Śpiewajcie dla Pana Boga


18 września 2011 roku pożegnaliśmy długoletniego organistę Edwarda Dymka. Z przekonaniem można powiedzieć, że w historii naszej parafii skończyła się pod względem oprawy muzycznej pewna epoka. Jak powiedziała jedna z parafianek "Pan Dymek to głos naszego kościoła". Trudno się dziwić - Edward Dymek pracował u nas przeszło 33 lata, w styczniu minęłoby 34. Większość z nas już nie pamięta innego organisty.


Poprzednim organistą był Antoni Araszkiewicz. Pod koniec swojej pracy nie nadawał się już do służby w kościele bo miał problemy z alkoholem. W 1977 roku przeszedł na emeryturę i jak napisał w Kronice Parafialnej ówczesny proboszcz, ks. Roman Słupecki "śpiew jest w zupełnym zaniedbaniu".


Ks. Słupecki nie zdążył zatrudnić nowego organisty, zmarł w grudniu 1977 roku. W styczniu 1978 r. odbył się ingres nowego proboszcza, ks. Kazimierza śniegockiego, który przybył do parafii z organistą Edwardem Dymkiem. Jego śpiew usłyszeliśmy już w czasie ingresu.


Pamiętam ten ingres. Byłam wtedy w liceum. To było jak powiew wiosennego wiatru w styczniowy dzień. Zanim poznaliśmy nowego proboszcza już w serca wstąpiła radość. Oto nareszcie mamy w kościele organistę z prawdziwego zdarzenia. W tym czasie nie było jeszcze w kościele organów, tylko fisharmonia. Ale różnica w grze i śpiewie była tak duża, że niektórzy sądzili iż to nowy organista przywiózł ze sobą organy.


Wkrótce parafia pod kierunkiem ks. śniegockiego kupiła prawdziwe organy (za ogromną wtedy sumę, 950 tys. zł). Rozpoczął próby nowo zorganizowany chór do którego zostali zaproszeni wszyscy chętni, muzycznie uzdolnieni parafianie. Zaczęliśmy być dumni z naszego organisty, bo "nie ma to jak nasz Dymek". Najpiękniej było na ślubach i pogrzebach. Dzięki tym pięknym pieśniom radość stawała się większa, a żal lżejszy do zniesienia. Bo piękny głos pana Edwarda porywał duszę i niósł ją wysoko, ku Bogu.


Organista, szczególnie w parafii wiejskiej, to nie tylko ktoś, kto gra i śpiewa w kościele. Jest także pracownikiem kancelarii, dba o bieliznę kościelną, roznosi opłatki więc ma duży kontakt z ludźmi i w pewnym sensie reprezentuje parafię, ponieważ wszyscy go znają i kojarzą z Kościołem, proboszczem i sprawami parafii. Często ludzie, którzy nie mają śmiałości zwrócić się do księdza, rozmawiają chętnie z organistą lub kościelnym.


Pan Dymek potrafił z ludźmi rozmawiać, potrafił ich wysłuchać, zrozumieć i wytłumaczyć coś "po Bożemu". Był zawsze życzliwy, radosny, ale też czasem potrafił powiedzieć szczerze prawdę w oczy. Nigdy zaś nie rozpuszczał plotek, nie skarżył się, nie obmawiał.


W czasie pracy w naszej parafii dwa razy przeżywał zmianę proboszcza. Nie jest to łatwy moment nawet dla parafian. Jego takie zmiany dotykały głębiej, bo mieszkał z rodziną w budynku plebanii, pod jednym dachem, przez ścianę z proboszczem.


Wiadomo, ludzie są różni i muszą się w życiu i pracy "docierać". Jeśli nawet były trudności, nikt w parafii nie dowiedział się od pana Dymka. Był lojalny wobec każdego nowego proboszcza. Umiał oddzielić sprawy prywatne od parafialnych, Boże od ziemskich. Zawsze wszystko było dobre i każdy ksiądz mógł liczyć na jego życzliwość, dyskrecję i uczciwość.


Znaliśmy całą rodzinę pana Dymka. Kiedy jego dzieci były małe podchodziły pod sam ołtarz, bo przecież dobrze znały księży. Towarzyszyliśmy im w radosnych i smutnych chwilach, tak jak oni towarzyszyli nam. Wielu z nas traktowało ich jak rodzinę zapraszając na rodzinne uroczystości. Również w parafii przyczyniał się do panującej tu przez lata rodzinnej atmosfery.


Wraz z duszpasterzami, kościelnym i panią Ewą, tworzyli zgrany zespół, który nigdy nie zawodził. Można się było od niego uczyć życia w chrześcijańskiej wspólnocie, w której może i bywają zgrzyty, ale podstawą jest życzliwość, zaufanie, przebaczenie i szacunek dla każdego człowieka.


Na podkreślenie zasługuje godna postawa chrześcijańska pana Edwarda. Swoją służbę traktował poważnie, poważnie traktował Pana Boga. Swoje życie kształtował według Przykazań Bożych i starał się pracować nad sobą. Kościoła nie traktował tylko służbowo, brał udział także w rekolekcjach zamkniętych. Pan Bóg różnie go doświadczał, przeważnie chorobą: żony, dzieci. Sam także przeżył zawał serca. Umiał to wszystko przetrzymać z modlitwą na ustach. Nigdy też nie przyniósł wstydu parafii. Można było na nim zawsze polegać.


Przez wszystkie lata pracował intensywnie. Założył i wytrwale prowadził chór parafialny. Jako córka długoletniego chórzysty znam to od podszewki. Wiem, że nie zawsze była to praca wdzięczna i przynosząca tylko satysfakcję. Była też udziałem pana Dymka gorycz i ból związany ze słabością ludzką. Ile to razy daremnie czekał na cały skład chóru, a ludzie bądź ich część nie przyszli. Trzeba było dużo wytrwałości, samozaparcia aby wytrwać. Zadaniem organisty jest śpiew, ale nie wszystko zawsze układa się śpiewająco.


Dobrze, że choć w ostatnich latach swojej pracy miał pan Edward dużo satysfakcji z pracy. Nasz chór był często chwalony. Ksiądz bp. Piotr Libera podziękował mu za wieloletnią pracę w liście przywiezionym przez ks. Andrzeja Lelenia referenta d/s muzyki kościelnej DP.


Edward Dymek pracował także z dziećmi. Kiedy na początku lat 90. religia wróciła do szkół rozpoczął współpracę ze szkołą, szczególnie z ówczesną katechetką, Janiną Pakieła. Razem pracowali nad Jasełkami i innymi uroczystościami w wykonaniu dzieci. Przez wiele lat prowadził i szkolił scholę parafialną. Obecne talenty wśród dorosłych i młodzieży są przynajmniej częściowo zasługą pana Dymka. Można było spotkać go często przed godziną ósmą w drodze do szkoły, kiedy szedł na próbę scholi.


Przez wiele lat pan Dymek prowadził także gospodarstwo rolne, uprawiając ziemię parafialną. Był więc człowiekiem ciężkiej pracy. Nie oszczędzał się. Umiał wszystko godzić i przyjmować z radością.


W 1996 roku, kiedy powstało w naszej parafii Koło Akcji Katolickiej, pan Edward wraz z małżonką zostali jego członkami. Byli w niej aktywni przez cały czas jego istnienia, do roku 2009. W sposób oczywisty żadna uroczystość, czy inne przedsięwzięcie w parafii nie mogło się obyć bez niego. Jego żona, Wanda, dzielnie go wspierała i ubogacała nas swoją łagodnością, taktem i dobrocią. Oboje brali udział też w spotkaniach Akcji Katolickiej poza parafią, oraz w spotkaniach Caritas. Ubogacali nasze koło swoimi radami i wyczuciem spraw kościelnych i parafialnych. Miło wspominamy różne spotkania, zwłaszcza doroczne spotkania opłatkowe wszystkich grup parafialnych, ubogacone śpiewem chóru pod batutą pana Dymka.


Kiedy dotarła do nas wiadomość, że Edward Dymek kończy pracę w parafii wiele osób przyjęło to ze zdziwieniem, byli wręcz zaszokowani. "Nasza parafia bez Dymka? - niemożliwe". Tak bardzo wszyscy się do niego przyzwyczailiśmy.

- Wiadomo, że nikt nie jest wieczny. - Ale już. - Teraz?

Trudno się z tym pogodzić.

Panie Edwardzie - dziękujemy.
Anna Kurtycz


Zapraszamy do obejrzenia zdjęć Pożegnanie organisty - zdj.
 
Wyszukiwarka

Czas ucieka






wieczność czeka

wschód słońca 06:35 UT,
zachód słońca 14:24 UT
okr. zimowy +1h; okr. letni +2h
Dziś jest: 347 dzień i 51 tydzień r.
do końca roku pozostało 18 dni
Imieniny obchodzą:
Łucja, Otylia, Eugeniusz
Twoje IP: 54.221.76.68
jesteś gościem wyświetlono razy obecnie jest gości
© by Marian Kurtycz
Ostatnia aktualizacja strony
28.05.2017
Witryna powstała 1 maja 2011 r. w dniu beatyfikacji Papieża Jana Pawła II