Kalendarium życia papieża Jana Pawła II


Wadowice


Przyszedł na świat 18 maja 1920 roku w Wadowicach. Był drugim synem Karola Wojtyły seniora i Emilii z Kaczorowskich. Jego siostra Olga zmarła zaraz po urodzeniu się. Został ochrzczony 20 czerwca 1920 r. w Kościele parafialnym w Wadowicach. Na Chrzcie Świętym otrzymał imiona Karol Józef. Karol po swoim ojcu. Józef po marszałku Piłsudskim, Józefie z Nazaretu i swoim wuju. Rodzicami chrzestnymi byli sklepikarz Józef Kuśmierczyk i Maria Wiadrowska.


Rodzina Wojtyłów żyła skromnie utrzymując się z pensji ojca, legionisty, urzędnika w Rejonowej Komendzie Uzupełnień. Brat Edmund, starszy od Karola o 14 lat, uczył się w wadowickim gimnazjum a później studiował medycynę w Krakowie. 13 kwietnia 1929 r. zmarła Jego matka na zapalenie serca i nerek. Dzień po pogrzebie z bratem i ojcem poszli na pielgrzymkę do Sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej. 3 lata później w wieku zaledwie 26 lat zmarł Jego ukochany brat Edmund, który w szpitalu w Bielsku zaraził się szkarlatyną od pacjentki. Po śmierci matki i brata ojciec stał się jego wielkim opiekunem i największym przyjacielem.


We wrześniu 1938 r. Karol zdał egzamin do męskiego Państwowego Gimnazjum Śląskiego im. Marcina Wadowity. Była to świetna szkoła z tradycjami. Wykładali tam doskonali profesorowie. W szkole zawsze był prymusem. Zawdzięczał to nie tylko wybitnym zdolnościom, ale i wytężonej pracy. Karol wyróżniał się z grona rówieśników ogromną pobożnością. Codziennie w drodze do szkoły wstępował na moment do kościoła, modlił się też w ciągu dnia przed i po jedzeniu, a odrabiając lekcje, robił przerwę na modlitwę po przerobieniu każdego przedmiotu. Częściej niż inni przystępował do Komunii świętej. Był prezesem Kółka Ministranckiego, a później sekretarzem Sodalicji Mariańskiej.


Grał w Kółku Teatralnym, które łączyło młodzież z gimnazjów męskiego im. Marcina Wadowity oraz żeńskiego im. Michaliny Mościckiej. Na repertuar składały się: "Kordian" Słowackiego, "Antygona" Sofoklesa, "Sobótka" Kochanowskiego, "Śluby Panieńskie" oraz "Damy i huzary" Fredry. Karol Wojtyła - przystojny, wysoki, obdarzony pięknym głosem i doskonałą pamięcią - grał prawie we wszystkich spektaklach główne role, a zdarzało się i podwójne, jak choćby w "Balladynie" Słowackiego, gdzie odtwarzał zarówno rolę Kostryna, jak i Kirkora. Teatr stał się ich prawdziwą pasją. Jeździli do Krakowa na warsztatowe spektakle prowadzone przez Juliusza Osterwę. Przedstawienia prezentowali nie tylko w szkołach, ale też w Domu Katolickim, Bibliotece Mieszczańskiej, na estradzie pobliskiego parku. Jeździli ze spektaklami do Andrychowa i Kęt. Kostiumy wypożyczali w Krakowie, dekoracje wykonując własnym sumptem. Zdarzało się, że mocowane domowym sposobem na pinezki odpadały w trakcie przedstawienia.


14 maja 1938 r. osiemnastoletni Karol Wojtyła otrzymał celujące świadectwo maturalne. Upoważniało do podjęcia studiów na większości uczelni bez egzaminów. Zastanawiano się, jaki fakultet wybierze wszechstronnie utalentowany Lolek. Jedni wróżyli mu błyskotliwą karierę na deskach teatru, innym jawił się jako duchowny. Zaskoczył wszystkich wstępując na polonistykę na Wydziale Filozoficznym UJ. W lipcu 1938 r. brał udział w krótkim "stażu roboczym" w Junackich Hufcach Pracy przy budowie drogi pod Babią Górę, a we wrześniu w ćwiczeniach wojskowych Legii Akademickiej. Od października rozpoczął studencki żywot w Krakowie.


Okupacja


Już 15 października 1938 r. wystąpił wspólnie z Jerzym Kałamackim, Jerzym Boberem, Tadeuszem Kwiatkowskim, Haliną Królikiewiczówną i Krystyną Hojdysówną na wieczorze literackim. Zapisał się też na dodatkowe zajęcia "żywego słowa" do Konfraterni Teatralnej, która kształciła aktorów. Członkowie "Studia 39" zdążyli wystawić na "Dni Krakowa" w czerwcu 1939 roku komedię o czarnoksiężniku Twardowskim "Kawaler księżycowy" Mariana Niżyńskiego. Przedstawienie to pokazywano aż osiem razy na dziedzińcu Kolegium Nowodworskiego.


Na pierwszym roku studiów Karol zamieszkał z ojcem w rodzinnym domu matki przy ulicy Tynieckiej w robotniczej dzielnicy Krakowa - Dębnikach. Zajmowali tam dwa skromne pokoiki na parterze. Mimo braku w domu kobiecej ręki, było tam zawsze czysto, choć skromnie. Często, szczególnie podczas okupacji, nie starczało pieniędzy na podstawowe wydatki. Ojciec z pogodą ducha zajmował się domowym gospodarstwem. Często bywało, że własnoręcznie naprawiał buty.


18 lutego 1941 r. Karol Wojtyła został zupełnie sam na świecie. Przez całą noc czuwał wraz z przyjacielem Juliuszem Kydryńskim przy zwłokach ojca. Być może wtedy - z długiej rozmowy przyjaciół o życiu i śmierci narodziła się myśl o kapłaństwie. Po śmierci ojca Karol zamieszkał u rodziny Kydryńskich przy ulicy Felicjanek.


Pozbawieni możliwości studiowania, Karol i Juliusz zatrudnili się w zakładach chemicznych Solvay w Borku Falęckim. W ten sposób, dzięki życzliwości prezesa fabryki, uniknęli wywózki na roboty do Niemiec. Pracowali w należącym do zakładu pobliskim kamieniołomie w Zakrzówku, za Dębnikami. Za swą pracę dostawali tak potrzebny do życia, deputat z fabryki: kaszę, groch, mąkę. Praca ich była bardzo ciężka. W zimę, gdy mróz dochodził do 30 stopni, rozbijali młotami wapienne złomy i ładowali tę tłuczkę widłami na wózki wąskotorówki, dowożące je do fabryki. Norma dzienna zobowiązywała każdego robotnika do załadowania jednego wagonu. Karol został wkrótce pomocnikiem strzałowego. Ciężka praca fizyczna z barczystego mężczyzny uczyniła wychudłego, ważącego niecałe 56 kg. Był lubiany przez kolegów i dlatego wielu pomagało mu w najcięższych pracach. Po 2 latach pracy w kamieniołomie zostali przeniesieni do działu oczyszczania wody, gdzie było tylko nieco lżej. Nosili wiadra z wodą wapienną i worki z odczynnikami chemicznymi przez długi ponad stumetrowy dziedziniec.


Równocześnie Karol zaangażował się mocno w działalność podziemnej katolickiej organizacji "Unia", która starała się chronić Żydów przed wywózką do obozów koncentracyjnych, wynajdywała im schronienia i aryjskie papiery.


Popołudniami każdą wolną chwilę Karol i Juliusz poświęcali działalności literackiej i artystycznej. Początkowo czytał z przyjaciółmi - Tadeuszem Kwiatkowskim, Danutą Michałowską i Tadeuszem Kudlińskim arcydzieła polskiego dramatu, z czasem zaczęli wystawiać tajne spektakle. Dużo pisał. Z tego okresu pochodzą Jego dramaty biblijno-historyczne "Hiob" i "Jeremiasz". Ciągle się uczył. Studiował filozofów, czytał poetów - Miłosza, Przybosia. Peipera... Przyjaciele pamiętają Go chodzącego z podręcznikiem do francuskiego i powtarzającego słówka.


Po aresztowaniu starszego brata, Mieczysław Kotlarczyk - nauczyciel Karola Wojtyły, przeniósł się do Krakowa, gdzie z pomocą przyjaciół otrzymał pracę konduktora tramwajowego. Karol po blisko siedmiu miesiącach gościny w domu Kudryńskich powrócił do domu na Tynieckiej 10 gdzie zamieszkał z rodziną Kotlarczyków. Od razu zaczęły się tam odbywać próby, a wkrótce powstał Teatr Rapsodyczny. Teatr tworzyło tylko pięć osób. Mieczysław Kotlarczyk był dyrektorem artystycznym i reżyserem Karol Wojtyła, Danuta Michałowska, Krystyna Ostaszewska i Halina Królikiewiczówna.


Od l listopada do końca okupacji aktorom udało się wystawić "ku pokrzepieniu serc": "Króla Ducha", "Beniowskiego" i "Samuela Zborowskiego" - Słowackiego, "Pana Tadeusza" - Mickiewicza, "Hymny" - Kasprowicza, poezje Wyspiańskiego i Norwida. Spektakle odbywały się w mieszkaniach zaprzyjaźnionych osób. Na jednej z prób w 1942 r. Karol ogłosił, że zamierza studiować Teologię. Był to dla wszystkich szok. Niemały wpływ na tę decyzję Wojtyły miał Jan Tyranowski, krawiec z Dębnik - człowiek głęboko religijny, członek "Żywego Różańca".


Nie przerywając pracy w Solvayu Karol Wojtyła wstąpił do tajnego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Krakowie i jednocześnie rozpoczął studia konspiracyjne na Wydziale Teologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. 29 lutego 1944 r. potrąciła Go niemiecka ciężarówka. Upadł i stracił przytomność. Zobaczyła to z tramwaju Józefina Florek, wysiadła i zatrzymała samochód z niemieckim oficerem. Udzielił on Karolowi pomocy i odwiózł do szpitala przy ulicy Kopernika, gdzie stwierdzono wstrząs mózgu i zatrzymano do 12 marca. Po tym, gdy "w czarną niedzielę" 6 sierpnia 1944 r. Niemcy aresztowali w Krakowie 7 tysięcy mężczyzn, a Wojtyle ledwo udało się wymknąć, arcybiskup krakowski kardynał Adam Sapieha polecił, by Wojtyła wraz z innymi alumnami zamieszkał w pałacu biskupim. Od tego czasu Karol przestał chodzić do pracy w Solvayu.


Jako młody kleryk Wojtyła studiował teologię w tajnym Seminarium Duchownym. Klerycy mieszkali za miastem. Zajęcia prowadzono w mieszkaniach prywatnych. Po wojnie Seminarium znowu stało się częścią Wydziału Teologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Tam Wojtyła skończył trzeci i czwarty rok studiów teologicznych. Jak zawsze otrzymywał najlepsze noty. Na 26 egzaminów, z 19 otrzymał najwyższą ocenę - celujący, z sześciu - bardzo dobry, jedynie z psychologii - dobry. Dowcipni koledzy, wyśmiewając jego pracowitość i zaangażowanie duchowe, przyczepili mu pewnego razu na drzwiach karteczkę "Karol Wojtyła, przyszły święty".


W tym czasie zadebiutował jako poeta na łamach miesięcznika "Głos Karmelu" poematem "Pieśń o Bogu ukrytym". Od kwietnia 1945 do sierpnia 1946 r. prowadził na uczelni jako asystent seminaria z historii dogmatu. Gdy w Czemej karmelici ponownie otworzyli nowicjat, chciał do niego wstąpić, ale nie zgodził się na to ks. arcybiskup Sapieha.


l listopada 1946 r. Książę metropolita kardynał Sapieha wyświęcił Karola Wojtyłę na księdza. W tym dniu kapłan może odprawić trzy Msze. Pierwszą Karol odprawił za dusze rodziców i brata, drugą za wszystkich zmarłych a trzecią w intencjach Ojca Świętego. 4 listopada odprawił Mszę dla kolegów z Teatru Rapsodycznego i dla robotników z fabryki "Solvay". Następnie udał się do Wadowic, by tam w swoim kościele parafialnym, odprawić kolejną Mszę świętą. Ponieważ jego dawne mieszkanie zajmował już ktoś inny, na uroczyste śniadanie po Mszy ksiądz Karol zaprosił do zaprzyjaźnionej rodziny państwa Szkockich.


Rzymski student


Cztery dni później 26-letni ksiądz Karol Wojtyła wraz z zaprzyjaźnionym klerykiem Stanisławem Starowieyskim udał się do Paryża a z tamtąd do Rzymu na studia. Każdą wolną od nauki chwilę poświęcał na zwiedzanie miasta i okolic. Próbował odnaleźć w rozgardiaszu miasta ten obraz Rzymu jaki przywiózł ze sobą - ten z historii, literatury i z tradycji chrześcijańskiej. Powoli odnalazł go. Doszło do tego po zwiedzeniu katakumb - Rzymu początków chrześcijaństwa, Rzymu Apostołów, Rzymu Męczenników. Odwiedzili też wszystkie włoskie sanktuaria, począwszy od Asyżu, poprzez Monte Cassino benedyktynów, Sienę św. Katarzyny, Capri, Neapol, Wenecję oraz jaskinię w niedalekim od Rzymu Subiaco, gdzie piętnaście wieków temu medytował przez trzy lata św. Benedykt z Nursji.


Z zapałem tropił ślady polskości. Był w klasztorze Montorella, założonym na górze Guadagnolo przez polskich o. zmartwychwstańców w 1857 r. W Rzymie przypadł mu do serca barokowy kościół św. Andrzeja, w którym spoczywają szczątki św. Stanisława Kostki, młodego polskiego jezuity, zmarłego w Rzymie na malarię w drugiej pół. XVI w. Wstępował tu codziennie na modlitwę w drodze na zajęcia.


Wiosną 1947 r. ks. Wojtyła uczestniczył we Mszy św. odprawianej przez kapucyna Ojca Pio w San Giowanni Rotondo niedaleko Neapolu. Świadkowie twierdzą, że po spowiedzi Karola u Ojca Pio, ten klęknął przed Wojtyła i przepowiedział mu, że zostanie powołany na Tron Piotrowy i przeżyje zamach na swe życie.


Po zdaniu egzaminów "z najwyższą pochwałą" wyjechał na wakacje do pracy duszpasterskiej wśród polonijnych robotników we Francji, Holandii i Belgii. Po powrocie z wakacji rozpoczął drugi ostatni rok nauki. Program był bardzo trudny, przeładowany filozofią mistyczną. Karol Wojtyła napisał rozprawę doktorską; "Zagadnienia wiary u świętego Jana od Krzyża" pod kierunkiem wybitnego znawcy teologi mistycznej Reginalda Garrigou-Lagrange. Ta pięcioczęściowa praca, zawarta na 280 stronach, w całości napisana po łacinie, otrzymuje najwyższe noty, jednak Wojtyła nie otrzymał tytułu doktora Świętej Teologii, gdyż warunkiem jego uzyskania było ogłoszenie doktoratu drukiem, a ubogiego księdza z Polski nie było na to stać. Polski doktorat uzyskuje dopiero po powrocie do kraju w poł. 1948 r.


Praca w parafii


15 czerwca 1948 r. Karol wrócił do Krakowa i ponowił prośbę o przyjęcie do zakonu. Arcybiskup Sapieha i tym razem nie wyraża zgody. Nalegającemu prowincjałowi o. Kowalówce rzekł "po wojnie brakuje księży, potrzebuję Wojtyłę w diecezji", a po namyśle dodał: "Kiedyś w przyszłości będzie go potrzebował cały Kościół".


W lipcu 1948 roku ks. Wojtyła został skierowany do pracy w Niegowici, malutkiej, biednej parafii w pobliżu Bochni, 50 km od Krakowa. Niektórzy uważali, że to wygnanie, i że pięknie rozpoczynająca się kariera Wojtyły zostanie zniszczona. Jednak ks. kardynał Sapieha chciał by po oderwanych od rzeczywistości studiach Karol poznał pracę w Kościele na każdym poziomie.


W czasie siedmiu miesięcy posługi w Niegowici ksiądz Karol Wojtyła udzielił 13 ślubów i ochrzcił 48 dzieci, oraz założył zespół teatralny, który zagrał dwie sztuki. Organizował dla młodych wycieczki do lasu, grał z nimi w siatkówkę, wieczorami zaś siadał do wspólnego ogniska. Poproszony o pomoc, nigdy jej nie odmawiał: kopał rowy, młócił zboże czy pomagał dzieciom odrabiać lekcje. Wraz z drugim wikarym stworzył kółko Żywego Różańca i koło Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. Tajniacy próbowali je rozwiązać i stworzyć w zamian komórkę ZMP. Młodzież zmuszano do donoszenia na księdza. Uciekano się do szantażu a nawet pobić. Wojtyła tłumaczył młodzieży, że temu co złe, należy przeciwstawić dobro. Chłopcom wręcz radził, by opowiadali agentom o tym, co dzieje się w parafii.


W marcu 1949 r. został przeniesiony do kościoła św. Floriana, w centrum Krakowa, na Kleparzu, jednego z najstarszych kościołów w mieście. Ks. Kardynał chciał go wprowadzić w środowiska intelektualne i kulturalne oraz młodzieży studenckiej. Karol Wojtyła szybko nawiązał z młodzieżą kontakt. Prowadził wykłady, organizował dyskusje, odwiedzał studentów w akademikach i prywatnych mieszkaniach. Jego rekolekcji słuchały w skupieniu tłumy dziewcząt i chłopców, wypełniając szczelnie kościół. Założył mieszany chór gregoriański, który na początku maja 1951 r. wykonał w kościele św. Floriana w całości przepiękną mszę gregoriańską "De Angelis".


Szybko uznał, że zwykła praca duszpasterska nie wystarczy, że młodzież potrzebuje go też poza kościołem. Wpadł więc na pomysł wspólnego wędrowania. Początkowo były to wypady górskie w pobliskie Gorce i Beskidy, potem - w Bieszczady, a później także dłuższe spływy kajakowe po Pojezierzu Kaszubskim czy Mazurach. Traktował te wyprawy jako doskonałą okazję do pracy dydaktycznej. Wkrótce jego "paczka" liczyła już ok. 70 osób. Ponieważ w tamtym czasie księża nie mogli poza kościołem pracować z młodzieżą, w czasie wypraw nie nosił sutanny. Dla niepoznaki, by nie mieć problemów z milicją młodzież nazywała go "Wujkiem".


Każdy dzień rozpoczynał się Mszą świętą odprawianą na polowym ołtarzu skleconym z tego co było pod ręką, z kilku desek czy odwróconych kajaków. Wojtyła miał zawsze dodatkowy bagaż w postaci naczyń liturgicznych, które dzielnie dźwigał na plecach. W czasie wędrówki prowadził zazwyczaj z którymś z towarzyszy osobiste rozważania. Częstymi tematami były seks i miłość. Tłumaczył, że nim para nawiąże intymny kontakt musi nauczyć się być razem; bycia cierpliwym, odpowiedzialnym, wyrozumiałym. "Miłość to nie przygoda" - powtarzał. "Ma smak całego człowieka. Ma jego ciężar gatunkowy. I ciężar całego jego losu. Nie może być chwilą. Dlatego odnajduje się w wymiarach Boga, bo tylko On jest wiecznością". Pragnął im pomóc w rozumieniu, że współuczestnictwo w poczęciu dziecka jest w rzeczywistości uczestnictwem w akcie stworzenia.


Ksiądz Mieczysław Maliński tak wspomina pewną rozmowę z przyszłym Papieżem, podczas której Wojtyła opisywał trudy posługi duszpasterskiej: "Tu nawet nie chodzi o rekolekcje, ale o spowiadanie. To jest coś najtrudniejszego. Chodzi o kontakt z człowiekiem. Więc nie można bawić się w dzięcioła, który odstukuje to z jednej to z drugiej strony, ani załatwić sprawy jakimś gładkim słowem, ale trzeba nawiązać dialog. Potraktować poważnie i z sercem. Spowiedź to jest ukoronowanie naszej kapłańskiej działalności. Ukoronowanie nawet w tym sensie, że przed nami odkrywa się człowiek w swoim najgłębszym "ja"."


Z tego okresu pochodzą wiersze publikowane pod pseudonimem Andrzej Jawień i Stanisław Andrzej Gruda oraz dramat o bracie Albercie (Adamie Chmielowskim) wystawiany później jako "Brat naszego Boga". 23 lipca 1951 r., w wieku 85 lat, umarł mistrz Wojtyły, uwielbiany przez społeczność Krakowa, kardynał Adam Stefan Sapieha. Zgodnie z jego ostatnią wolą ks. Wojtyła po dwu i półrocznej pracy wikarego u św. Floriana miał zająć się pracą naukową.


Ksiądz naukowiec


Ponieważ z powodu nieukazania się drukiem napisanej w Rzymie rozprawy o św. Janie od Krzyża Wojtyła wrócił do Krakowa bez doktoratu, pół roku później zdawał egzamin i otrzymał tytuł magistra Wydziału Teologii UJ. Władze uczelni uznały jego tajne seminarium i studia w Rzymie. Już miesiąc później, wiosną 1949 r. przyznały mu tytuł doktora teologii na podstawie rozprawy o św. Janie od Krzyża.


Ksiądz Kardynał Sapieha przed samą śmiercią polecił księdzu Wojtyle wziąć urlop od wszelkich obowiązków duszpasterskich i poświęcić się wyłącznie pisaniu pracy habilitacyjnej. Przeniósł się więc ks. Karol z plebanii kościoła św. Floriana do mieszkania ks. Ignacego Różyckiego wybitnego teologa i profesora UJ. W tym czasie ukończył pracą habilitacyjną: "Ocena możliwości oparcia etyki chrześcijańskiej na założeniach systemu Maxa Schelera." Rada Wydziału Teologicznego Uniwersytetu przyjęła ją jednogłośnie 12 grudnia 1953 r. Jednak habilitacji nie uzyskał, gdyż nie zgodziło się na to Ministerstwo Oświaty.


Kiedy w 1954 r. władze zamknęły wydział teologii na Uniwersytecie Jagiellońskim wykładał w seminariach w Katowicach, w Częstochowie i w Krakowie oraz na KUL-u. Wykładał teologię moralną i etykę małżeńską. Pod koniec 1956 r. objął katedrę etyki na KUL-u co dla 36 letniego kapłana było dużym wyróżnieniem.


Młodzież kochała "swego" profesora - wuja Karola. Na jego wykłady ciągnęły tłumy oblepiając każdy wolny kawałek podłogi. Studenci uznali, że profesor Wojtyła jako jedyny spośród kadry wykładowców KUL zasłużył na miano mądrego i świętego. W latach 1957-1958 Wojtyła kursował między katedrą etyki a krakowskim kościołem ss. Felicjanek, w którym wygłaszał wykłady o: "Misji współczesnego lekarza".


W połowie 1958 r. schorowany papież Pius XII podpisał nominację Karola Wojtyły na biskupa tytularnego Ombrii, a co za tym idzie - biskupa pomocniczego Krakowa. Od tego czasu pracy naukowej poświęcał coraz mniej czasu. Mimo to w 1960 r. ukazuje się najpierw jego dramat "Przed sklepem Jubilera" a potem jedna z najważniejszych jego prac "Miłość i odpowiedzialność". Materiały do niej zbierał latami, głównie podczas rozmów z młodzieżą na wyprawach turystycznych. Dwa lata po niej, już jako arcybiskup, wydał kolejną ważną pracę "Osoba i czyn". Za namową amerykańskiej filozofki polskiego pochodzenia Anny Tymienieckiej kard. Wojtyła wydał wzbogaconą wersję angielską tej książki: "The acting person". Wywołała ona duże zainteresowanie amerykańskich filozofów. Więc kiedy w 1976 r. pojechał do USA na Kongres Eucharystyczny i spotkał się z nimi, Jego referat na uniwersytecie Harvarda przyjęto entuzjastycznie.


Ksiądz turysta


Od młodych lat Karol przemierzał dopiero co wytyczone szlaki Beskidu Małego i Makowskiego. Zdobywał szczyty: Leskowiec, z którego widać Tatry, Madohorę porośniętą dzikim lasem, Bliźniaki o dwóch wierzchołkach, Ostry Wierch, Chełm... Miłość do gór zaszczepił w nim ojciec. Później jako alumn seminarium większość wolnego czasu spędzał na wędrówkach po okolicy. Wiele lat później już jako papież mówił: "Byt człowieka jest przemijający i zmienny. Góry istnieją w sposób pewny i trwały, są wymownym obrazem niezmiennej wieczności Boga". Miłość do wędrowania zaszczepiona w dzieciństwie owocowała w dojrzałym życiu. Zimą były to wyprawy narciarskie, latem spływy kajakowe na północy Polski lub wędrowanie po górach. Wypady wakacyjne z młodzieżą rozpoczął już jako wikary kościoła św. Floriana w Krakowie. Wędrował chętnie po górach także jako docent i profesor KUL. Tytuły naukowe nie zmieniły jego stosunku do górali. Często rozmawiał z bacami, zaglądał do pasterskich szałasów, dowcipkował.


Pewnego razu, już jako kardynał, pomagał góralom nosić gałęzie na ognisko. Wojtyła miał go podpalić - zgodnie ze zwyczajem - jedną zapałką. Gdy mu się to udało, baca rzekł: "Widzi się, ze nos kardynał Łojcem Świntym zostanie".


Lubił się wspinać w Gorcach. Gdy został papieżem górale wybudowali dla niego drewnianą kapliczkę na Rusankowej Polanie. W sezonie odprawia się tu Msze święte przy ołtarzu z dwutonowej bryły tatrzańskiego granitu, przed rzeźbą Matki Boskiej Bolesnej - Królowej Gorców. Wiele czasu spędzał w Beskidach w latach 50. Dla upamiętnienia tych związków Komisja Turystyki Górskiej PTTK przemianowała Jaworzynę (890 m n.p.m.) na Gron Jana Pawła II. W Bieszczadach dla upamiętnienia 15 dniowej wędrówki z siedemnastoosobową grupą młodzieży szlakiem przez Połoninę Wetlińską, Caryńską, Tarnicę, Chryszczatą, Smerek, do Cisnej i Komańczy stoi na Tarnicy (najwyższy szczyt Bieszczad -1346 m n.p.m.) kapliczka ze świątkiem i informacją, że tą drogą "przyszły Papież-Polak wędrował w burzliwych latach powojennych".


W Tatry przyjeżdżał przez cały rok. Szczególnie chętnie na Wiktorówki nieopodal Rusinowej Polany, gdzie w 1860 r. Matka Boska Jaworzyńska Królowa Tatr pomogła odnaleźć pasterce Marysi owce. Tam stworzył w leśnym kościółku ośrodek duszpasterski. Wielokrotnie przemierzał Dolinę Chochołowską w drodze na Jarząbczy Wierch, z Hali Gąsienicowej wchodził na Kościelec, jedną z najtrudniejszych tras Tatr polskich: przez Kozią Przełęcz (2137 m. n.p.m.) Zamarłą Turnię, Orlą Perć z przejściem łańcuchowym na Zawrat. Nie lubił Kasprowego Wierchu, natomiast uwielbiał wypady z doliny Cochołowskiej na Rakoń czy na Grzesia. W Tatrach wielokrotnie bywał na nartach. Był bardzo dobrym narciarzem, jeździł pewnie, dobrze technicznie. Nie zaniechał tego nawet jako biskup i kardynał.


Inną pasją Karola Wojtyły było pływanie kajakiem. Zaczęło się to już w latach 50. Na początku była Brda w Borach Tucholskich, potem Drwa, gdzie był kapitanem słynnego wysłużonego kajaka "Kalosza", później Czarną Hańczą na Pojezierze Augustowskie, Wigry, Łyna, San...


Każdy dzień rozpoczynał Mszą św. przy prowizorycznym ołtarzu. Na każdym szlaku był duszpasterzem. Zabierał do swego "Kalosza" przyjaciół na indywidualne rekolekcje. Nawet gdy został mianowany sufraganem archidiecezji krakowskiej w sierpniu 1958 r. przerwał wyprawę jedynie na kilka dni. Po powrocie na Mazury oświadczył: "Nie ma powodu, by "Wujek" został zlikwidowany". I pływał tak do 1978 r. kiedy - jak sam stwierdził - przesiadł się z kajaka na Łódź Piotrową.


W czasie wędrówek miał wiele przygód. Pod koniec maja 1955 r. ks. Wojtyła wziął udział w XIV Ogólnopolskim Spływie Kajakowym na Dunajcu. W Sromowcach Niżnych kajak przedziurawił się na podwodnym głazie. Woda wypełniała go powoli, tak że dopiero na mecie w Szczawnicy, poszedł na dno. W lodowatej wodzie znalazł się ksiądz wraz z całym ekwipunkiem. Tylko brewiarz pozostał suchy. Innym razem biskup Karol Wojtyła zjeżdżał na nartach pod Turbaczem. Aby nie tracić czasu w kolejce do wyciągu, czytał brewiarz. Za którymś jednak razem brewiarz, wysunął się z kieszeni i przepadł. Stracił wiele czasu na bezskutecznych próbach odnalezienia książki, do której był bardzo przywiązany. Na próżno. Brewiarz przepadł jak kamień w wodę. Poprzyklejał więc po okolicy anonsy o zgubie i w nienajlepszym humorze wrócił do Krakowa. Jakież było jego zdziwienie, gdy furtian wręczył mu zgubiony brewiarz. Odnalazł go jakiś turysta i mimo, iż nie był podpisany, bez trudu domyślił się, do kogo należy. Już wówczas biskup Wojtyła był osobą powszechnie znaną, cieszącą się rosnącym zainteresowaniem.


Biskup Krakowa


W upalny sierpień 1958 r. Wuj Karol spływał z młodzieżą w swoim "kaloszu" Łyną na Mazurach. Do obozowiska przy Świętej Lipce przyszła wiadomość o awansie, i że jest pilnie wzywany na rozmowę do prymasa Wyszyńskiego i do Krakowa. Studenci, radując się awansem, a jednocześnie smucąc, że stracą przyjaciela, zanieśli go na rękach do autobusu. Wojtyła, żegnając się, obiecał powrócić jak najszybciej, by już w niedzielę odprawić Mszę. U Prymasa zjawił się tryskający energią. Czekając na pociąg do Krakowa, nominowany na biskupa 38-latek w sfatygowanej sutannie zajrzał do domu sióstr urszulanek. Wszedł do pustej kaplicy i modlił się, leżąc na podłodze. Po kilku godzinach zaniepokojona siostra spytała, czy nie zjadłby kolacji. Odparł; "Mam pociąg do Krakowa dopiero po północy. Pozwólcie mi tu pobyć, Mam dużo do pomówienia z Panem Bogiem, Nie przeszkadzajcie."


Sakrę biskupią Karol Wojtyła otrzymał 28 września 1958 r. w katedrze wawelskiej z rąk arcybiskupa Eugeniusza Baziaka, biskupa opolskiego Franciszka Joppa oraz biskupa Bolesława Kominka z diecezji wrocławskiej. Za dewizę biskupią wybrał słowa "Totus Tuus" (Cały Twój), wyrażające oddanie się Chrystusowi i zawierzenie Matce Bożej, a pochodzące z traktatu maryjnego św. Ludwika Marii Grignion de Montfort, który czytał w czasie wojny. Biskupi znak - krzyż z dużą literą M pod lewym ramieniem, przedstawił w połowie 1959 r.


Na zajęcia ze studentami brakło mu czasu. Dopiero w roku 1960/61 pracował na pół etatu na Katedrze Etyki KUL, by prowadzić przynajmniej kilka godzin zajęć tygodniowo. Z czasem spotkania przeniosły się do Krakowa. W wyjazdach na narty towarzyszyli mu ks. Tadeusz Styczeń, księża profesorowie Stanisław Nagy, Ignacy Różycki, Marian Jaworski - właściwie cała katedra z Lublina z wyjątkiem ks. Andrzeja Szóstka, którego namawiał do nauki jazdy na nartach, bo nie mógł brać udziału "w najważniejszych posiedzeniach katedry".


Przede wszystkim jednak biskup Wojtyła rzucił się z zapałem w wir duszpasterskiej posługi. Nieustannie wizytował parafie, udzielał sakramentów, głosił homilie, prowadził rekolekcje. Dzięki licznym kontaktom z kapłanami i świeckimi z całej archidiecezji doskonale orientował się w jej problemach. W 1962 r. Wojtyła został krajowym duszpasterzem środowisk twórczych i inteligencji. W czerwcu tegoż roku umarł Jego wielki protektor, arcybiskup Eugeniusz Baziak. Już następnego dnia Wojtyła został wybrany wikariuszem kapitulnym, mającym sprawować rządy nad archidiecezją krakowską do czasu mianowania ordynariusza.


Wizytując wiejską parafię w Maniowach, otrzymał wiadomość, że władze chcą odebrać budynek krakowskiego seminarium duchownego przy ul. Manifestu Lipcowego i przekazać go Wyższej Szkole Pedagogicznej. Pojechał prosto do Komitetu Wojewódzkiego PZPR i ustalił z I sekretarzem Lucjanem Motyką, że WSP dostanie trzecie piętro, a seminarium resztę gmachu. Był to pierwszy przypadek, kiedy spotkanie komunistycznego kacyka z biskupem nastąpiło z woli biskupa. Nie dość na tym: na początek roku akademickiego, l października 1962 r., biskup Wojtyła poprowadził milczący marsz profesorów, wychowawców i alumnów do uratowanego budynku, i oddał go w opiekę Matce Boskiej.


Jesienią 1962 roku biskup Wojtyła wyjechał wraz z dziesięcioma polskimi biskupami do Rzymu na otwarcie pierwszej sesji Soboru Watykańskiego II. Wziął też udział w audiencji papieża Jana XXIII dla polskich biskupów. Delegacja polska była najliczniejszą zza żelaznej kurtyny, więc jej głosu słuchano wyjątkowo uważnie. Dzięki ks. Andrzejowi Marii Deskurowi, poznał tam m.in. amerykańskiego biskupa polskiego pochodzenia (z Podhala) Jana Króla oraz rektora Kolegium Polskiego, Władysława Rubina. Obaj odegrali potem w życiu przyszłego papieża ważną rolę. W grudniu 1963 roku, po zakończeniu drugiej sesji soboru, biskup Wojtyła spotkał się z rzymską polonią, po czym udał się na pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Po powrocie do Krakowa protestując przeciwko brakowi zgody na budowę kościoła w Nowej Hucie, przy trzaskającym mrozie, odprawił pasterkę dla kilku tysięcy osób.


30 grudnia 1963 roku papież Paweł VI mianował biskupa Wojtyłę arcybiskupem metropolitą krakowskim. Oficjalnie nominację ogłoszono w styczniu 1964 roku. Ks. doc. dr Karol Wojtyła został ordynariuszem krakowskim. Przed nim urząd ten piastowali m.in. tacy znakomici Polacy jak św. Stanisław ze Szczepanowa, bł. Wincenty Kadłubek, Jan Puzyna, Adam Stefan Sapieha... Wojtyła okazał się twardym arcybiskupem, silnie broniącym niezależności Kościoła. Na uroczystości w katedrze wawelskiej nowy metropolita przywdział niezwykłe szaty: racjonał (kapę), będący darem królowej Jadwigi, ornat, dar Anny Jagiellonki, infułę biskupa Andrzeja Lipskiego z XVII w., pastorał sprezentowany przez króla Jana III Sobieskiego po wiktorii wiedeńskiej i pierścień biskupa Maurusa z XII w.


Liczne zajęcia duszpasterskie i zarządzanie diecezją dzielił Wojtyła z wyjazdami na sesje soboru i organizowaniem obchodów jubileuszu Tysiąclecia Chrztu Polski. Uczestniczył w uroczystościach millenijnych w Gnieźnie, Poznaniu, Łomży, Warszawie, Gdańsku, Lublinie, Drohiczynie, Lubaczowie oraz parafiach własnej diecezji. Refleksje z obchodów zawarł w poemacie "Wigilia Wielkanocna 1966" W zapełnionym po brzegi kalendarzu starał się znaleźć czas na wyjazdy w góry lub spływy kajakowe. Każdej zimy wypuszczał się choćby tylko na kilka dni na narty.


Po trzeciej sesji soboru, w listopadzie 1964 r. arcybiskup Wojtyła udał się na Sycylię, i ponownie do Ziemi Świętej. Po powrocie do Rzymu został przyjęty na audiencji przez papieża Pawła VI, któremu opowiadał o pracy podczas okupacji w Solvayu. Papież przysłał mu potem w dowód uznania i sympatii paliusz - tkany pas z jagnięcej wełny, nakładany do stroju liturgicznego na ramiona i piersi. Pierwsze miesiące 1965 r. wypełniła praca nad redakcją soborowej "Konstytucji o Kościele w świecie współczesnym", w której arcybiskup Wojtyła szczególną uwagę zwracał na rolę świeckich oraz na rolę Kościoła w tworzeniu dóbr kultury. Ostatnia, czwarta sesja - to dyskusja o wolności religijnej w Kościele. Podczas niej polscy biskupi zaprosili biskupów Europy do udziału w obchodach Millenium.


Jeszcze przed zakończeniem soboru arcybiskup Wojtyła uwikłał się ostry konflikt z władzą jako współautor słynnego listu do biskupów niemieckich (18 listopada 1965 r.). List kończy się słowami: "Przebaczamy i prosimy o przebaczenie". Pismo wywołało pełne nienawiści ataki władzy na Kościół i polskich biskupów. Po latach okazało się, że Orędzie to, będące wyrazem przekonania o potrzebie jedności Europy, a jednocześnie obalające komunistyczny obraz dwóch wrogich sobie światów, stanowiło najistotniejszy element pojednania polsko-niemieckiego.


Ojciec Soboru


W październiku 1962 r. wraz z kardynałem Wyszyńskim i dziesięciu innymi polskimi biskupami Karol Wojtyła znalazł się w polskiej delegacji na rozpoczęcie Soboru Watykańskiego II. 15 innych biskupów nie otrzymało pozwolenia na wyjazd. Mimo to delegacja była najliczniejsza spośród wszystkich z obozu komunistycznego. 8 października polscy biskupi zostali przyjęci na audiencji przez papieża Jana XXIII. Biskup Karol Wojtyła, choć najmłodszy, był najlepiej przygotowany do prac soboru. Sekretarzem prasowym soboru był jego dawny kolega seminaryjny - Andrzej Maria Deskur. Przed rozpoczęciem obrad, Deskur przedstawił Wojtyle wiele osobistości z kurii oraz całego świata. Młody polski delegat, dzięki biegłej znajomości włoskiego, niemieckiego, francuskiego i angielskiego, i ujmującemu sposobowi bycia, szybko zyskał tak wielu przyjaciół, że kiedy sporządzano listy członków poszczególnych komisji tematycznych, każda "prosiła o niego".


Otwarcie Soboru Watykańskiego II nastąpiło 11 października 1962 r. w Bazylice św. Piotra. Papież Jan XXIII, w otoczeniu Gwardii Szwajcarskiej został wniesiony do Bazyliki w lektyce, zwanej "sedia gestatoria". Odśpiewano "Veni creator". Zamknięto dla ruchu teren wokół Bazyliki. W jej wnętrzu po obu stronach przejścia ustawiono wznoszące się w górę podium, a na nim dziesięć rzędów zielono wyściełanych krzeseł z pulpitami i klęcznikami. Zasiedli na nich w/g starszeństwa najniżej kardynałowie wyżej biskupi. Wojtyła siedział wysoko, niedaleko wejścia.


W tym największym w historii Kościoła zgromadzeniu hierarchii obok ponad trzech tysięcy Ojców Kościoła przyjechała 150-osobowa grupa ekspertów świeckich i obserwatorów w tym siedem kobiet. W grupie polskiej był przyjaciel Wojtyły z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, profesor filozofii Stefan Swieżawski. W Watykanie był też sprawozdawca "Tygodnika Powszechnego" Jerzy Turowicz.W przeddzień Soboru atmosfera zrobiła się gorąca. Czuło się, że nadchodzą wielkie zmiany. Do zagorzałych postępowców należeli kardynałowie Giacomo Lerear i Joseph Frings. Ich przeciwnikiem był stary i niewidomy prefekt Świętego Oficjum, kardynał Alfredo Ottaviani. Polscy biskupi postrzegani byli jako konserwatyści.


Dzień krakowskiego biskupa na Soborze rozpoczyna się o 645 Mszą w Instytucie Polskim, a potem o godz. 900 w Bazylice św. Piotra Mszą w intencji pomyślnych obrad. Karol Wojtyła nie opuszcza swojego fotela, sporządza notatki, przygotowuje wystąpienia radiowe lub wykłady, szkicuje nową książkę, pisze wiersze. Z początku Soboru pochodzi jego utwór "Posadzka", nawiązujący do święceń kapłańskich, podczas których leży się na podłodze kościoła, dotykając czołem podłogi. Popołudnia spędzał, studiując dokumenty soborowe, pisząc i spacerując po tarasie, z którego rozciąga się widok na imponującą kopułę Bazyliki.


Młodego biskupa z kraju, zza żelaznej kurtyny zdumiała wolność soborowej dyskusji. Już na wstępie pierwszy szok - odrzucono przytłaczającą większością głosów 72 projekty dokumentów przygotowanych przez Kurię w Watykanie. Oznacza to pogrzebanie owoców czterech lat pracy. Papież ponagla, by podjąć prace od początku. "Nie wątpię, że będzie nam towarzyszył Duch Święty. Zobaczymy co z tego wyniknie" - powiedział Jan XXIII w przeddzień inauguracji.


Biskup Wojtyła był głęboko przejęty historycznym znaczeniem odnowy Kościoła. Kiedy 7 listopada nieznany biskup z Polski wystąpił po raz pierwszy zadziwił nie tylko głębią przemyśleń, ale też nienaganną wymową łacińską. Podobnie jak prymas Wyszyński był gorącym orędownikiem odnowy w Kościele. Kilkakrotnie w Radiu Watykańskim informował słuchaczy o postępach prac soborowych. Pierwsza sesja skończyła się 4 grudnia. Młody polski biskup był bardzo zadowolony z pobytu na Soborze i z nowych, cennych przyjaźni. Zaraz potem wyjechał z grupą polskich biskupów na pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Do kraju powrócił 17 grudnia i zaraz wziął udział w poświęconej Soborowi konferencji w krakowskim seminarium duchownym. Podkreślił, że prasa bardzo dobrze informowała o jego przebiegu. (Prymas Wyszyński, twierdził, że ujawnianie przebiegu głosowań, sporów wokół poprawek, nie przystoi powadze Kościoła). Wykorzystywał każdą chwilę, by przybliżać prace soborowe wiernym w Polsce. Jeździł niestrudzenie po swej archidiecezji, spotykał sie z działaczami Klubów Inteligencji Katolickiej, duchowieństwem i wiernymi, relacjonując na wszelkie możliwe sposoby prace Soboru. Pisał na łamach "Tygodnika Powszechnego."


Druga sesja Soboru odbywa się w rok po pierwszej. W tym czasie biskup Wojtyła zostaje arcybiskupem krakowskiej metropolii. W tym też roku (3 czerwca 1963) umarł główny motor soborowych przemian, papież Jan XXIII. Jego miejsce zajął kardynał Mediolanu, Giovanni Battista Montini, (Paweł VI), który kontynował dzieło poprzednika. Udało mu się wyłączyć z porządku obrad kwestię kontroli urodzeń i celibatu, by pozostawić je osobistej decyzji.


Jednym z najważniejszych dokumentów Yaticanum II jest Konstytucja Dogmatyczna o Kościele "Lumen gentium" (Światło narodów), określająca na nowo misję i strukturę Kościoła. Przedstawia Kościół jako wspólnotę wiernych, nie zaś -jak do tej pory- jako strukturę hierarchiczną. Dzięki m. in. argumentom Wojtyły - który twierdził, "że to właśnie ludzie stanowią Kościół" - poświęcony Ludowi Bożemu rozdział znalazł się przed rozdziałem dotyczącym hierarchii. Twierdził, że wierni nie tylko nie są dla struktur Kościoła zagrożeniem, ale przeciwnie, dopełniają je i współtworzą. Przedstawił też swoją filozofię społeczną. Po tym przemówieniu został członkiem pracującej nad tą konstytucją Centralnej Podkomisji. Znalazł się w gronie najwybitniejszych teologów świata, twórców karty Yaticanum II. Wkrótce stał się znaną i wpływową osobistością Soboru. Ostatnia sesja Soboru to batalia o stosunek Kościoła do religii niechrześcijańskich, szczególnie judaizmu, którą arcybiskup Wojtyła wraz z kardynałami austriackim - Franzem Kónigiem i niemieckim - Augustinem Beą wygrał z konserwatystami, mówiąc, że "nie może być przypisana ani wszystkim Żydom wówczas żyjącym, ani Żydom dzisiejszym" wina za ukrzyżowanie Chrystusa. Nie dopuścił też do oficjalnego potępienia komunizmu jako ideologii, wychodząc z założenia, że konflikty nie znikną przez takie akty, a rozwiązania należy szukać gdzie indziej. Po ponownej pielgrzymce do Ziemi Świętej, Wojtyła został przyjęty na pierwszej prywatnej audiencji przez Pawła VI. Dała ona początek ich długoletniej przyjaźni.


Podróże po świecie


Już podczas rzymskich studiów każdy wolny moment ks. Karol przeznaczał wraz z kolegą Stanisławem Starowieyskim na zwiedzanie Rzymu. Organizował też wypady za miasto: do klasztorów, w których przebywał święty Franciszek, na Monte Cassino, do Neapolu, Capri... W czasie wakacji wyjechał do Francji, Belgii, i Holandii, na podpatrywanie metod duszpasterskich. W Rzymie bywał stałym gościem od czasu soboru. Wyjazdy te łączył z odwiedzinami: we Francji, Austrii, i Niemczech. Często bywał w Wiedniu u zaprzyjaźnionego kardynała Franza Kóniga, którego najbliższym współpracownikiem był arcybiskup Agostino Casaroli, później główny dyplomata Watykanu na Europę Wschodnią. Odwiedzał też wspólnotę w Taize (październik 1968). Odwiedzał cmentarze polskich żołnierzy na Monte Cassino i w Bolonii. W 1970 roku odbył krótką podróż do Belgii, Francji, Luksemburga i Szwajcarii.


W dniach 26-29 czerwca 1967 r. przez Austrię wracał z uroczystości otrzymania godności kardynalskiej od Pawła VI. Na trasie wędrówki znalazł się Osjak, stary klasztor, w którym wedle podania umarł król Bolesław Śmiały, wygnany z kraju po zamordowaniu biskupa krakowskiego, świętego Stanisława. Zwiedził obozy koncentracyjne w Mauthausen i Gusen. Odprawił Mszę św. w kościele św. Józefa na Kahlenbergu, gdzie przed bitwą wiedeńską król Jan III Sobieski wysłuchał Słowa Bożego i powiedział: "Walczymy za ojczyznę i chrześcijaństwo".


Pierwsza wyprawa Karola Wojtyły poza Europę wiodła do Ziemi Świętej. Wyjechał tam w towarzystwie innych delegatów na Sobór Watykański II w grudniu 1963 r. Droga wiodła z Egiptu do Jerozolimy. Z okien samolotu oglądał szlak wędrówki Narodu Wybranego ze Starego Testamentu: pustynię egipską, Morze Czerwone, górę Synaj, pustynię Półwyspu Arabskiego, Jerozolimę. Trasę wyznaczały pamiątki życia Chrystusa: Betlejem, pozostałości świątyni w Jerozolimie, gdzie nauczał 12-letni Jezus, jezioro Genezaret, Kafarnaum, w którym święty Piotr otrzymał władzę nad Kościołem: "Paś baranki moje, paś owce moje". Ziemię Świętą odwiedził jeszcze raz - po trzeciej sesji Soboru - 20 listopada 1964 roku.


Po tej pielgrzymce przyjął go na prywatnej audiencji Ojciec Święty Paweł VI. Długo oglądał zdjęcia z koronacji Matki Boskiej w Ludźmierzu, pobłogosławił je i powiedział wzruszony: "To jest Polska, to jest tylko tam możliwe". Papieża zaczęła łączyć z krakowskim metropolitą głęboka przyjaźń. Tylko w latach 1973-75 Wojtyła był na prywatnych audiencjach aż 11 razy co jest rekordem. W 1976 r. papież poprosił go o wygłoszenie Rzymskiej Kurii rekolekcji wielkopostnych. Paweł VI widząc, że to, co było do osiągnięcia w Stolicy Apostolskiej - kontakty, wpływy osobiste i prestiż - Karol Wojtyła już dawno osiągnął, a potrzebuje tylko obycia i znajomości świata zachęcał go do częstych wojaży zagranicznych.


Celem pierwszej wielkiej podróży zagranicznej Karola Wojtyły była Ameryka Północna. Zaproszenie od Polonii z Kanady i Stanów Zjednoczonych otrzymał prymas St. Wyszyński, ale że nie lubił podróżować, wysłał Wojtyłę. Droga wiodła przez Rzym. Z końcem sierpnia 1969 roku, w towarzystwie księdza Dziwisza, księdza Macharskiego i biskupa Szczepana Wesołego, wyruszył do Montrealu. Spędził w Kanadzie trzy tygodnie, wypełnione spotkaniami z duchowieństwem, Polonią i odprawianiem Mszy św. w polskich kościołach. W drodze do USA biskup Wojtyła zwiedził wodospad Niagara. W Stanach odwiedził Detroit, Waszyngton, Baltimore, St. Louis, Chicago, Filadelfię i Nowy Jork, gdzie został wyjątkowo dobrze przyjęty przez amerykańskich purpuratów. Kardynał Król z Filadelfii, z którym zaprzyjaźnił się w czasie Soboru (przyjaźń ta zaowocowała na konklawe w 1978 r.), zabrał Go helikopterem do sanktuarium w Doylestown w stanie Pensylwania, zwanego "amerykańską Częstochową". Ten pierwszy przelot helikopterem kardynałowi Wojtyle bardzo się podobał. Po tej pielgrzymce połknął bakcyla podróżowania i nie mógł już usiedzieć w miejscu.


W lutym 1973 r. kard. Wojtyła udał się na Międzynarodowy Kongres Eucharystyczny do Australii. 13 godzin leciał do Manili na Filipinach samolotem. Odwiedził po drodze, polskich misjonarzy werbistów na Papui-Nowej Gwinei. Odprawił tam nietypową Mszę św., koncelebrowaną po łacinie, z własną homilią po polsku i śpiewami w tubylczym dialekcie, zwanym pidgin-english. Polski kardynał jeździł samochodem terenowym po wyspie, zwiedzał prowadzone przez polskie zakonnice szkoły i rozdawał dzieciom obrazki z Matką Boską Częstochowską.


W Australii spotkał się z prężną organizację polonijną, zachwycał się polkami i krakowiakami tańczonymi przez młodzież z polskiej emigracji. Fotografował się z każdą z polskich rodzin, "aby ślad spotkania pozostał nie tylko w sercu". Po przyjęciu w Domu Polskim w Brisbane, odśpiewał wraz z zebranymi: "Idzie noc", trzymając się za ręce jak przy ognisku harcerskim. Polskie dzieci w Wellington na Nowej Zelandii, śpiewały mu: "Płynie Wisła, płynie". Przy Okazji spotkań z Polonią Wojtyła mówił o trudnej drodze, jaką emigranci przebyli, by odnaleźć drugą ojczyznę: o tułaczce przez Sybir i Persję, o duchowym posiłku jakim była, jest i pozostanie dla nich polskość, Polska i jej tysiącletnia więź z chrześcijaństwem.


Odwiedził Sydney, Canberrę i Melbourne. Uczestniczył tam w 40. Międzynarodowym Kongresie Eucharystycznym i poznał Matkę Teresę z Kalkuty. Odbył liczne spotkania z Polonią, a w Hobart na Tasmanii udzielił bierzmowania grupie polonijnej młodzieży. Z okazji kongresu koncelebrował uroczystą mszę dla zgromadzonych na stadionie różnych grup narodowościowych. Zwiedził wielki park krajobrazowy "Sanctuary". Podróż do Australii, Nowej Zelandii i Nowej Gwinei zamknęła pierwsze okrążenie globu przez Karola Wojtyłę.


Latem 1976 r. kardynał Wojtyła otrzymał zaproszenie do Ameryki Północnej na 41 Międzynarodowy Kongres Eucharystyczny. Wyjechał jako przewodniczący polskiej delegacji. Przewodniczył Mszy św. w intencji wolności i sprawiedliwości w świecie, koncelebrowanej przez 400 kapłanów. W homilii przypomniał postać Pawła Włodkowica, rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego, który na soborze w Konstancji (1414-1418) wystąpił przeciw Krzyżakom i stał się prekursorem koncepcji wolności sumienia i wyznania oraz prawa międzynarodowego.


Po konklawe, które wybrało papieża Jana Pawła I, kardynał Karol Wojtyła pojechał zobaczyć sławny Całun Turyński. Ostatnią Jego podróżą przed wyborem na Tron Piotrowy był wyjazd na konferencję Episkopatu Niemiec. Towarzyszył prymasowi Stefanowi Wyszyńskiemu. Wizyta polskich biskupów w Republice Federalnej Niemiec stanowiła kolejny etap pojednania i budowania nowych stosunków po okresie "zimnej wojny". Karol Wojtyła zwiedził m. in. katedrę w Fuldzie, Frankfurt, Kolonię, Monachium i Dusseldorf, obóz koncentracyjny w Dachau, Bonn, Moguncję. W cztery dni później przyszła wiadomość o śmierci Jana Pawła I. Szykował się kolejny wyjazd Karola Wojtyły do Rzymu...


Polski Kardynał


Kardynalski biret z rąk papieża Pawła VI otrzymał w wieku 47 lat. Był jednym z najmłodszych żyjących kardynałów. Jego nominacja wzbudziła zdziwienie w polskim Episkopacie, w którym było wielu starszych arcybiskupów. Kardynalski ingres do archikatedry na Wawelu odbył się 9 lipca 1967 r. W Rzymie przydzielono mu tytularny kościółek Św. Cezarego Męczennika. Zaglądał do niego często z racji swoich licznych obowiązków w Rzymie. Był bowiem członkiem czterech kongregacji: ds. Duchowieństwa, Wychowania Katolickiego, Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów oraz Kościołów Wschodnich. Papież mianował go również konsultorem Watykańskiej Rady do spraw Świeckich.


W 1971 roku podczas Synodu Biskupów kardynał Wojtyła bronił celibatu księży oraz wielokrotnie występował w obronie wolności sumienia i religii, jako nieodłącznym elemencie sprawiedliwości społecznej i politycznej.


Kardynał Wojtyła coraz bardziej zacieśniał stosunki z Pawłem VI. Przełomowym momentem była praca nad encykliką "Humanae vitae". (O życiu człowieka). Polski kardynał uważał, że stosowanie środków antykoncepcyjnych podważa godność aktu małżeństwa i samej kobiety, która staje się wyłącznie narzędziem zaspokajania pożądania mężczyzny. Powołał w Krakowie specjalną grupę świeckich i duchownych konsultantów, która dyskutowała problemy seksu, antykoncepcji i kontroli urodzeń. Karol Wojtyła opowiadał się za utrzymaniem zakazu antykoncepcji. Wielu jednak biskupów nie uznawało kontroli urodzeń, i antykoncepcji, za coś złego. Paweł VI, poddawany niesłychanej wprost presji zarówno ze strony zwolenników, jak i przeciwników antykoncepcji, miał nie lada orzech do zgryzienia. Ostatecznie jednak w lipcu 1968 roku opublikował encyklikę, w której jak twierdził ks. Andrzej Bardecki, asystent kościelny "Tygodnika Powszechnego" 60% tekstu "Humanae vitae" pochodziło bądź z opracowania krakowskiej komisji, bądź z prac samego Wojtyły.


W 1976 roku Paweł VI zaprosił Karola Wojtyłę do poprowadzenie wielkopostnych rekolekcji w Watykanie. Rekolekcje rozpoczęły się 2 marca 1976 roku w kaplicy św. Matyldy na II piętrze Pałacu Apostolskiego. Rozważania krakowskiego kardynała, zakończone rano 13 marca, zebrano i opublikowano w tomie "Znak sprzeciwu". Wrażenie, jakie one zrobiły, sprawiło, że "New York Times" umieścił Wojtyłę na liście 10 najbardziej prawdopodobnych kandydatów do papieskiego tronu, a w Kościele zaś zwrócono uwagę na jego głęboką wiarę i skromność. Rozgłos sprawił, że zauważono też dorobek naukowy polskiego kardynała, a Jego prace filozoficzne weszły do kanonu lektur z etyki. Za wkład w rozwój filozofii chrześcijańskiej profesor Wojtyła został wyróżniony w czerwcu 1977 roku doktoratem honoris causa uniwersytetu im. Jana Gutenberga w Moguncji.


Jedną z pierwszych decyzji nowego kardynała było zarządzenie odbudowy katedry wawelskiej i odnowienia grobów pochowanych w niej królów. Upoważnił też naukowców do otwarcia trumny ze szczątkami żony Kazimierza Wielkiego, Elżbiety. W obecności kardynała otwarto też trumnę Kazimierza Wielkiego, w której obok doczesnych szczątków króla znaleziono berło, jabłko, żelazny miecz, nakrycie wyszywane srebrną nicią i złoty pierścień z turkusem.


Niecodziennym wydarzeniem było odwiedzenie przez kardynała 28 lutego 1969 r. synagogi w żydowskiej dzielnicy Krakowa - Kazimierzu. Wraz z proboszczem pobliskiej parafii weszli do synagogi przy ul. Szerokiej zgodnie z żydowskim zwyczajem z nakrytymi głowami. Był piątek i liczni wierni modlili się w świątyni. Kardynał rozmawiał z gminną starszyzną i przysłuchiwał się nabożeństwu. Dotąd nikt w Polsce nie słyszał, by jakiś kardynał odwiedzał synagogę.


W swoim krakowskim mini papiestwie, składającym się z 329 parafii, pracował nieustannie. Już o 530 rano był w kaplicy. Ok. 700 szedł do kościoła Franciszkanów po drugiej stronie ulicy gdzie ponownie się modlił. O 800 jadł śniadanie, i znów szedł do kaplicy. Zamykał drzwi i modlił się, pracował i czytał do jedenastej. W kaplicy obok klęcznika ustawiono biureczko do pracy. Po godz. 1100 kardynał przyjmował w swoim gabinecie. O 1330 zjadał obiad, po którym ucinał sobie 10-minutową drzemkę w fotelu. Gdy zdarzyło mu się pospać dłużej, zrywał się pełen wyrzutów: "O Boże, spałem pięć minut za długo". Po południu zwykle wizytował parafie, sierocińce, klasztory. Dzięki temu nigdy nie utracił kontaktu z lokalną społecznością. Pracował nawet w samochodzie, w którym zamontowano mu półkę na książki i lampkę, by mógł czytać po zmroku. Dużo uwagi poświęcał tworzeniu wydziału filozoficznego w powstałej z jego inicjatywy Papieskiej Akademii Teologicznej. Wieczory spędzał na dyskusjach z przyjaciółmi - ze "Znaku", "Tygodnika Powszechnego", z artystami, uczonymi, pisarzami.


W roku 1977 kardynał Wojtyła święcił swój wielki tryumf: po wielu latach oporu komunistycznych władz i udręki z biurokracją, udało się wybudować kościół w Nowej Hucie - Bieńczycach, sztandarowym, ogromnym osiedlu klasy robotniczej. Ale choć władze komunistyczne uznawały kardynała Wyszyńskiego za głównego przeciwnika w Kościele, to nie przestawały nękać na wszystkie sposoby i Karola Wojtyłę, odebrano mu paszport dyplomatyczny, podsłuchiwano rozmowy, śledzono. Kiedy w 1977 r. ks. Bardecki z "Tygodnika Powszechnego", bliski współpracownik kardynała, został dotkliwie pobity przez "nieznanych sprawców", Wojtyła rzekł: "Dostał za mnie. W oczach władz teraz ja jestem wrogiem nr. l Polski Ludowej".


Kardynalskie przywileje nie zmieniły Go. Obszerne dwa pokoje metropolity urządzone były, niezwykle skromnie. W gabinecie stało biurko z obłażącym lakierem, łóżko w sypialni przykrywała wypłowiała kapa. Poza książkami jedynym Jego dobytkiem były cztery czerwone i trzy czarne sutanny oraz trzy pary czarnych butów. Większość swoich dochodów rozdawał potrzebującym.


Historyczne konklawe


16 października 1978 roku o godzinie 1818 z komina nad Kaplicą Sykstyńską uniósł się biały dym. Wkrótce oszołomiony świat poznał nowego Następcę Piotra - papieża z dalekiej Polski.


29 września 1978 r. tuż po 5 rano siostra Wincenta znalazła papieża Jana Pawła I martwego w jego sypialni. Po 33 dniach urzędowania zmarł na zawał serca. Kardynał Wojtyła poleciał do Rzymu w towarzystwie prymasa Wyszyńskiego na pogrzeb i drugie tego roku konklawe. Przed odlotem wziął udział w obradach Konferencji Episkopatu w Warszawie, a wieczorem czytał doktorat ks. Andrzeja Szóstka, swojego studenta z Lublina. Rankiem jedna z sióstr urszulanek, u których się zatrzymał, zagadnęła: "Nie wiem, czego mam życzyć Eminencji: by powrócił, czy by tam został?". "W naszym życiu jest tyle spraw, o których nic nie wiemy siostro. Jedynie Bóg wie o naszym życiu wszystko" - odpowiedział.


Po pogrzebie, który odbył się 4 października, nastąpił dziesięciodniowy, najkrótszy z możliwych, wymagany przez Konstytucję Apostolską okres, przed konklawe. Dla 111 kardynałów, był to czas przeglądu kandydatów i budowy sojuszy. Wojtyła każdą wolną chwilę spędzał na wypadach w okolice Rzymu, nie zaniedbując również nieoficjalnych spotkań. Któregoś dnia kardynał Franz Kónig z Wiednia, wieloletni przyjaciel i główny motor kampanii na rzecz jego wyboru, zaprosił Go do ekskluzywnej restauracji, prowadzonej przez zakonnice z Azji i Afryki. W taksówce powiedział kierowcy: "Jedź ostrożnie. Wieziesz przyszłego papieża".


W czasie konklawe kardynałom wolno się kontaktować jedynie między sobą. Zabronione jest posiadanie radioodbiorników i radiotelefonów. Nawet okna w celach zabija się deskami. W dniu rozpoczęcia konklawe uroczyście przysięgają, że nie zdradzą, żadnych informacji o przebiegu głosowania. Dotyczy to także służby, kucharzy i pracowników technicznych. Karol Wojtyła wylosował celę nr 91. Żelazne łóżko, prosty stół i krzesło, miednica do mycia i dzbanek na wodę - to całe wyposażenie celi. Na dziesięciu książąt Kościoła, zwykle w podeszłym wieku, przypada jedna toaleta i łazienka, pod którą często trzeba czekać w kolejce.


W drodze na konklawe Wojtyła wstąpił do polikliniki Gemelli, gdzie odwiedził sparaliżowanego biskupa Deskura. Stamtąd udał się do Kaplicy Sykstyńskiej, gdzie dziekan Kolegium Kardynałów, Carlo Confalonieri, otworzył konklawe. Jak zawsze po mszy i uroczystej procesji kardynałowie odśpiewali Veni Creator Spiritus ("O Stworzycielu Duchu, przyjdź"), a następnie opuścili kaplicę, by zebrać się w niej ponownie następnego dnia. Po porannej Mszy św. w niedzielę 111 kardynałów zasiadło w krzesłach ustawionych bokiem do ołtarza i rozpoczęło się głosowanie. Ceremoniarz papieski wygłosił tradycyjną formułę, oznajmiającą początek konklawe, a najmłodszy wiekiem kardynał zamknął drzwi kaplicy.


Na konklawe składają się codziennie dwie sesje (poranna i popołudniowa), podczas których kardynałowie wygłaszają mowy i głosują. Na każdą sesję przypadają dwa głosowania. Wrzucając kartkę z napisanym na niej nazwiskiem kandydata, elektorzy wygłaszają formułę: "Wzywam Chrystusa, który będzie moim sędzią, że wybrałem tego, co do którego wierzę, iż powinien zostać wybrany zgodnie z wolą Boga" - wrzuca ją do urny. Tę funkcję pełni złoty kielich. Następnie trzech kardynałów odczytuje każde nazwisko, a trzech innych ich nadzoruje.


Początkowo wśród kandydatów pojawiały się nazwiska wyłącznie włoskich faworytów. Pierwszego dnia, po dwóch rannych i dwóch popołudniowych głosowaniach, nikt nie osiągnął wymaganej liczby dwóch trzecich głosów plus jednego (czyli 75). Kardynał Wojtyła dostał 5 głosów. Wieczorem arcybiskup Wiednia Franz Kónig rozpoczął kampanię na rzecz kandydata nie-Włocha. Przekonywał za Wojtyłą. Podkreślał jego zalety: doświadczenie w pracy duszpasterskiej, w prowadzeniu parafii, diecezji i archidiecezji, a także - co jest argumentem niebagatelnym - młody wiek i doskonałą kondycję fizyczną. Kónig mówił, że przed poprzednim konklawe otrzymywał listy od wiernych z Włoch, którzy prosili: "Głosujcie na nie-Włocha, ponieważ w naszym kraju panuje taki bałagan, że papież nie-Włoch bardzo by nam się przydał".


Po porannej sesji w poniedziałek już wiadomo, że Włosi blokują się nawzajem i nie mają szans. W szóstym głosowaniu wzrosła liczba głosów na Wojtyłę. Podczas obiadu krakowski kardynał był skupiony. Po południu odwiedził prymasa Wyszyńskiego. Był niespokojny i przybity. Wyszyński podczas niedzielnych rozmów z przyjaciółmi sugerował, że on sam byłby najlepszym kandydatem spoza Włoch, teraz jednak, trzymając w ramionach rozdartego duchowo rodaka, naciskał: "Jeśli cię wybiorą, musisz przyjąć. Dla Polski."


Sesja popołudniowa wyłoniła czterech kandydatów: Wojtyłę, który wielu wydawał się zbyt młody, Kóniga, który odmówił, rówieśnika Wojtyły - kardynała Ecjuardo Francisco Pironio z Argentyny i 69-letniego Johannesa Willebrandsa z Holandii. Po siódmym głosowaniu Wojtyła prowadził, ale brakowało mu wymaganej większości. Wtedy kardynałowi Królowi z Filadelfii, udało się przekonać Amerykanów, a niemieckiemu teologowi Josephowi Ratzingerowi - dotąd niechętnych - rodaków. Udało się też pozyskać głosy kardynałów z Ameryki Łacińskiej i Afryki. Ale prawdziwym przełomem okazało się oświadczenie kardynała Sebastiana Baggio, który opowiedział się otwarcie za Wojtyłą. W ślad za nim idzie wielu Włochów.


Przed 1700 sekretarz stanu i kamerling Jean Yillot zarządza ósmą kolejkę. Napięcie sięga szczytu. Kóenig wspominał, że "kiedy liczba głosów oddanych na niego osiągnęła połowę wymaganych, Wojtyła odrzucił pióro i wyprostował się na krześle. Był czerwony na twarzy. A potem ujął głowę w dłonie. Był całkowicie oszołomiony. Potem padła ostateczna liczba głosów. Kiedy kardynał Wojtyła usłyszał, że głosowało na niego 94 kardynałów, zaczął coś szybko pisać.


Potem słuchając zapytania kardynała Yillota: "Czy zgadzasz się?" odpowiada, już odprężony: "W posłuszeństwie wiary wobec Chrystusa, mojego Pana, zawierzając Matce Chrystusa i Kościoła - świadom wszelkich trudności - przyjmuję". Przybrał imię Jan Paweł II i udał się do białego pokoiku, gdzie przebrał się w papieskie szaty (przygotowane w trzech rozmiarach). Wysportowany, mierzący blisko 180 cm wzrostu taternik przywdział największe. Po powrocie do kaplicy przyjął od kardynałów przysięgę wierności. Podchodzili i padali na kolana. Gdy przyszedł Wyszyński, Papież wstał, i przytulił go. Zaśpiewano "Te Deum laudamus".


W tym czasie z pieca na tyłach Kaplicy Sykstyńskiej bucha biały dym, a na Placu św. Piotra wśród czekających w napięciu wiernych podnosi się radosna wrzawa. O godz. 1844 na plac wkracza Gwardia Szwajcarska, a na centralnym balkonie wychodzącym na plac, pojawia się kardynał Peticie Felici i woła: "Oznajmiam wam radosną nowinę. Habemus Papam! - mamy papieża!". A gdy 200-tysięczny tłum przycicha, dodaje: "Carolum Sanctae Romanae Ecclesiae Cardinalem Wojtyła... Joannem Paulum Secundum!"


Na placu zapada cisza. Później pojawiają się szepty: "Czy to Murzyn?". Ktoś mówi: "To Polak!" W końcu nowy papież pojawia się w oknie, w czerwonym ornacie z paliuszem na piersiach i uśmiechem na twarzy. Mówi po włosku z nienagannym akcentem: "...Najwybitniejsi kardynałowie powołali nowego biskupa Rzymu. Powołali go z dalekiego kraju, z dalekiego, ale jednocześnie jakże bliskiego poprzez komunię w chrześcijańskiej wierze i tradycji (...). Nie wiem, czy będę umiał dobrze wysłowić się w waszym... naszym języku włoskim. Gdybym się pomylił, poprawcie mnie". Następnie po raz pierwszy błogosławi Urbi et Orbi (miastu i światu). W tym samym czasie kapelan i sekretarz Karola Wojtyły, ksiądz Stanisław Dziwisz, dyskretnie udaje się do Kolegium Polskiego na Piazza Remuria, skąd zabiera jego walizeczkę i przenosi ją do Pałacu ApostolŹskiego, gdzie nowy papież spędził swoją pierwszą noc.


Zamach 13 maja


13 maja 1981 roku o piątej po południu na Placu Św. Piotra Papież jak zwykle jechał swoim białym jeepem i ściskał wyciągnięte do Niego ze wszystkich stron dłonie pielgrzymów. Była prawie dokładnie ta godzina i minuta, co wtedy, gdy Karol Wojtyła został wybrany papieżem. Nagle usłyszano pięć strzałów. W przerażającej ciszy która potem nastąpiła tłumy zobaczyły jak auto zawraca, a ks. Stanisław Dziwisz podtrzymuje bezwładną postać Papieża. Jego twarz była kredowobiała, spokojna, a na ustach wykwitł nikły uśmiech. Dopiero po chwili na placu rozległy się krzyki i szloch.


Ksiądz Dziwisz tak relacjonuje tę chwilę: Byłem tak wstrząśnięty, że nie od razu zrozumiałem. Wybuch pod autem? Huk był ogłuszający. Szybko zrozumiałem, że ktoś strzelał. Ale kto? I zobaczyłem, że Ojciec Święty został zraniony. Chwiał się, ale nie było widać ani krwi, ani ran. Zapytałem: "Gdzie?". Odpowiedział: "W brzuch". Spytałem jeszcze: "Czy bardzo boli?". Odpowiedział: "Tak". Stojąc za Ojcem Świętym, podtrzymywałem go, żeby nie upadł. Półleżał w aucie, oparty o mnie, i tak dojechaliśmy do ambulansu koło centrum sanitarnego wewnątrz murów watykańskich. Cały czas myślałem o jednym: konieczny jest szpital i musi to być Poliklinika Gemelli. Z dwóch przyczyn: była przygotowana na taką ewentualność, a poza tym pamiętałem, że Ojciec Święty po swoim wyborze powiedział, że gdyby któregoś dnia potrzebował leczenia, pójdzie do szpitala jak zwykły człowiek i że tym szpitalem mogłaby być Poliklinika Gemelli. Ojciec Święty oczy miał zamknięte, bardzo cierpiał i powtarzał krótkie modlitwy. O ile dobrze pamiętam, to najczęściej: "Maryjo, Matko moja! Maryjo, Matko moja!".


Od przeniesienia Papieża do karetki rozpoczyna się dramatyczny wyścig z czasem. Najpierw okazuje się, że Jan Paweł II jest nie w tej karetce, co powinien. Ta pierwsza, nie ma pełnego wyposażenia. Przenosi się więc rannego do drugiej, zaledwie tydzień wcześniej ofiarowanej Watykanowi przez rzymskich lekarzy. Rusza wreszcie z piskiem opon i wyjącą syreną, ale ma przed sobą do pokonania drogę kompletnie zakorkowanymi ulicami Rzymu, drogę, na którą o tej porze dnia trzeba liczyć co najmniej pół godziny! Jeśli jeszcze dodać, że karetce nie towarzyszy - bo nie ma na to czasu - żadna eskorta, która może ułatwiać przejazd, że w trakcie jazdy psuje się syrena i kierowca używa jedynie normalnego klaksonu, dowiezienie Papieża żywego wydaje się nieprawdopodobieństwem. A jednak! Już po ośmiu minutach karetka hamuje przed kliniką.


Stamtąd uprzedzony już telefonicznie personel transportuje Papieża na 10 piętro. Kolejne korytarze, windy i znów mija bezcenny czas. Na 10 piętrze pierwsze konsylium i decyzja o natychmiastowej operacji. Ale sale operacyjne są piętro niżej, więc znów jazda na korytarz i do windy. Czas, czas! Ojciec Święty od chwili trafienia stracił już 3,5 litra krwi! Jest 1755, gdy zamykają się drzwi sali operacyjnej. Do dziennikarzy dociera informacja, że Papież prawdopodobnie ma przestrzeloną trzustkę... Ten prawie wyrok śmierci zostaje uchylony dopiero o 1847, gdy lekarze oficjalnie informują, iż żaden z ważnych organów jednak nie został uszkodzony. Ale dramat trwa nadal. W szpitalu nie ma jeszcze profesora Castiglioniego, dyrektora kliniki, znakomitego chirurga. W chwili zamachu był w Mediolanie. Dopiero o 1840 wsiadł w samolot lecący do Rzymu i tylko przez radio udzielał swoim współpracownikom pierwszych wskazówek. Operuje więc profesor Crucitti, też zresztą ściągnięty w ostatniej chwili z wizytacji pacjentów, gdzieś w Rzymie. O 2010 jest komunikat, że operacja przebiega pomyślnie, a o 2050, że dobiega końca. Ale to nieprawda - operacja trwała aż do 2325, kiedy to profesor Castiglioni powiedział dziennikarzom, że lekarze zrobili już wszystko, co było możliwe, że teraz pozostaje oczekiwanie. I że nie ma żadnej pewności, co będzie dalej...


Koło północy w sali reanimacyjnej Ojciec Święty po przebudzeniu z narkozy zapytał czuwającego przy łóżku ks. Stanisława Dziwisza "Czy odmówiliśmy kompletę?"


Tymczasem na Placu Świętego Piotra tłumy wciąż czekają na wiadomość z kliniki Gemelii. Wiedzą już, że Papież jest operowany. Wiedzą, że z wystrzelonych kuł pierwsza trafiła Go w brzuch, przeszyła na wylot i raniła ciężko stojącą z drugiej strony Ann Odrę ze Stanów Zjednoczonych, a drugi pocisk zranił prawe ramię i prawą dłoń Papieża oraz 20-letnią mieszkankę Jamajki Rosę Hali.


Polscy pielgrzymi ustawiają przed pustym papieskim fotelem obraz Matki Boskiej Częstochowskiej i kładą róże, które mieli dać Rodakowi na audiencji. Na barierce koło miejsca zamachu ktoś stawia fotografię Jana Pawia II. Obecni na placu bezustannie się modlą, wielu płacze, wszyscy czekają na komunikaty ze szpitala. Tak jest nie tylko w Rzymie, nie tylko we Włoszech, ale w całym katolickim świecie: kościoły otwierają się na całą noc, by przyjąć setki tysięcy modlących się o życie Papieża ludzi. Niepewność trwa aż osiem dni, bo dopiero 23 maja lekarze podają komunikat, że życiu Jana Pawła II nie zagraża niebezpieczeństwo. Ale do Watykanu wraca dopiero 3 czerwca. Musi jednak przejść ponowną operację od 20 czerwca do 14 sierpnia. Szczęśliwie opuszcza klinikę zdrowy podobnie jak obie turystki.


Zamachowiec, Turek Ali Agca, został aresztowany na miejscu zbrodni, dzięki temu, że zaraz po strzałach rzuciła się mu dosłownie na kark stojąca w pobliżu młoda franciszkanka z włoskiego Bergamo, siostra Letizia, i uniemożliwiła mu ucieczkę. Agca krzyczał: "To nie ja, to nie ja". Oskarżonego o próbę zamordowania Papieża, zranienie dwóch turystek, nielegalne posiadanie broni, ukrywanie tożsamości Agcę rzymski sąd skazał 22 lipca 1981 r. na karę najwyższą, czyli dożywocie. Domysły i poszlaki na temat powiązań politycznych zamachowca i prawdziwych inspiratorów zbrodni nie ustają do dzisiaj. Wiadomo, co prawda, że Agca był związany z terrorystyczną turecką bojówką prawicową "Szare Wilki", a inny jej członek, Orał Celik, zbiegł z Placu św. Piotra chwilę po zamachu, ałe nie wyjaśnia to w niczym, dlaczego "Szare Wilki" miałyby chcieć śmierci Papieża. Najbardziej prawdopodobny był trop bułgarski, zgodnie z którym zleceniodawcami Agcy miała być bułgarska komunistyczna służba bezpieczeństwa na polecenie radzieckiej KGB. W roku 1984 doszło nawet do oficjalnego oskarżenia przez włoskiego prokuratora generalnego trzech Bułgarów i pięciu Turków, ale sąd wszystkich ich zwolnił z braku dowodów winy. Po latach okazało się też, że amerykańska CIA dopuściła się tuż przed zamachem karygodnych zaniedbań w pracy wywiadowczej w której zlekceważono liczne sygnały ostrzegawcze.


Jan Paweł II zaraz po operacji przebaczył zamachowcowi i nazwał go "bratem", zaś 27 grudnia 1983 roku udał się do więzienia Rebbidia, gdzie 20 minut rozmawiał w cztery oczy z Ali Agca. Nikt nie zna treści tej rozmowy. Wiadomo tylko, że jeszcze raz przebaczył swemu niedoszłemu zabójcy, zaś w lutym 1999 roku, w 18 lat po zamachu, zwrócił się do prezydenta Włoch o ułaskawienie więźnia.


Jan Paweł II był najgłębiej przeświadczony, że uszedł z życiem za sprawą cudu. Papież nieraz deklarował, że wie, iż życie zawdzięcza Matce Boskiej Fatimskiej, w święto której doszło do zamachu. Zaprzyjaźnionemu dziennikarzowi wprost powiedział: "To był cud. Jedna ręka trzymała pistolet, a inna prowadziła kulę". W rok później Jan Paweł II przybył do Fatimy i złożył na ołtarzu pocisk, który go trafił. Oprawiono go potem w złotą i diamentową koronę Pani Różańcowej. A zakrwawioną stulę przekazał w darze Matce Boskiej Częstochowskiej.


Od czasu zamachu zadecydowano, że Ojciec Święty nie będzie więcej jeździł odkrytym samochodem, a jedynie specjalnym pojazdem z pancernymi szybami. Papież podporządkował się tej decyzji, ale nie ukrywał, jak jest z niej niezadowolony. A o szklanej klatce, jak sam nazwał papamobile, powiedział kiedyś: "Wszystkie te środki ostrożności są daremne. Kiedy wychodzę ubrany na biało, stanowię cel, którego nie da się chybić".


Dzień pracy


Jan Paweł II wstawał około godz. 530 Gdy był w dobrym zdrowiu gimnastykował się, a następnie modlił w samotności, często leżąc krzyżem przed ołtarzem. Po porannej toalecie rozpoczynał nowy dzień od modlitwy w swojej prywatnej kaplicy z polskimi siostrami sercankami, które prowadzą mu dom.


O 730 Jan Paweł II odprawiał Mszę św., w której bardzo często uczestniczyli goście: dyplomaci, politycy, duchowni. Wszystkim osobiście udzielał Komunii świętej.


O 830 śniadanie na które często zapraszał uczestników Mszy św. Często wspólne posiłki miały charakter roboczy - Papież omawiał z gośćmi ważne sprawy, zadawał pytania i uważnie słuchał odpowiedzi. Zawsze takim spotkaniom towarzyszyła miła, serdeczna atmosfera, stwarzana przez Gospodarza.


Około 930 Jan Paweł II udawał się do swego gabinetu. Czytał dokumenty, dostarczone mu przez Sekretariat Stanu, opracowywał listy i encykliki. Zazwyczaj dokumenty podpisywał czarnym piórem, ale pod encykliką, aktem papieskim najwyższej rangi, składał podpis piórem koloru złotego. Papież wprawdzie miał komputer, ale go nie używał. Teksty pisał ręcznie, zawsze po polsku, po czym oddawał je do tłumaczenia. Tłumaczeniami zajmowali się sekretarze, którzy podlegali biskupowi Dziwiszowi. Sporo czasu zajmowała Papieżowi lektura codziennej prasy. Czytał gazety w języku włoskim, angielskim, niemieckim, hiszpańskim i, oczywiście, polskim, gdyż zawsze był bardzo zainteresowany tym, co dzieje się w Jego Ojczyźnie. Papież czytał sam. Nie potrzebował tłumacza, bo znał biegle osiem języków. Tylko podczas zagranicznych pielgrzymek dla Papieża przygotowywany był przegląd prasy, który podczas wizyt w Ojczyźnie opracowywała w języku polskim i włoskim Katolicka Agencja Informacyjna.


Zwykle o godz. 1100 zaczynały się prywatne audiencje i spotkania z gośćmi, które trwały dwie godziny. Zdarzało się, że było ich ponad dziesięć jednego dnia. Papież przyjmował wielkich tego świata - koronowane głowy, szefów państw, ale także zwykłych wiernych. Często gośćmi byli przedstawiciele innych religii, wyznań, a także niewierzący. Dla wszystkich był serdeczny i uprzejmy co powodowało, że goście otwierali się przed nim. Prezydent Czech Vaclav Havel wyznał po audiencji, że się "wyspowiadał" u Papieża, co nie oznacza, że przystąpił do sakramentu, ale wiele mówi o atmosferze rozmowy. Nawet jeśli w audiencji uczestniczyło kilkadziesiąt osób, wszyscy mogli liczyć na uścisk dłoni Papieża i na krótką rozmowę. Mimo kłopotów z chodzeniem, Papież cierpliwie, bez grymasu na ustach obchodził wokół, aby przywitać się z każdym uczestnikiem audiencji. Spotkanie kończyło się zawsze wspólnym zdjęciem z Janem Pawłem II, zrobionym przez papieskiego fotografa Arturo Mari, choć czasem biskup Dziwisz pozwalał też pielgrzymom robić zdjęcia.


W środę odbywała się audiencja generalna dla wszystkich pielgrzymów przybyłych z całego świata. Miejscem spotkania był Plac Świętego Piotra, a w razie deszczu Aula Pawła VI i bazylika Świętego Piotra. Pielgrzymi mieli okazję jeszcze raz spotkać się z Papieżem w niedzielę, w południe, na modlitwie "Anioł Pański".


Na godz. 1330 wyznaczony był obiad, choć często z powodu przedłużających się audiencji Papież zasiadał do stołu dużo później. Jeden z papieskich prałatów mawiał: "Z Ojcem Świętym są dwie rzeczy niewiadome do ostatniej chwili - o której godzinie i z kim będzie jadł obiad". Na obiedzie było zazwyczaj więcej gości niż na śniadaniu. Byli także współpracownicy Ojca Świętego, z którymi omawiał on najbliższe plany. Dlatego obiad przedłużał się i do godz. 1500.


Po obiedzie Jan Paweł II udawał się na 20-minutową sjestę. Następnie spacerował z różańcem w ręku, na ogół samotnie, czasami w towarzystwie biskupa Dziwisza po Ogrodach Watykańskich, lub po tarasie swojej rezydencji. Po spacerze Papież zabierał się znowu do pracy, czasem robiąc krótkie przerwy na modlitwy lub spacer (kiedy miał więcej sił, pozwalał sobie na tylko jedną przerwę między godz. 1715 a 1745). Potem przeglądał korespondencję.


Na godzinę przed kolacją Papież omawia aktualne sprawy ze współpracownikami: szefami najważniejszych watykańskich urzędów: kardynałem Angelo Sodano - "watykańskim premierem", kardynałem Bernardinim Gantinim - prefektem Kongregacji do spraw Biskupów oraz kardynałem Josephem Ratzingerem prefektem Kongregacji Nauki Wiary.


Kolacja w domu papieskim była o godz. 1930. Również i tego posiłku Papież nie spożywał sam. Gdy działo się coś ważnego na świecie, Papież oglądał włoski dziennik telewizyjny. Po kolacji wracał do swego gabinetu, gdzie studiował dokumenty kościelne, odpisywał na najważniejsze listy i przygotowywał przemówienia na audiencje, które miały się odbyć następnego dnia.


Po wieczornej modlitwie Papież udawał się na spoczynek, zazwyczaj między 2300 a 2340. Ten rozkład dnia zmieniał się, gdy Papież udawał się do letniej rezydencji w Castel Gandolfo, gdzie więcej czasu poświęcał na wypoczynek i nie było tam oficjalnych spotkań. Jeszcze inaczej było podczas zagranicznych pielgrzymek, kiedy Papież zajęty był jeszcze bardziej niż w Watykanie.


Tylko człowiek o żelaznym organizmie, niewyobrażalnie silnej woli i żarliwej wierze jak Jan Paweł II mógł przetrwać tak ogromne obciążenie pracą, przezwyciężyć straszne skutki zamachu i wiele chorób.


Papieskie pielgrzymki


Papieskie pielgrzymki planowane były na ogół z rocznym wyprzedzeniem. Decyzję, dokąd pojechać, podejmował sam Papież, a terminy ustalał Sekretariat Stanu. Sekretarz stanu uzgadniał z władzami kościelnymi i świeckimi trasy przejazdu, oraz miejsca, które Papież miał odwiedzić. Szczególnej delikatności wymagały negocjacje w krajach, gdzie Kościół rzymskokatolicki był zwalczany jak to było z komunistyczną ekipą Gierka w 1979 r. czy reżimem Castro w 1998 r.


Pół roku przed wizytą, szef ochrony papieskiej, ojciec Roberto Tucci - drobny, 60-letni jezuita o siwych włosach zjawiał się w kraju pielgrzymki i rozpoczynał żmudne opracowywanie trasy: przejeżdżał każdy jej odcinek, zwracając uwagę na ewentualne punkty newralgiczne, notował czasy przejazdu, sprawdzał możliwości zatrzymania, miejsca ustawienia ołtarzy, spotkań na powietrzu i w świątyniach. Następnym etapem było ułożenie planu pielgrzymki z uwzględnieniem środków lokomocji oraz czasu trwania spotkań. W efekcie powstawały kilkusetstronicowe, rozpisane co do minuty programy. Każdy z podróżujących z Ojcem Świętym dziennikarzy otrzymywał dokładny rozkład każdego dnia, oraz wyszczególnienie, w którym miejscu stanie każdy członek obsługi prasowej, gdzie będą kamery, gdzie wozy transmisyjne i stanowiska radiowe, kto i kiedy zrobi zdjęcie. Dziennikarze znali też miejsca noclegu, godziny posiłków, warunki sanitarne, klimat, a nawet poziom napięcia prądu w danym kraju.


Tylko dzięki tej precyzji wizyty papieskie przebiegały niezwykle sprawnie. Chyba, że sam Papież krzyżował ten misterny program, jak na przykład w Krakowie w 1997 r., kiedy w drodze z Uniwersytetu nagle kazał kierowcy objechać Rynek. Wprawił tym zgromadzonych w ogromną radość, a ochroniarzy Tucciego - nie pierwszy raz - zmusił do błyskawicznego zabezpieczenia okolicy. Całe zdarzenie trwało zaledwie chwilę, jednak program już do końca dnia się nie kleił.


Równie precyzyjnie przygotowany był bagaż Ojca Świętego. W każdą podróż Papież zabierał ze sobą pielgrzymi krucyfiks, ten sam, z którym podróżował Paweł VI, oraz pierścień z własnym herbem. Wszystkie kazania, przemówienia i oświadczenia, starannie posegregowane, leciały w specjalnym kufrze. Niezwykle trudnego zadania doboru i przygotowania strojów na wszystkie okazje dokonywał Angelo Gudel, kamerdyner Jana Pawła II. Był on ciągle blisko Papieża i doskonale wiedział, że jego ubranie musi być zawsze białe i dostosowane do pogody. Kufer podróżny mieścił zmiany odzieży na całą podróż. Kilka dni przed rozpoczęciem pielgrzymki na miejsce przylatywały samochody -papamobile (zwykle dwa lub trzy, zależnie od długości pielgrzymki).


Sponsorem papieskich lotów były włoskie linie lotnicze Alitalia. Na życzenie Papieża samolot był urządzony skromnie, wyposażony jedynie w niezbędne sprzęty i bez salonki. W niewielkiej części, przeznaczonej wyłącznie dla Papieża, znajdowały się cztery wygodne fotele pierwszej klasy. Jan Paweł II zajmował zwykle miejsce przy oknie, nad którym wisiał krzyż. Papież przybywał na płytę lotniska helikopterem chwilę przed odlotem. Dzięki temu droga na lotnisko Fiumicino przez zawsze zakorkowany Rzym nie zabiera mu (jak zwykłemu śmiertelnikowi) półtorej godziny. Do samolotu Papież podjeżdżał samochodem. Po wejściu na pokład witał się z załogą i dziennikarzami, a często odbywał małe konferencje prasowe.


Przy starcie samolot ubezpieczały opancerzone transportery, które pędziły po pasie startowym na sygnale, a z ich wieżyczek wyglądali uzbrojeni karabinierzy, czujnie rozglądający się na wszystkie strony. Takie sceny iście z filmu akcji trwały do chwili wzniesienia się maszyny w powietrze.Papież często w samolocie przygotowywał ostateczne wersje homilii i przemówień, jak to było w przypadku mowy na Konferencję Episkopatu w Puebla w Meksyku.Do niedawna każda pielgrzymka rozpoczynała się tak samo - po zejściu z samolotu Papież klękał na ziemi i całował ją na powitanie. Jednak od czasu, jak posunął się w chorobie, już tego nie czynił.


Zdrowie papieża


Jan Paweł II był pierwszym papieżem, który leczył się poza Watykanem, w klinice. Jego poprzednicy zawsze korzystali z opieki medycznej w Pałacu Apostolskim. Obecny Papież wielokrotnie przebywał w szpitalu jako pacjent. Za każdym razem była to rzymska poliklinika im. księdza Agostino Gemelli, położona w pobliżu Watykanu. Papież żartobliwie nazywał ją "trzecim Watykanem" Jan Paweł II miał tam swój apartament, w którym była też kaplica.


Po raz pierwszy Jan Paweł II trafił do kliniki Gemelli 13 maja 1981 r., po zamachu na Placu św. Piotra, kiedy to został trafiony trzema kulami: w prawe ramię, lewą dłoń i brzuch. Przebywał tam wówczas przez trzy tygodnie, do 3 czerwca. Jednak jeszcze w tym samym miesiącu musiał powrócić do szpitala z powodu zakażenia wirusem "citomegalovirus", którego osłabiony wskutek postrzałów organizm nie mógł sam przezwyciężyć. Trzeba było także odwrócić bieg przebitej kulą okrężnicy, by organizm mógł znów naturalnie trawić. Za trzecim razem papież przebywał tam w dniach 12-28 lipca 1992 r., z powodu bardzo ostrego bólu brzucha. Janowi Pawłowi II w wyniku czterogodzinnej, niebezpiecznej dla życia operacji, usunięto z okrężnicy rakowego guza wielkości pomarańczy. Interwencji dokonano w samą porę, bo okazało się, że chora tkanka nabierała już cech złośliwych. Po otwarciu jamy brzusznej lekarze usunęli także woreczek żółciowy ze względu na kamienie.


Rok później - 2 lipca - Papież poddał się badaniom kontrolnym po operacji, które nie potwierdziły oznak raka. Po raz piąty Jan Paweł II znalazł się w klinice w dniach 11-12 listopada 1993 r, w następstwie potknięcia się o skraj własnej szaty i upadku, kiedy schodził z podium podczas audiencji na konferencji FAO w Rzymie. Doznał wówczas zwichnięcia prawego ramienia i lekkiego pęknięcia panewki stawowej. Po badaniach radiologicznych Papieżowi nastawiono zwichnięty staw barkowy i nałożono na rękę temblak, który nosił przez cztery tygodnie. Mimo cierpienia żartował, że lewą ręką może błogosławić równie dobrze, jak prawą. W niecałe trzy miesiące po opuszczeniu szpitala, wbrew zaleceniom lekarzy, już jeździł na nartach.


Poważniejsze konsekwencje miał upadek Papieża w łazience jego apartamentu 29 kwietnia 1994 r.,kiedy to złamał szyjkę kościu udowej. Szósty pobyt Jana Pawła II w poliklinice Gemelli trwał prawie miesiąc, do 27 maja. Papieżowi wstawiono wówczas protezę stawu biodrowego. Od tego czasu miał trudności w chodzeniu. Problemy z opanowaniem drżenia lewej ręki, kłopoty z chodzeniem i zmieniona mimika twarzy były objawami choroby Parkinsona. Siódmy pobyt Papieża w szpitalu (6-15 października 1996) związany był z usunięciem wyrostka robaczkowego. Zazwyczaj przed operacją Jan Paweł II długo się modlił w kaplicy przylegającej do jego sypialni w poliklinice Gemelli, a następnie koncelebrował Mszę z biskupem Stanisławem Dziwiszem.


Srebrny jubileusz Pontyfikatu był już naznaczony nowym stygmatem niemocy. Odmówiły posłuszeństwa nogi. Dynamiczny Papież odtąd poruszał się w specjalnym pojeździe. Był to już wyraźny początek drogi krzyżowej. Ale z tej drogi jeszcze nauczał, przedłużał ją, wędrując do Lourdes, Loreto i pisał Tryptyk rzymski, Pamięć i tożsamość, i mówił coraz bardziej słabnącym głosem, kosztującym go coraz więcej wysiłku.


Ostatnie dni życia


Po paru tygodniach od owej fatalnej grypy na początku 2005 r. doszło do kłopotów z oddychaniem. 24 lutego wykonano zabieg tracheotomii, który polega na wstawieniu w tchawicę - rurki umożliwiającej dopływ powietrza do płuc z ominięciem chorego odcinka dróg oddechowych. Papież opuścił klinikę 13 marca. Wszystko wskazywało na to, że Ojciec Święty i tym razem pokona gnębiące go przeciwności. Ale był bardzo słaby. Po raz pierwszy od początku pontyfikatu nie uczestniczył w Wielki Piątek w Drodze Krzyżowej w Koloseum.


Tysiące wiernych zgromadziły się przed telebimem, by współuczestniczyć z chorym Papieżem w tym misterium. 27 marca Uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego Ojciec Święty też obserwował za pośrednictwem telewizji. Ukazał się wtedy w oknie swojego gabinetu, by udzielić tradycyjnego błogosławieństwa "Urbi et Orbi". Tłum zgromadzony na placu Świętego Piotra i miliony telewidzów na całym świecie ze ściśniętym sercem obserwowały Papieża, który próbował przemówić. 30 marca na środowej audiencji generalnej też nie mógł przemówić.


31 marca po południu w następstwie infekcji dróg moczowych nastąpiło bakteryjne zakażenie krwi. Potem miał atak serca. Ojciec święty został powiadomiony o powadze sytuacji. Późnym popołudniem nastąpiła względna poprawa stanu zdrowia. Potem pogorszenie. O 1917 otrzymał ostatnie namaszczenie. Ale już o 600 następnego dnia chciał koncelebrować Mszę świętą. O 715 poprosił by odczytano mu Drogę Krzyżową. Ciśnienie krwi było bardzo niestabilne.


2 kwietnia o godz. 1800 wzrosła temperatura i nastąpiło znaczne pogorszenie stanu zdrowia. O godz 2000 rozpoczęła się w pokoju Ojca świętego Msza św. z okazji święta Miłosierdzia Bożego. Przewodniczył jej ks. arcybiskup Stanisław Dziwisz. Koncelebrowali ks. kardynał Marian Jaworski ze Lwowa, ks. arcybiskup Stanisław Rylko, oraz ks. Prałat Mieczysław Mokrzycki, sekretarz papieża. Podczas eucharystii Jan Paweł II przyjął wiatyk, oraz Sakrament Namaszczenia Chorych.


O godz. 2100 na placu św. Piotra ks. kard. Edmund Szoka rozpoczął modlitwę różańcową w intencji papieża. W ostatnich chwilach życia papież łączył się w modlitwie ze zgromadzonymi na placu św. Piotra. Karol Wojtyła, Papież Jan Paweł II, Polak - zmarł o godzinie 2137 niemal dokładnie w chwili zakończenia modlitwy różańcowej na Placu Świętego Piotra.



 
Wyszukiwarka

Czas ucieka






wieczność czeka

wschód słońca 03:33 UT,
zachód słońca 17:41 UT
okr. zimowy +1h; okr. letni +2h
Dziś jest: 236 dzień i 35 tydzień r.
do końca roku pozostało 129 dni
Imieniny obchodzą:
Bartłomiej, Jerzy, Bartosz
Twoje IP: 54.162.255.186
jesteś gościem wyświetlono razy obecnie jest gości
© by Marian Kurtycz
Ostatnia aktualizacja strony
28.05.2017
Witryna powstała 1 maja 2011 r. w dniu beatyfikacji Papieża Jana Pawła II