bł. ks. Roman Archutowski

Błogosławiony Ks. Roman Archutowski - biografia.


Błogosławiony ksiądz Roman Archutowski urodził się 5 sierpnia 1882 roku w Karolinie. Ochrzczony był w kościele parafialnym w Zegrzu trzy dni po urodzeniu. Jego metryka chrztu znajduje się w Papieskiej Akademii Teologicznej w Warszawie. Podstawowe wykształcenie zdobył w domu rodzinnym. W latach 1892-96 uczęszczał do rosyjskiego gimnazjum w Pułtusku. Po uzupełnieniu nauki w domu maturę zdał w 1900 roku w Suwałkach i wstąpił do Seminarium Duchownego w Warszawie. Święcenia kapłańskie przyjął w Katedrze Warszawskiej pw. św. Jana Chrzciciela w 1904 roku.


Od samego początku pobytu w seminarium odznaczał się praco­witością. Wykorzystywał swoje zdolności i zamiłowanie do teologii i historii Kościoła. Spośród grona profesorskiego, które wywarło wielki wpływ na Romanie należy wymienić: ks. A. Kakowskiego, ks. S. Galla, A. Jaczynowskiego i innych.


Krótko pracował jako wikariusz w parafii Jeżów, (diec. łódzka). W 1905 roku został skierowany na studia do Cesarskiej Rzymsko-Katolickiej Akademii w Petersburgu. Uzyskał stopień magistra Świętej Teologii. W 1910 roku powrócił do Warszawy i pracował jako prefekt, (nauczyciel religii), w Gimnazjum Realnym i w Prywatnym Gimnazjum im. św. Stanisława Kostki przy ulicy Traugutta l - tuż przy Krakowskim Przedmieściu. Mieszkał w Warszawie na ul. Senatorskiej 31. W swej działalności dydaktyczno-wychowawczej dał się poznać jako najlepszy przyjaciel młodzieży, wychowawca i doradca sumień.


Ks. Archutowski był do 1925 r. inspektorem szkolnym. W 1925 roku został dyrektorem gimnazjum im. św. Stanisława Kostki w Warszawie. Nauczał w nim religii i wykładał historię Kościoła aż do 1940 r. Wkrótce zdobył sobie wśród grona nauczycielskiego i uczniów wielki autorytet. Wynikał on nie z racji zajmowanegostanowiska dyrektora, ale z osobowości, którą reprezentował. To właśnie wychowankowie tej szkoły są gorliwymi świadkami świętości księdza Romana. W szkole panowała miła, rodzinna atmosfera bez zawiści i plotek, która była zasługą wyjątkowej osobowości księdza Romana. Wszystkich otaczał opieką duchową i materialną, służył radą i pomocą. Mało mówił, ale brał odpowiedzialność za wszystkie słowa, które wypowiadał.


Ksiądz Roman nie był dobrym mówcą, kazania przychodziły mu z trudem, nie miał też wielkiego talentu dydaktycz­nego. Jednak jego postawa, świadectwo wiary i miłość jaką wszystkich otaczał zyskiwały mu autorytet i szacunek. W 1940 roku został mianowany rektorem Seminarium Duchownego. Pełnił tę funkcję dwa lata, aż do aresztowania przez Niemców. Były to lata głodu i chłodu dla kleryków. Był dla nich jak ojciec, troszcząc się o ich byt codzienny.


Ksiądz Archutowski był raczej typem naukowca, a nie pedagoga. Głównym jego zainteresowaniem były dzieje Kościoła. Oprócz podręcznika dla młodzieży szkół średnich na ten temat, opublikował 239 haseł i artykułów, m.in. w "Podręcznej Encyklopedii Katolickiej". Publikował też rozprawy w czasopismach teologicznych.


ks. Roman Archutowski - rektor

Był Prezesem Ogólnopolskiego Koła Prefektów, Cenzorem Ksiąg o treści religijnej, Obrońcą Nierozerwalności Węzła Małżeńskiego II instancji, Promotorem Sprawiedliwości Sądu Arcybiskupiego i Metropolitalnego Warszawskiego. Mianowany został Kanonikiem Kapituły Katedralnej Warszawskiej (nie dowiedział się o tym, gdyż był już w więzieniu). Został odznaczony krzyżem "pro Ecclesia et Pontifice".


Gestapo aresztowało go między innymi za pomoc Żydom. Pierwsze aresztowanie nastąpiło we wrześniu 1942 roku. Wychodząc z domu włożył sutannę i nie zdjął jej przez cały pobyt na Pawiaku. Po miesięcznym śledztwie, torturach i biciu, został zwolniony. W nocy z 10 na 11 listopada 1942 roku ponownie osadzono go na Pawiaku. Z powodu sutanny spotykały go wyrafinowane szykany.


25 marca 1943 roku ksiądz Archutowski przewieziony został do obozu koncentracyjnego na Majdanku koło Lublina. Wycieńczony więzieniem, głodem, chłodem, chorobą, również w obozie zachował godność kapłańską i ludzką. Cierpliwie i z pokorą znosił tortury obozowe, bicie, upodlenie, zniewagi. Do ostatniej chwili życia troszczył się o współwięźniów, pocieszał ich i spowiadał.


W okresie nasilenia epidemii tyfusu wyznaczono Mu pracę przy noszeniu i przewożeniu zwłok do krematorium. Przeziębił się przy tym i zachorował na tyfus plamisty. Będąc w szpitalu obozowym jeszcze spowiadał chorych. Życie zakończył w Niedzielę Palmową, 18 kwietnia 1943 roku. Nie ma swojego grobu, ciało jego zostało spalone w krematorium. 13 czerwca 1999 r. został beatyfiko­wany w gronie 108 męczenników II wojny światowej przez Papieża Jana Pawła II w czasie Mszy Świętej w Warszawie.


Wyjaśnienia


W dostępnych dla nas żródłach na temat ks. Romana Archutowskiego jako jego miejsce urodzenia podawane są raz: Warszawa a raz Karolino koło Pułtuska. Co do jego braci ks. Józefa i Wiktora takich wątpliwości już nie ma i wiadomo, że urodzili się w Karolinie koło Pułtuska (Serocka). Zyją jeszcze nasi parafianie, którzy pamiętają wspomnienia swoich rodziców, o dwóch braciach Archutowskich z Karolina, którzy zostali księżmi. Wyjaśniając tę sprawę skontaktowałem się z ks. Ludwikiem Królikiem postulatorem procesu beatyfikacyjnego ks. Romana Archutowskiego. Rozbieżność ta wynikła z faktu, że do Metryki Chrztu napisanej w języku rosyjskim autor dotarł już po napisaniu i wydrukowaniu broszurki, na której opierają się pozostałe źródła. Metryka ta potwierdza fakt, że ks. Roman Archutowski urodził się w Karolinie koło Pułtuska i został ochrzczony w (nieistniejącym już) kościele parafialnym pw. św. Antoniego w Zegrzu w trzy dni po urodzeniu. Metryka ta znajduje się w Papieskiej Akademii Teologicznej w Warszawie przy ul. Dewajtis 3. Informacje te potwierdził nieżyjący już obecnie ks. Ludwik Królik w rozmowie z autorem tej strony - członkiem Parafialnego Koła Akcji Katolickiej Parafii Zegrze w Woli Kiełpińskiej.


Jego rodzice Józef i Emilia z Karbowskich (a nie Karwowskich) byli zamożni. Mieszkali w majątku w Karolinie. (Znamy dokładne miejsce gdzie stał ich dom). Mimo, że mieli siedmioro dzieci (trzech synów: Wiktora, Józefa i Romana i cztery córki: Helenę, Natalię, Joannę i najmłodszą nieznaną nam z imienia) mogli sobie pozwolić na kształcenie synów. Prawdopodobnie po I wojnie światowej posiadłość Archutowskich została sprzedana ich krewnym, państwu Kacperskim. Sami zaś Archutowscy przenieśli się do nowo zakupionego majątku we wsi Gzowo koło Pułtuska. W listopadzie 1939 roku brat ks. Archutowskiego Wiktor, urodzony 7 września 1871 r. we wsi "Karolinowo", został rozstrzelany przez Niemców w Pułtusku. Majątek Gzowo w czasie wojny był źródłem zaopatrzenia w żywność dla Seminarium Warszawskiego. Drugi brat błogosławionego, także ksiądz, Józef Archutowski był znanym biblistą, profesorem i dziekanem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Zginął 31 sierpnia 1944 roku w czasie Powstania Warszawskiego pod gruzami kościoła ss Sakramentek na Nowym Mieście w Warszawie.

Witraż ks. Archutowskiego w kościele parafialnym w Woli Kiełpińskiej

Migawki z życia księdza Romana


Był przyjacielem młodzieży. Zwykł mawiać do swoich wychowan­ków: "Proszę pamiętać, człowiek jest człowiekiem, ale..." - i nie kończył. Nie dało się słyszeć jego podniesionego głosu na szkolnym korytarzu, nie było ciągnięcia za włosy, uszy, bicia linijką - metod nierzadko stosowanych wówczas w szkołach. Nie był też kimś, kto zawsze sobie daje radę, a pedagogiczne recepty ma na każde zawołanie.


"Na jego lekcjach - zdarzało się - fruwały gołębie z papieru, ktoś grał pod ławką w bitwę morską, w "kartofla", inny strzelał z procy. W końcu ksiądz podchodził do delikwenta, który rzeczywiście podpadł - wspomina Wojciech Kawecki, wychowanek Prywatnego Gimnazjum im. Św. Stanisława Kostki w Warszawie - brał go za rękę, patrzył prosto w oczy i mówił: "Czy ty tak musisz robić?" (Były to jedyne słowa nagany i one najczęściej wystarczały. Raz - pamiętam - nie wytrzymał. Nie mógł już dłużej tolerować złego zachowania. Powiedział tylko: "Ja kończę lekcję!" i - mimo że do przerwy było jeszcze daleko - wyszedł. Więcej już takie zachowanie z naszej strony, chłopców jedenastoletnich, nie powtórzyło się. Bardziej to pomogło niż karcenie, stawianie do kąta".


"Pewnego razu Janek Gosk pokłócił się z kolegą. Gdy ten wychodził z klasy, wyjął pusty kałamarz z pulpitu ławki i rzucił nim w kierunku drzwi. W tym właśnie momencie stanął w nich ks. Archutowski, a kałamarz wylądował na jego sutannie. I co zrobił? Nie zważając na obolałe ramię rzekł: "Janku, przecież mógłbyś mu zrobić krzywdę." Takie niby nic nie znaczące zdanie, i to jedno słowo: "mu". Nie wspomniał nic o sobie. Janek zapamiętał tę lekcję miłości na całe życie".


Z opowiadań wychowanków gimnazjum i kleryków seminarium wyłania się obraz pedagoga, który mógł namalować tylko sam Pan Bóg. Intrygująca jest sylwetka człowieka, który bez wsparcia łaski Bożej nie mógłby nigdy "sam z siebie" wzbudzić respektu i być autorytetem. Pan Bóg uśmiechał się z wysokiego Nieba widząc, jak jego syn, któremu poskąpił talentu dydaktycznego, pociąga do Niego młodzież, raczej swoją pedagogiczną nieporadnością i kruchością, niż siłą. Bardziej niż ci, którzy jakby urodzili się pedagogami.


Panująca w szkole rodzinna atmosfera była zasługą wyjątkowej osobowości księdza Romana. Wszystkich otaczał opieką duchową i materialną, służył radą i pomocą. Żyjąc skromnie, nieustannie wspierał potrzebujących. Nieżyjcy już maturzysta z 1932 r. Ludomir Heger, nie płacił za szkołę po śmierci ojca. "Kiedy zwracałem się z tym do Księdza dyrektora Romana Archutowskiego - wspominał po latach - kazał mi normalnie uczęszczać do szkoły i nie przejmować się tym. Po otrzymaniu matury, kiedy zacząlem mówić o spłaceniu tych pieniędzy, ks. Archutowski kazał mi nie myśleć o tym, a jeżeli będę mógł, to pomogę też takiemu uczniowi i to będzie właściwa spłata długu".


Ksiądz potrafił być konsekwentny i wymagający, gdy okoliczności tego wymagały. Uczeń Ostapowicz odpowiadał kiedyś z historii Kościoła, w której ksiądz Roman specjalizował się. Ksiądz, który "wyrwał go do odpowiedzi", miał zwyczaj stawiać oceny dopiero na zakończenie lekcji. Ostapowicz nie był dobrze przygotowany, więc chętnie skorzystał z podłożonej książki, ukrytej za plecami siedzącego przed nim kolegi, i bezbłędnie czytał odpowiadając na postawione przez księdza pytanie. Po nim odpowiadali inni. Na koniec nauczyciel postawił mu dwóję. "Za co? - zaoponował Ostapowicz - Przecież dobrze odpowiadałem!". "Czytałeś dobrze!" - odpowiedział ks. Archutowski.


Kaplica cmentarna im. bł. ks. R. Archutowskiego

Ks. Henryk Żochowski kleryk seminarium duchownego wspominał: "Bardzo bolał nad tym, że głodujemy. Żywność transportował ze swoich rodzinnych stron, z Pułtuska, bo były takie dni, że jedliśmy tylko kromkę chleba z odrobiną mąki ze zmielonych kasztanów, no i jakąś tam zupkę. Nie było ogrzewania, zimą w nocy woda w miskach zamarzała. Ucząc się klękaliśmy na krzesłach, bo tak ciągnęło od podłogi. Siedzieliśmy w nausznikach i studiowaliśmy teologię. Nikt nie uciekł! Te trudne czasy jeszcze bardziej nas formowały."


Przyczyną aresztowania ks. Archutowskiego były też między innymi "sprawy żydowskie". Ksiądz prałat Henryk Żochowski pamięta, że wśród kleryków bywali i tacy, że już "samo nazwisko wiele mówiło". Alumni, chyba szpicle, którzy w seminarium byli tylko miesiąc lub dwa i odchodząc mogli donieść, że ksiądz rektor ukrywa Żydów.


Krzysztof Dąbski do dziś nie kryje wzruszenia, mówiąc o dyrektorze swojej szkoły i późniejszym rektorze warszawskiego Seminarium Duchownego: "Uwięzienie Księdza odczułem bardzo dotkliwie i osobiście mnie ono poruszyło. Sylwetka księdza, jego sposób obcowania z ludźmi tchnęły wielką subtelnością, delikatnością. My, jego uczniowie, cierpieliśmy bardzo na wieść, że we wrześniu, a potem w listopadzie 1942 r. został aresztowany i osadzony na Pawiaku. Wyobrażaliśmy sobie, że on, bity i maltretowany, odczuwa wszystkie dolegliwości fizyczne i psychiczne w sposób bardziej dotkliwy niż ktokolwiek inny. Zapamiętałem go jako człowieka, który nie miał "twardej skóry", odporności, jaką zazwyczaj ludzie posiadają. Z jego sposobu bycia promieniowało coś łagodnego".


Leon Wanat, w latach 1939-1944 geheimnistrager na Pawiaku, w swojej książce opisuje powszednie dni księdza Romana w tym miejscu udręki.
"W akcji przeprowadzonej przez gestapo w nocy z 10 na 11 listopada 1942 r. zostało aresztowanych wielu wybitnych działaczy politycznych, profesorów. Między innymi został osadzony na Pawiaku ks. Roman Archutowski - magister teologii, regens Seminarium Duchownego w Warszawie, historyk Kościoła, kanonik kapituły metropolitalnej warszawskiej.


Kiedy wprowadzono go do suteren na oddział siódmy przejściowy, wachmajster Ksawer Muller, znany ze swoich sadystycznych skłonności, uśmiechnął się ironicznie. Wieder ein Pfaffe - znowu klecha. Księdza zrewidowano, ostrzyżono, a w końcu zamknięto w jednej z cel przejściowych. Więźniowie otoczyli go kołem i zaczęli wypytywać o nowiny. W celi powstał gwar i poruszenie.


Wachmajster słysząc podniesione głosy, podszedł na palcach do wizjerki, otworzył klapę i zajrzał do środka. Verfluchter Pfaffe! - przeklęty klecha - ryknął i otworzył z trzaskiem drzwi. Zaczął wymyślać księdzu, a potem wypędził wszystkich na korytarz. Laufschritt! - usłyszeli. Przy akompaniamencie ordynarnych wyzwisk więźniowie biegli przez całą długość korytarza popędzani pejczem. "Zmęczyliście się?" - rzekł wesoło Muller - "Teraz żabki". Nogi odmawiały już posłuszeństwa, a obecni przy tym inni wachmajstrzy bili więźniów.


remotetreechildrenremotetreechildren

Ksiądz nie miał już siły dalej skakać, sutanna przeszkadzała w ruchach. "Zdejmuj tę czarną szmatę!" - zaryczał Muller ze złością. Ksiądz spojrzał pytająco na wachmajstra, a potem zaczął ściągać sutannę. Na korytarzu, obok kancelarii, stał Żyd, Jerzy Bombel, neofita, czyścił buty wachmajstrów.


"Bombel! - zawołał Muller - Zabierz tę czarną płachtę, będziesz miał czym czyścić buty!". Gdy Bombel stał nadal w miejscu niezdecydowany, przyszedł do niego Muller, kopnął go i ze śmiechem kazał mu włożyć na siebie sutannę. Bombel ociągając się spełnił polecenie i stanął bezradny pod ścianą. Wachmajstrzy pokładali się ze śmiechu i poklepując Bombla wrzeszczeli jak dzikusy: Bombel-Pfaffe. W pewnym momencie rozbawieni wachmajstrzy zwrócili się do stojących obok więźniów: "Na co czekacie? Całować księdza w rekę!".


Wahając się podchodzili do stojącego bezradnie Bombla i całowali go w opuszczoną dłoń. Pocałował go także i ks. Archutowski. Bombel miał łzy w oczach. Na drugi dzień rano Bombel podszedł do ks. Archutowskiego i zaczął go przepraszać. "Pan niewinny" - odrzekł ksiądz do Bombla. "A o sutannę, to niech ksiądz będzie spokojny. - rzekł - Zwrócę ją księdzu, jak tylko Muller skończy służbę. Wisi wyczyszczona w mojej celi. Tylko niech ksiądz nie wkłada jej więcej na siebie, bo może narazić się na nowe przykrości".


Po odbytej kwarantannie ks. Archutowski został przeniesiony na oddział piąty, mieszczący się na drugim piętrze. Pewnego razu, kiedy powracał z przesłuchania, wachmajster Karl Heller zauważył, że któryś z więźniów pomógł mu zdjąć palto. Wywołał obydwóch z celi i w przedsionku ustępowym obdzielił każdego dziesięcioma bykowcami. Innym razem, kiedy ksiądz przebywał w izbie chorych, został nieludzko skatowany przez wachmajstra za znaleziony przy nim gryps, który chciał przemycić współwięźniowi przebywającemu w szpitalu więziennym. Pokrwawioną sutannę ks. Archutowskiego przekazano rodzinie, która przechowywała ją jak relikwię.


Ksiądz prałat Henryk Żochowski wspomina: "Uważam, że ks. Archutowski miał talent pedagogiczny, ale bardzo oryginalny, bo ewangeliczny. Wychowywał nas dobrocią i spokojem. Nie był człowiekiem wylewnym, raczej zamkniętym w sobie, żyjącym trochę w swoim świecie. To była wielka pobożność, wielka duchowość! Chociaż rzeczywiście nie miał specjalnego daru wymowy".


25 marca 1943 r. ks. Roman Archutowski wraz z siedmiuset mężczyznami i czterystoma kobietami został przewieziony towarowymi wagonami z Pawiaka do lubelskiego obozu na Majdanku. W obozie przydzielono księdza Archutowskiego do prac ogrodowych. "Zabieram więc moich ogrodników do bloku 21, gdzie jest magazyn - wspomina J. Kwiatkowski - Tam każę z desek i listew leżących na stosie wyjmować gwoździe, prostować je, ciosać paliki...


Ks. Archutowski trzęsie się z zimna. Mimo iż nosi buty na drewnianych podeszwach, ma całkiem mokre stopy, bo po spodniach woda ścieka do butów. Sadzam go więc za stosem belek, przynoszę trociny, aby włożył w nie nogi i trochę je osuszył, bo nie ma tu nawet kawałka szmaty czy worka. Przez chwilę siedzi na belkach i odpoczywa... To są skutki osłabienia serca i zaburzeń w krążeniu krwi. Ksiądz trzęsie się w febrze.


Nagle staje przed nami Bubi, lagerjunster, trzynastoletni wyrostek, (...). Przy stuku i hałasie nie zauważyliśmy, kiedy skrzypiące wrota bloku otworzyły się. Bubi spostrzegłszy siedzącego więźnia, doskakuje do niego i uderza go ręką w twarz, po czym każe temu wysokiemu mężczyźnie schylić się i bije go batem po siedzeniu. Ma bat z drutem, uderzenia więc są bardzo bolesne. Cichy jęk wydobywa się z ust kapłana."


Ksiądz Archutowski, wychowawca młodzieży, człowiek pełen dobroci i wyrozumiałości dla ludzkiej słabości, stanął bezradnie wobec nienawiści, oko w oko z trzynastoletnim sadystą, lagerjunstrem z Majdanka.


Więcej można przeczytać w książkach:


Dorota Narewska; Ks. Roman Archutowski - Męczennik; Warszawa 1999 r.
ks. Ludwik Królik: Pięciu kapłanów męczenników; Warszawa 1999 r.
praca zbiorowa pod red. ks. bpa Edwarda Materskiego: Czytanki Majowe Radom 1999 r.
wykorzystano także:
ks. Roman Archutowski - męczennik; Encyklopedia Katolicka; Warszawa 1999; t1.
Anna i Marian Kurtyczowie; Zegrze - Wola Kiełpińska. Dzieje parafii i okolic. Wola Kiełpińska; I wyd. 2001 r., II wyd. 2004 r.


 
Wyszukiwarka

Czas ucieka






wieczność czeka

wschód słońca 02:18 UT,
zachód słońca 18:59 UT
okr. zimowy +1h; okr. letni +2h
Dziś jest: 180 dzień i 27 tydzień r.
do końca roku pozostało 185 dni
Imieniny obchodzą:
Emilia, Lucyna, Arnold
Twoje IP: 54.146.28.90
jesteś gościem wyświetlono razy obecnie jest gości
© by Marian Kurtycz
Ostatnia aktualizacja strony
28.05.2017
Witryna powstała 1 maja 2011 r. w dniu beatyfikacji Papieża Jana Pawła II