani.
Po chwili Papież stwierdził: "Nic nie poradzimy... Jak są młodzi to są młodzi, nie ma wyjścia...".

129. Żegnamy cię, Alleluja
Ale nie zawsze Jan Paweł II tak łatwo rezygnował z przekomarzania się z tłumem. Ostatniego wieczoru na przekór zebranym Papież zaczął śpiewać "Żegnamy cię, Alleluja", na co młodzi reagowali głośnym sprzeciwem i pieśnią "Witamy cię, Alleluja!". "A takiemu, który odjeżdża życzy się «przyjdą zaś» i ja też sobie życzę" - zakończył spór Jan Paweł II.

Wykorzystano fragmenty książki "Kwiatki Jana Pawła II" Jana Turnaua i Janusza Poniewierskiego). e.kai

130. Sumienie transcendentalne
Były prezydent Włoch Sandro Peretini, przyjaźniący się od lat z Papieżem, powiedział mu kiedyś wprost: "Ojcze Święty, jestem człowiekiem niewierzącym. W postępowaniu kieruję się tym, co wskazuje mi moje sumienie". Na to Jan Paweł II odrzekł: "O, to także jest transcendencja".

131. Dowcipy po łacinie
Wkrótce po wyświęceniu na kapłana, Karol Wojtyła w 1946 roku przybył do Rzymu, aby tu kontynuować swoje studia. Jeden z jego ówczesnych kolegów, Albert Felice, wspominał po latach: - Karol opowiadał nam dowcipy po łacinie.

strona 26

132. Na bramce
W roku 1983, w swojej rezydencji w Castel Gandolfo, Jan Paweł II przyjął piłkarzy Lechii Gdańsk, którzy byli wówczas zdobywcami Pucharu Polski. W pewnym momencie papież powiedział:
- Ja kiedyś grałem głównie na bramce. Który z was jest bramkarzem?
Gdy przed papieżem stanął bramkarz Tadeusz Fajfer, papież dodał:
- Domyślam się na podstawie moich doświadczeń, że grasz najgorzej ze wszystkich, dlatego wzięli cię na bramkę?

133. Delegacja włoskich lotników
Do papieża na audiencję przybyła delegacja włoskich lotników, ubrana w galowe mundury. Podczas przemówienia ich dowódca powiedział:
- Wasza Świątobliwość jest jednym z nas!
- Dlaczego? - zdziwił się papież.
- Bo w ciągu niespełna roku swego pontyfikatu, przebywałeś Ojcze Święty sto cztery godziny w powietrzu!

134. Nie bezinteresowne
Podczas każdej audiencji Jan Paweł II na pamiątkę spotkania, wręczał wiernym różańce. Któregoś razu wręczając je, powiedział:
- To jest bardzo dobra pamiątka, ponieważ posiadając pamiątkę, zawsze pamiętamy kto nam ją dał. Zatem całkiem bezinteresowne to nie jest!

135. Jako kibic
Jan Paweł II był pierwszym w historii papieżem, który zasiadł na trybunach stadionu jako piłkarski kibic. Było to 29 października 2000 roku, kiedy to ponad 60 tysięcy sportowców z całego świata spotkało się z papieżem na Stadionie Olimpijskim w Rzymie.
Po tym, jak Jan Paweł II celebrował mszę świętą, podczas której wygłosił kazanie, na stadionie odbył się mecz piłkarski Włochy - reszta świata, z udziałem największych gwiazd światowego futbolu. Jan Paweł II obejrzał cały mecz, mimo że początkowo miał opuścić stadion po pierwszych 45-ciu minutach gry.
Znając sympatię papieża do piłki nożnej, piłkarski klub FC Barcelona co roku przesyłał mu karnet wstępu na mecze.

136. Czy On jest tam sam
W 1997 roku przed przyjazdem Jana Pawła II do Wrocławia, oddział antyterrorystyczny wrocławskiej policji dokładnie sprawdzał kościół garnizonowy, do którego Jan Paweł II miał wkrótce przybyć. Jeden z policjantów zapragnął zajrzeć również do tabernakulum. Wówczas ksiądz powiedział mu:
- Nie trzeba przeszukiwać, tam mieszka tylko Pan Jezus.
- Proszę księdza, ale ja muszę sprawdzić, czy On jest tam sam!

strona 27

137. Tyle co seriale
Po powrocie Jana Pawła II z Niemiec, jeden z niemieckich komentatorów telewizyjnych stwierdził, że oglądalność programu TV z wizyty papieża wyniosła 26 procent, czyli niemal tyle samo co najlepsze seriale kryminalne...
http://www.apostol.pl/humor/dowcipy/anegdoty-papieskie-4

138. Wio koniu
Późnym wieczorem schodziliśmy po wykładzie z ks. prof. K. Wojtyłą ciemnymi schodami. Ksiądz Profesor zmieszał sie z czarnymi sutannami ksieży studentów, schodząc razem z nami. Jeden z kolegów, ks. Antoni, pomylił sylwetkę Ksiedza Profesora z innym kolegą ksiedzem i rozpedzając sie z pierwszego stopnia schodów, skoczył ks. prof. Wojtyle na plecy, wołając: - Wio, koniu!
Ksiądz Profesor usiadł na schodzie pod ciężarem ciała kolegi, a on, jak zorientował się, na czyich siedzi plecach, zemdlał z przerażenia. Ksiedz Profesor poklepał kolegę po twarzy i z uśmiechem na ustach stwierdził:
- Rola wykładowcy bardziej mi odpowiada niż konia.

139. I choć padało, choć było ślisko
Czekaliśmy na wykład z ks. prof. K. Wojtyłą, na który uczeszczali również studenci muzykologii. Padał deszcz. Po kwadransie akademickim zamierzaliśmy opuścia sale wykładową. Wszedł Ksiądz Profesor ociekający deszczem, w jasnym prochowcu i w filcowym kapeluszu tego samego koloru. Przeprosił za spó1nienie i usiadł przy katedrze.
W tym momencie usłyszeliśmy przytłumiony śpiew studentów muzykologii: "I choć padało, choć było ślisko, jednak przylazło to proferzysko". Ksiądz Profesor uśmiechnął sie i w odpowiedzi zanucił piosenke, która rozbawiła nas wszystkich, i z właściwym sobie spokojem i godnością rozpoczął wykład.

140. Zadbać o lepszą kuchnię
W 1983 r., w 5. rocznice wyboru ks. prof. Karola Wojtyły na Stolice Piotrową, na dziedzincu Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego postawiono wspaniały pomnik, ukazujący postać Papieża Jana Pawła II, który podnosi z klęczek Prymasa Tysiąclecia, kard. Stefana Wyszynskiego. Był to pokłon, jaki oddał Ksiądz Prymas Janowi Pawłowi II w dniu inauguracji Pontyfikatu. Pomnik stoi przed stołówką studencką. Jan Paweł II w czasie swojej kolejnej pielgrzymki do Polski odwiedził uczelnię, która była mu bardzo bliska, i widząc po raz pierwszy ten pomnik, stwierdził z charakterystycznym dla niego poczuciem humoru:
- Tak, podnosiłem wówczas naszego Prymasa, kard. Stefana Wyszynskiego, bo jedliśmy obiad w stołówce uniwersyteckiej i obiad był tak słaby, że Prymas zasłabł. Trzeba zadbać o lepszą kuchnie dla studentów - powiedział nasz Papież, a jego słowa zostały przyjete z ogromnym aplauzem przez ówczesnych studentów KUL.
Krystyna Sajdok Niedziela Ogólnopolska 41/2003
http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedzieli.php?doc=nd200341=36


 
Wyszukiwarka

Czas ucieka






wieczność czeka

wschód słońca 02:18 UT,
zachód słońca 18:59 UT
okr. zimowy +1h; okr. letni +2h
Dziś jest: 180 dzień i 27 tydzień r.
do końca roku pozostało 185 dni
Imieniny obchodzą:
Emilia, Lucyna, Arnold
Twoje IP: 54.146.28.90
jesteś gościem wyświetlono razy obecnie jest gości
© by Marian Kurtycz
Ostatnia aktualizacja strony
28.05.2017

Jan Paweł II w anegdotach


strona 1
1. Szklana klatka.
2. Wszyscy sobie poszli.
3. Podryw na księdza.
4. Jeździć po kardynalsku.
5. Przeprosiny.
6. Pożegnanie biskupów.
7. Więcej już nic nie powiem.

strona 2
8. Opaleni kardynałowie.
9. Jakoś człapię.
10. Złość piękności szkodzi.
11. Z Wami dziecinnieję.
12. Mów mi wujaszku
13. Papieskie wagary.
14. Jak się czuje piesek.
15. Jan Paweł - Pawłowi.

strona 3
16. To tylko wasza konstytucja.
17. Nie szumcie siostry nam.
18. Niech żyje łupież.
19. Ech, popapieżyć.
20. Papież nie da sobą kręcić.
21. Ten to ma dech.
22. Czy Wyborcza wybiera Papieża.

strona 4
23. Nie mądrz się, lecz módl.
24. Czy protestanci wstaną wcześniej.
25. Niesforny Papież.
26. Ja w tym wieku byłem papieżem.
27. Kurczę jest tańsze.
28. Kluger za Papieża?.

strona 5
29. Znowu te ptopty
30. Był też nauczycielem.
31. Komu lektykę.
32. Siostrzyczka Tomciu Paluszka.

strona 6
33. Tylko nie mówicie Papieżowi!.
34. Biskup i góral.
35. Najprzystojniejszy kardynał.
36. A co, nie wolno mi?
37. Wierszyki na różne okazje.

strona 7
38. Nie ma chrztu bez wody.
39. Czy jest tu biskup?
39. Papież to nie mistrz olimpijski.
40. Górale obronią.

strona 8
41. O Wielkiej Krokwi i herbacie.
42. Wizyta arcybiskupa.

strona 9
43. Wypowiedź człowieka z gwardii watykanskiej.
44. Nie macie szans.
45. Telefon do szpitala.
46. Niedziela palmowa w Watykanie.
47. Siostrzyczka Tomcia Paluszka.

strona 10
48. Telefon.
49. Starość nie radość.
50. Słaby narciarz.
51. Basen kąpielowy.
Cudowne wspomnienia o Janie Pawle II i górach
52. Mówił, że w górach można usłyszeć Boga.

strona 11
53. Józef Uznański o Janie Pawle II.
54. Papież widział już Tatry.
55. Z Wandą Rutkiewicz.
56. Papieski różaniec na szczycie Everestu.

strona 12
57. Dedykacje dla Jana Pawła II.
58. Góry to miejsce spotkania z Bogiem.
59. Superdiretissima.
60. Na lodowcu.

strona 13
61. Wolność, to jedzenie sardynek.
62. W Dolomitach i Apeninach.
63. Życzenia dla polskich alpinistów i himalaistów.
64. O tym jak Jan Paweł II wymykał się z Watykanu

strona 14
65. Definicja mnicha.
66. Czytelnik.
67. Za Galileuszem.
68. Kawaler.
69. Pilny.
70. Skryty.
71 Sprawa poważna w jedną stronę.

strona 15
72. "Osoba i czyn".
73. Kardynałowie na nartach.
74. Święta herbata.

strona 16
75. Wysoko zaszli.
76. Nieomylny.
Papież we wspomnieniach przyjaciół i znajomych.
77. Zostać Lindbergiem
78. Wspomina Halina Królikiewicz-Kwiatkowska, koleżanka z Wadowic:
79. Grzebień potrzebny od zaraz.

strona 17
80. Początkujący święty.
81. Na Rusinowej Polanie.
82. Przekomarzanie z siostrami.
83. Ja też jestem katolikiem.

strona 18
84. A co z Łodzią Piotrową
85. Ekumeniczne
86. Na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim
87. W ogromnej kolejce.
88. Już uczy się na papieża

strona 19
89. Z dziećmi w Niemczech
90. Jestem tylko papieżem
91. Z dziennikarzami
92. O co trzeba dbać w parafii
93. Szybciej, niż windą
94. A Ratzinger czuwa..
95. Szczytowe osiągnięcie pontyfikatu.

strona 20
96. Zbesztać na początek...
97. No, jeszcze...
98. A to pech!
99. Mnie już niepotrzebny.
100. Skromne zajęcie.
101. Na wszelki wypadek.
102. Nie chcę...
103. Przyszedł nowy.
104. Facile dictu, difficile fact.

strona 21
105. Taki los papieża.
106. Cóż za nietakt.
107. Nomen omen.
108. Jakie powitanie lubimy najbardziej.
109. Dziwisz.
110. Uwaga, szef patrzy!
111. Jednak nie on.

strona 22
112. Władca serc i umysłów
113. Wadowickie kremówki
114. Niech zstąpi Duch Twój
115. Po nominacji
116. Nie ma powodu, by 'Wujka' zlikwidować

strona 23
117. Mitra dla papieża
118. Wśród Eskimosów i w Kamerunie
119. Zdolny uczeń
120. Inteligentna riposta
121. Inaczej nazywa się w niedzielę a inaczej...
122. Jednak znalazł pan chwilę czasu dla mnie

strona 24
123. Nie za twojego życia
124. Kto śpiewa, podwójnie się modli
125. Umówiłem się z nią na dziewiątą
126. Dzienniczek nie może zginąć!

strona 25
127. Masz, teraz ty rządź
128. Też są młodzi!
129. Żegnamy cię, Alleluja
130. Sumienie transcendentalne
131. Dowcipy po łacinie

strona 26
132. Na bramce
133. Delegacja włoskich lotników
134. Nie bezinteresowne
135. Jako kibic
136. Czy On jest tam sam

strona 27
137. Tyle co seriale
138. Wio koniu
139. I choć padało, choć było ślisko
140. Zadbać o lepszą kuchnię



Witryna powstała 1 maja 2011 r. w dniu beatyfikacji Papieża Jana Pawła II